Pełne umundurowanie bojowe, butla z powietrzem, hełm, specjalistyczna odzież ognioodporna, a często także maska tlenowa czy topór – wyposażenie strażaka może ważyć nawet 20 kilogramów. Właśnie z takim obciążeniem na szlak prowadzący na Śnieżnik wyruszyło w sobotę, 4 lipca, blisko 2000 strażaczek i strażaków z całej Polski.
Ich celem było nie tylko zdobycie szczytu, ale przede wszystkim zwrócenie uwagi na potrzeby osób chorujących na nowotwory krwi oraz zachęcenie Polaków do rejestracji w bazie potencjalnych dawców szpiku Fundacji DKMS. Tegoroczna, szósta odsłona wydarzenia okazała się największą w historii.
Jeszcze przed świtem okolice zalewu Stara Morawa w Stroniu Śląskim zapełniły się uczestnikami akcji. Już około godziny 2.00 na miejscu pojawili się pierwsi strażacy, a półtorej godziny później na trasę ruszyła pierwsza, licząca około 150 osób grupa. Do pokonania mieli ponad 10 kilometrów podejścia na Śnieżnik i tyle samo drogi powrotnej. Wielu z nich przygotowywało się do tego wyzwania od wielu tygodni.
Pierwsi uczestnicy dotarli na szczyt jeszcze przed godziną 9. Po krótkim odpoczynku rozpoczęli zejście.
- Zdobycie szczytu to ogromna satysfakcja. Walka z własnymi słabościami w pięknym celu. Razem wypełniliśmy słowa strażackiego motta – „…bliźniemu na ratunek” – na szczycie Śnieżnika. Ten 20-kilogramowy ekwipunek to tylko ułamek ciężaru, jaki na swoich barkach noszą pacjenci walczący z nowotworami krwi. Kiedy my mierzymy się ze stromym podejściem – oni każdego dnia mierzą się z niepewnością, trudami leczenia, bólem i często długotrwałą izolacją od bliskich. Zdobyliśmy Śnieżnik dla tych wszystkich osób, które teraz czekają na swojego „bliźniaka genetycznego” – opowiada strażak Szymon Golonka z OSP Łosina Górna.
Strażacy podkreślają, że do pomocy są gotowi zawsze – zarówno podczas akcji ratowniczych, jak i inicjatyw społecznych. Podobnie jak alarmowe wezwania, również zapisy na „Strażaka na Szlaku” znikają błyskawicznie. W tym roku dzięki doświadczeniom z poprzednich edycji oraz wsparciu lokalnych samorządów udało się zwiększyć liczbę uczestników aż dwukrotnie w porównaniu z ubiegłym rokiem.
Pomysłodawca wydarzenia, druh Sławomir Kowalczyk z OSP Łukowice Brzeskie, przyznaje, że skala przedsięwzięcia przerosła jego oczekiwania.
- Ta akcja wspaniale oddaje ducha strażackiej społeczności. Nigdy nie jesteśmy sami. Kiedy trzeba pomagać innym, idziemy za sobą w ogień – mówi.

Dla jednych udział w wydarzeniu był sportowym wyzwaniem, dla innych okazją do integracji. Wszystkich połączył jednak jeden cel – popularyzacja idei dawstwa szpiku i zwiększanie świadomości na temat nowotworów krwi.
- Kiedy zostałem dawcą komórek macierzystych dotarło do mnie, że to najprostszy sposób, by uratować czyjeś życie. By zapisać się do bazy Fundacji DKMS i zgłosić swoją gotowość do pomocy wystarczy pobrać wymaz z policzka. Samo pobranie komórek? W 90% przypadków to kilka godzin na fotelu – dodaje Sławomir Kowalczyk.
Efekty akcji są wymierne. Jak podkreśla Agnieszka Wodzińska, wiceprezes Fundacji DKMS:
- To już szósta edycja „Strażaka na Szlaku”. Pomysł druha Sławomira Kowalczyka połączył ludzi z całej Polski wokół idei dawstwa szpiku i z roku na rok pokazuje, jak wielką siłę ma ta inicjatywa. Dzięki wspólnym działaniom Fundacji DKMS i środowiska strażackiego do naszej bazy dołączyło już ponad 7000 potencjalnych dawców szpiku, a wśród nich są już osoby, które zostały dawcami faktycznymi i podarowały drugiemu człowiekowi szansę na życie.
Ubiegłoroczna edycja wydarzenia miała dla Michała Bałysa, strażaka PSP w Olkuszu i ochotnika, szczególne znaczenie. Gdy zdobywał Babią Górę, jego kilkumiesięczny syn Staś walczył z rzadką odmianą białaczki – JMML. Strażak nagrał wtedy poruszający apel, w którym obiecał dziecku: „Synku, mam nadzieję, że za rok wejdziemy tu razem”.
- Powiedziałem wtedy coś, co było raczej wyrazem wiary niż pewności, że za rok zdobędziemy ten szczyt w trójkę – wspomina Michał.
Rodzina przez wiele miesięcy walczyła o zdrowie chłopca. Choć początkowo udało się znaleźć zgodnego dawcę szpiku, badania wykazały u niego chorobę, która mogła zagrozić Stasiowi. Ostatecznie do przeszczepienia od niespokrewnionego dawcy nie doszło. Chłopiec otrzymał przeszczep od swojego taty, który zakończył się powodzeniem. Dziś wraca do zdrowia.
Przeszczepienie komórek macierzystych i szpiku jest stosowane w leczeniu ponad 200 chorób układu krwiotwórczego, przede wszystkim nowotworów krwi. Jedynie około 25 proc. pacjentów znajduje zgodnego dawcę w rodzinie. Pozostali są uzależnieni od osób niespokrewnionych. Mimo że w bazie Fundacji DKMS znajduje się już ponad 2,1 mln potencjalnych dawców, co piąty polski pacjent nadal nie znajduje swojego „bliźniaka genetycznego”.
- Zachęcamy Was do rejestracji. Każdy dawca ma znaczenie, to realna szansa dla chorujących – dodaje Wiola Walkowicz-Bałys, mama Stasia.
W tegorocznej wyprawie uczestniczyła również Monika Kozieja z OSP Trzebnice. Dwa lata temu strażacy dedykowali jej wejście na Śnieżkę, gdy sama walczyła z białaczką. Dziś wróciła na górski szlak jako osoba zdrowiejąca, by wspólnie z druhami pokazać, że dawcy szpiku naprawdę dają chorym nadzieję na życie.
Rejestracja w bazie potencjalnych dawców jest prosta. Może do niej dołączyć każda ogólnie zdrowa osoba w wieku od 18 do 55 lat, mieszkająca na stałe w Polsce. Wystarczy zamówić bezpłatny pakiet rejestracyjny, pobrać wymaz z wewnętrznej strony policzka, a następnie odesłać próbki wraz z wypełnionym formularzem.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze