13 lutego w piątek reprezentant Polski wywalczył olimpijski srebrny medal na 10000 metrów w łyżwiarstwie szybkim. Uległ tylko Czechowi Metodejowi Jilkowi.
- Ten medal jest bardzo ciężki, ale w tym sensie, że naprawdę długo na niego pracowałem. Dzięki swojemu trenerowi wiem, że nie tylko ja czekałem na ostateczne rozstrzygnięcie rywalizacji. Widziałem, że bardzo się stresował. Ale zrobiliśmy to! Mamy medal i to jest najważniejsze. To chyba najdłuższa godzina w moim życiu i najdłuższe siedem ostatnich rund. Było mi gorąco w kasku, myślałem tylko o tym, kiedy koniec. W takich chwilach najważniejsze to nie patrzeć na tablicę z informacją o liczbie rund, które pozostały do mety - jak zwykle z rozbrajającą szczerością tłumaczy 23-latek.
Semirunnij urodził się w rosyjskim Jekaterynburgu. Polskie obywatelstwo ma dopiero od sierpnia 2025 roku. Jednak nie dość, że u nas czuje się jak w domu, to świetnie mówi po polsku i bezbłędnie zna słowa hymnu.
- Jedyne, jak mogę podziękować Polsce, to zdobywając dla niej medale. Bardzo dziękuję panu prezydentowi i Konradowi Niedźwiedzkiemu, że pomogli mi w realizacji celu, w spełnieniu marzenia. Dziękuję, że we mnie zaufali, dużo to dla mnie znaczy. Nie rzucam słów na wiatr, jak powiedziałem, tak robię - zdobyłem medal - mówi z dumą wicemistrz olimpijski. - Mam paszport, ale to wy możecie powiedzieć, czy jestem wasz. Między innymi dzięki temu, co mówicie, czuję, że tutaj jest mój dom. Śpiewałem już hymn na mistrzostwach Europy, ale chciałbym też na igrzyskach! Trochę trenowałem, czekam na ten moment.
Semirunnij twierdzi, że kolejne cztery lata zlecą bardzo szybko, a on już myśli o olimpijskiej rywalizacji w 2030! Wcześniej jednak start na 1500 metrów we Włoszech. Zapytany o swoje szanse, szybko odpowiada: - Na 1500 też powalczę! Nie uważam, żeby to nie był mój dystans. Jestem wicemistrzem Europy właśnie na tym dystansie, tam też byli mocni zawodnicy. Zobaczymy, z kim będę w parze i spróbuję zrobić dobry czas.
Przyznaje, że srebro motywuje go jeszcze bardziej. Na sobotę przewiduje rower i dalsze treningi. A co ze świętowaniem sukcesu? - Czerwonka już na mnie wylała szampana, kto wie, co czeka na mnie w hotelu...
Cały sztab reprezentacji podkreśla jednak, że Semirunnij nie jest typem imprezowicza. Myśli raczej o kolejnym starcie niż świętowaniu. Szczególnie, że ma potencjał na kolejne wielkie osiągnięcia.
- Jestem młodym zawodnikiem, ale trenuję już długo, a jednak dopiero ten sezon był pierwszym, kiedy mogłem myśleć wyłącznie o treningach i igrzyskach. Nic mnie nie dekoncentrowało. To była naprawdę dobra współpraca ze związkiem - podkreśla wicemistrz olimpijski. - Z mamą nie widziałem się jakieś półtora roku. Po tym medalu myślę, że nie będzie problemu z wizą dla rodziców i będę miał możliwość się z nimi spotkać. Od razu po medalu do nich zadzwoniłem. Mama nie odebrała, pewnie wszyscy do niej dzwonili z gratulacjami. Na szczęście tata odebrał. Powiedziałem, że jestem najlepszym synem, a ja jemu, że jest najlepszym ojcem. Podziękowałem, że zawsze we mnie wierzyli.
Artykuł pochodzi z serwisu sportowefakty.wp.pl
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze