Dlaczego akurat teraz PiS się dzieli? To pytanie zadają różni komentatorzy, nawet ci mocno związani z prawicą, jak Bronisław Wildstein. Ten podział w tym czasie po pierwsze rozbija jedność największej partii opozycyjnej, która za chwilę może przegonić Konfederację, a po drugie przesłania medialnie wielką aferę w służbie zdrowia, która uderza w KO. Tak więc Donald Tusk, nic nie robiąc, upiekł dwie pieczenie na jednym ogniu. Teraz, do tej dobrej pieczeni, może otworzyć szampana.
W Prawie i Sprawiedliwości doszło do poważnego kryzysu wewnętrznego. Prezes partii Jarosław Kaczyński poinformował w piątek, że „trzydziestu kilku” posłów zdecydowało się odejść z ugrupowania. Jak zapowiedział, ostateczne formalności zostaną przeprowadzone podczas wtorkowego posiedzenia Komitetu Politycznego PiS.
– Trzydziestu kilku posłów naszej formacji zrezygnowało z członkostwa. W związku z tym we wtorek odbędzie się posiedzenie Komitetu Politycznego, który przyjmie ten fakt do wiadomości – powiedział Kaczyński.
Spór, który doprowadził do tej sytuacji, związany jest przede wszystkim ze stowarzyszeniem „Rozwój Plus”, którego założycielem jest były premier Mateusz Morawiecki. Kierownictwo PiS uznało, że działalność organizacji może być elementem próby podziału partii.
Według Kaczyńskiego temat rozłamu miał pojawić się już kilka tygodni wcześniej. Jak twierdzi prezes PiS, propozycja podziału ugrupowania miała wyjść od osoby „wiarygodnej i bardzo istotnej w partii”, a rozmowy w tej sprawie miały odbywać się kilkukrotnie.
– W tej sytuacji nie mogliśmy patrzeć na stowarzyszenie inaczej niż jako element właśnie tego planu, planu podziału partii – mówił lider PiS.
Kierownictwo ugrupowania dało parlamentarzystom czas do czwartku do północy na złożenie deklaracji o nieprzynależeniu do stowarzyszeń. Brak podpisu miał skutkować możliwością wykluczenia z partii.
Kaczyński podkreślił, że politycy PiS dokładnie wiedzieli, jakie będą konsekwencje ich decyzji. Jak zaznaczył, partia miała proponować rozwiązania kompromisowe, między innymi rezygnację z żądania likwidacji stowarzyszenia „Rozwój Plus”. Warunkiem miało być jedynie zawieszenie jego działalności do czasu wyborów.
– Myśmy poszli na daleko idące ustępstwa. Chodziło tylko o to, żeby do wyborów działalność tego stowarzyszenia została zamrożona. To również nie zostało przyjęte – powiedział prezes PiS.
Sprawa wywołała reakcje także poza obozem Prawa i Sprawiedliwości. Szef MSZ Radosław Sikorski komentując sytuację ocenił, że politycy PiS powinni wyciągnąć wnioski z kierunku, jaki obrała partia w ostatnich latach.
– Rywalizowanie na antyeuropejskość i nacjonalizm z Konfederacją zwiodło ich na manowce – powiedział Sikorski.
Do sytuacji w PiS odnieśli się także inni politycy.
Europoseł KO Krzysztof Brejza ocenił, że obecny konflikt jest kolejnym przykładem problemów wewnętrznych partii Jarosława Kaczyńskiego.
„Znany schemat w ich przypadku: łączy władza, kasa i bezkarność. Inaczej się żrą i dzielą” – napisał Brejza.
Sytuację skomentował również wiceprzewodniczący klubu Centrum Ryszard Petru. Jego zdaniem obecny podział może nie oznaczać trwałego rozstania polityków prawicy.
„Dziś podział, a przed wyborami znów się połączą — dokładnie jak z grupą Ziobry. Między nimi nie ma żadnych różnic programowych” – stwierdził.
Z kolei europoseł Robert Biedroń ocenił, że konflikt w PiS może oznaczać zmianę kierunku partii.
„A więc rozłam. Ziobro z Czarnkiem przejmują PiS od wewnątrz. Tym samym czeka nas autostrada w stronę partii brunatnej, eurofobicznej i patologicznie antyukraińskiej” – skomentował.
Do sytuacji odniósł się również były minister edukacji Przemysław Czarnek. Jak mówił, liczył, że jego partyjni koledzy zdecydują się pozostać w PiS.
– Jest mi przykro dlatego, że jeszcze do wczoraj byłem przekonany, że moi koledzy ockną się i nie ulegną presji, którą wywierał na nich Mateusz Morawiecki. Z oświadczenia prezesa wynika jasno: zrezygnowali z funkcji, z bycia członkami PiS – powiedział.
Jednocześnie zaznaczył, że nie chce atakować odchodzących polityków.
– Żadnych negatywnych emocji pod ich adresem nie będę wypowiadał. Mam nadzieję kiedyś na współpracę – dodał.
Odejście kilkudziesięciu posłów może mieć istotne znaczenie dla przyszłości największego ugrupowania opozycyjnego. Na razie nie wiadomo, czy wszyscy parlamentarzyści, którzy opuścili PiS, utworzą nowy klub lub zdecydują się na inną formę działalności politycznej. Formalne decyzje mają zapaść po wtorkowym posiedzeniu władz partii.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze