Reklama

Emocjonalny szantaż czy realne zagrożenie?

Zarówno z Moskwy, jak i z Kijowa płyną dziś sygnały coraz ostrzejsze w formie i coraz bardziej nacechowane emocjonalnie. Warto je czytać uważnie, ale z dystansem – pamiętając, że każda ze stron próbuje oddziaływać na opinię międzynarodową i emocjonalnie angażować inne państwa w konflikt, który nie jest naszą wojną.

Prezydent Ukrainy, Wołodymyr Zełenski, w wystąpieniu wideo opublikowanym na Telegramie ostrzegł, że Rosja przygotowuje się na kolejny rok działań zbrojnych. Podkreślał, że nie są to sygnały kierowane wyłącznie do Kijowa, lecz także do partnerów Ukrainy – zwłaszcza do Stanów Zjednoczonych, którym zarzucił zbytnią wiarę w deklaracje Moskwy o gotowości do zakończenia wojny.

Zełenski przekonywał, że z Rosji płyną nie zapowiedzi deeskalacji, lecz oficjalne rozkazy wojskowe i twarda retoryka, a celem Kremla ma być nie tylko podporządkowanie Ukrainy, lecz także „legitymizacja kradzieży ziem” i stworzenie precedensu groźnego dla innych państw Europy. W tym kontekście apelował o dalsze decyzje w sprawach bezpieczeństwa, finansów i rosyjskich aktywów, akcentując, że „potrzebna jest odwaga partnerów, by uznać prawdę i działać”.

Reklama

Z drugiej strony, Kreml również sięga po język presji i prowokacji. Władimir Putin podczas narady w rosyjskim ministerstwie obrony zapowiedział, że Moskwa „osiągnie swoje cele” – dyplomatycznie lub militarnie – oraz będzie konsekwentnie rozszerzać tzw. strefę buforową na Ukrainie. Jeśli – jak stwierdził – „strona przeciwna i jej zagraniczni patroni” odmówią rozmów, Rosja ma sięgnąć po środki wojskowe w imię „wyzwalania historycznych ziem”.

W tej samej wypowiedzi Putin użył wobec europejskich państw obraźliwego określenia „prosiaki”, cytowanego przez rosyjską agencję URA. Tego typu sformułowania nie są nowe – wcześniej podobnym językiem posługiwał się m.in. Dmitrij Miedwiediew – ale jasno pokazują, że retoryka Kremla ma nie tylko straszyć, lecz także upokarzać i spolaryzować odbiorców w Europie.

Reklama

Dopełnieniem tego przekazu były słowa rosyjskiego ministra obrony, Andriej Biełousow, który zapowiedział utrzymanie i zwiększenie tempa ofensywy w nadchodzącym roku.

W efekcie mamy dziś dwa komunikaty: Kijów ostrzega i apeluje o wsparcie, Moskwa grozi i demonstruje siłę. Obie strony operują emocjami, dramatycznymi wizjami przyszłości i ostrą narracją, starając się wciągnąć innych w swoją perspektywę. Dlatego właśnie warto zachować chłodną ocenę sytuacji – rozumieć stawkę konfliktu, ale nie pozwolić, by cudza wojna była rozgrywana na naszych emocjach i interesach.

Reklama

 

Źródło: wPolityce.pl

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 18/12/2025 09:13
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wm.pl




Reklama