Samochód w polskich miastach to już nie tylko środek transportu. To codzienność, przyzwyczajenie, a dla wielu – wręcz warunek funkcjonowania. Najnowszy raport „Co nas porusza” pokazuje, że dla zdecydowanej większości mieszkańców dużych aglomeracji rezygnacja z auta nie jest realną opcją. I choć coraz częściej mówimy o ekologii, liczby nie pozostawiają złudzeń: Polska pozostaje jednym z najbardziej zmotoryzowanych krajów Europy.
Według danych przywołanych w badaniu, na każde 1000 mieszkańców Polski przypada aż 601 samochodów. To wynik wyższy niż w Niemczech i jeden z najwyższych w Europie. W dużych aglomeracjach wskaźniki są jeszcze bardziej wymowne – w samym Poznaniu to ponad 700 aut na 1000 mieszkańców.
Badanie przeprowadzone przez naukowców z Uniwersytet im. Adama Mickiewicza w Poznaniu oraz Uniwersytet Warszawski pokazuje, że samochód wciąż dominuje w codziennych wyborach transportowych. Dojazdy do pracy, szkoły czy sklepu – właśnie w tych krótkich, rutynowych podróżach najczęściej sięgamy po kluczyki.
Nie chodzi tylko o wygodę. Dla wielu mieszkańców obrzeży miast czy osób pracujących w nieregularnych godzinach auto jest po prostu koniecznością. To właśnie ta praktyczna strona mobilności sprawia, że aż 65 proc. badanych nie wyobraża sobie życia bez własnego pojazdu.
Za wygodą kryje się jednak wysoka cena – przede wszystkim środowiskowa. Raport pokazuje wyraźną nierównowagę: zaledwie 10 proc. najbardziej mobilnych mieszkańców generuje aż 44 proc. emisji gazów cieplarnianych związanych z transportem.
Co ciekawe, największy wpływ na emisje mają osoby w średnim wieku, dobrze sytuowane i z wyższym wykształceniem. To one najczęściej podróżują – zarówno na co dzień, jak i na dłuższych dystansach. Rzadziej za kierownicą siadają seniorzy, którzy jednocześnie są najbardziej narażeni na wykluczenie komunikacyjne.
Autorzy badania zwracają uwagę na pewien paradoks: problem smogu i emisji najmocniej dotyka tych, którzy mają najmniej możliwości wyboru. Osoby o niższych dochodach, często mieszkające w gorzej skomunikowanych dzielnicach, są uzależnione od systemu, na który mają najmniejszy wpływ.
W raporcie pojawia się też temat, który rzadziej trafia do publicznej debaty – podróże lotnicze. Choć krótkie loty są najbardziej emisyjne w przeliczeniu na kilometr, to właśnie długodystansowe podróże odpowiadają za największą część całkowitych emisji.
I tu pojawia się społeczny zgrzyt. Zaledwie niewielka część badanych odczuwa dyskomfort czy wstyd związany z lataniem. Przeciwnie – dla większości to powód do dumy, symbol stylu życia i statusu.
To pokazuje, jak głęboko mobilność – zarówno ta codzienna, jak i wakacyjna – jest wpisana w nasze wyobrażenie „dobrego życia”. Rezygnacja z niej nie jest tylko logistycznym wyzwaniem. To także zmiana na poziomie społecznym, kulturowym, a nawet tożsamościowym.
Autorzy raportu nie mają wątpliwości: ograniczenie emisji w transporcie nie wydarzy się wyłącznie dzięki nowym technologiom czy regulacjom. Kluczowe będą zmiany w sposobie projektowania miast – bliżej pracy, usług i szkół – ale też w naszych codziennych wyborach i oczekiwaniach wobec życia.
Bo dziś samochód to coś więcej niż środek transportu. To element stylu życia, z którego – przynajmniej na razie – większość z nas nie chce rezygnować.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze