Reklama

Cicha katastrofa, która zmienia Anglię

Jest w Anglii taki dźwięk, którego nie da się pomylić z żadnym innym. To stuk kufla o drewniany blat, krótki śmiech przy barze, skrzypnięcie podłogi pamiętającej czasy, gdy w rogu paliło się jeszcze papierosy. Pub nie jest tu dodatkiem do miasta. Jest jego tętniącym sercem.

Liczby są bezlitosne. W ubiegłym roku z mapy Anglii zniknęło 366 pubów. Średnio jeden dziennie. W ciągu ostatnich pięciu lat — jak wylicza The Guardian — zamknięto około dwóch tysięcy takich miejsc. To nie są tymczasowe przerwy ani remonty z nadzieją na lepszy sezon. W ogromnej większości przypadków to definitywny koniec. Budynki są burzone albo przerabiane na mieszkania, biura czy sklepy. Szyld znika, a wraz z nim historia.

Ulice, które ucichły

Skali zjawiska nie oddają jednak statystyki, lecz krajobraz. W wielu miastach wystarczy przejść się główną ulicą, by zobaczyć, jak zmienił się jej rytm. Tam, gdzie jeszcze kilka lat temu wieczorami sączyło się światło z okien pubów, dziś widać ciemne witryny albo zupełnie nowe biznesy, które nie mają nic wspólnego z dawnym życiem towarzyskim.

Reklama

Liverpool jest jednym z przykładów tej cichej transformacji. Jeszcze niedawno niektóre ulice potrafiły gęstnieć od pubów ustawionych niemal drzwi w drzwi. Dziś wiele z nich zniknęło bezpowrotnie. Zmiana nie polega wyłącznie na wymianie szyldów. To raczej przesunięcie środka ciężkości miasta — z przestrzeni wspólnej do przestrzeni prywatnej.

Wieczór przestał być wydarzeniem. Stał się godziną.

Pandemia była początkiem. Potem przyszły rachunki

Pierwszym ciosem były lockdowny. Miesiące zamknięcia, ograniczenia liczby gości, niepewność. Część lokali nie podniosła się już po pandemii. Te, które przetrwały, weszły jednak w rzeczywistość jeszcze trudniejszą.

Reklama

Koniec ulg dla branży hotelarskiej ogłoszony przez kanclerz skarbu Rachel Reeves oznacza wzrost obciążeń podatkowych. Do tego dochodzi wyższa akcyza na alkohol, rosnące składki na ubezpieczenia społeczne, podniesiona płaca minimalna i ceny energii, które w ostatnich latach stały się jednym z największych kosztów prowadzenia działalności.

Dla wielu właścicieli to matematyka bez sentymentów. Margines zysku topnieje, a każdy kolejny rachunek wymusza trudne decyzje: skrócenie godzin otwarcia, redukcję personelu, rezygnację z kuchni. Część pubów ogranicza nawet możliwość płatności kartą, bo prowizje od transakcji pochłaniają zbyt dużą część przychodów.

Reklama

Zmienił się także rynek pracy. Po Brexicie i pandemii wielu pracowników z Europy Środkowo-Wschodniej wróciło do swoich krajów. Zatrudnianie lokalnej siły roboczej oznacza wyższe koszty, które przy obecnych realiach trudno przerzucić na klientów.

Alarm w sprawie kondycji pubów podnosi również The Telegraph, który pisze o zagrożeniu dla instytucji będących częścią społecznej tkanki brytyjskich miast i wsi. W sieci działa kampania Long Live The Local, pod którą podpisały się setki tysięcy osób. To dowód, że problem nie jest niszowy — dotyka czegoś znacznie głębszego niż samego biznesu.

Reklama

Futbol zmienił zasady gry

Paradoksalnie jednym z czynników, które osłabiają puby, jest piłka nożna — przez dekady ich naturalny sojusznik. Dni meczowe były dla wielu lokali finansowym fundamentem miesiąca. Kibice spotykali się przed pierwszym gwizdkiem i wracali po ostatnim, niezależnie od wyniku.

Dziś coraz częściej zostają na stadionie.

Przykładem jest zamknięcie The Winslow w Liverpoolu — pubu, który przez 140 lat korzystał z bliskości stadionu Evertonu. Gdy klub przeniósł się na nowy obiekt, Hill Dickinson Stadium, strumień kibiców zmienił kierunek. Wraz z nim odpłynęły pieniądze.

Reklama

Nowoczesne stadiony oferują własne strefy gastronomiczne, promocje na piwo, przestrzenie do spędzania czasu przed meczem. Klub zatrzymuje kibica u siebie od początku do końca wydarzenia. Dawna symbioza między pubem a stadionem coraz częściej ustępuje konkurencji.

Dodatkowym obciążeniem są prawa telewizyjne. Transmisje Premier League rozdzielone są między Sky Sports, TNT Sports i Amazon. Dla pubów oznacza to konieczność opłacania kilku kosztownych abonamentów jednocześnie. Rezygnacja z któregoś pakietu to ryzyko utraty klientów. A dla wielu lokali to właśnie dni meczowe generują zdecydowaną większość miesięcznych przychodów.

Reklama

Co znika razem z pubem

W dyskusji o podatkach i abonamentach łatwo zapomnieć, czym pub w ogóle jest. To nie tylko punkt sprzedaży alkoholu. To miejsce, w którym krzyżują się codzienne historie — od rutynowych rozmów sąsiadów po ważne życiowe decyzje omawiane przy barze. To przestrzeń, w której spotykają się różne pokolenia i środowiska.

Kiedy znika pub, znika dostępna dla wszystkich przestrzeń wspólna. Taka, do której nie trzeba zaproszenia ani rezerwacji. W zamian coraz częściej zostaje cisza albo biznes, który nie pełni już tej samej społecznej funkcji.

Reklama

Dlatego spór o przyszłość pubów nie jest wyłącznie debatą o rentowności sektora gastronomicznego. To pytanie o to, jak będą wyglądać brytyjskie miasta w najbliższych dekadach — czy pozostaną miejscami spotkań, czy staną się zbiorem prywatnych przestrzeni połączonych jedynie chodnikiem.

Jeśli obecny trend się utrzyma, Anglia nie straci tylko kolejnych adresów na mapie. Straci swoje wieczory — te głośne, pełne śmiechu i sporów o wynik meczu. A z nimi coś, czego nie da się łatwo przeliczyć na funty.

Źródło: przegladsportowy.onet.pl Zdj.: zdjecie ilustracyjne - Sara Groblechner on Unsplash
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wm.pl




Reklama