Bryan Johnson, amerykański przedsiębiorca i jedna z najbardziej rozpoznawalnych postaci ruchu długowieczności, zapowiedział kolejny głośny eksperyment na sobie. Tym razem chodzi o 5-MeO-DMT, silnie działający psychodelik, który ma przyjąć podczas transmitowanej na żywo sesji 22 marca. Johnson przedstawia to wydarzenie jako część własnych poszukiwań związanych z długowiecznością, świadomością i przyszłością relacji człowieka z technologią, ale wokół jego planu nie brakuje pytań o granice nauki, ryzyka i medialnego spektaklu.
48-letni Johnson od lat buduje wokół siebie wizerunek człowieka, który chce maksymalnie spowolnić starzenie i wydłużyć życie. Na swojej oficjalnej stronie opisuje protokół oparty na ścisłym monitorowaniu biomarkerów, diecie, aktywności fizycznej, suplementacji i zaawansowanych procedurach medycznych. W ostatnich miesiącach coraz wyraźniej włącza do tego także eksperymenty z psychodelikami. Sam zapowiadał wcześniej, że jego kolejnym „eksperymentem długowieczności” będzie właśnie 5-MeO-DMT, a w mediach społecznościowych informował o planowanym livestreamie i pytał odbiorców, czego powinien się spodziewać.
Według relacji Interii Johnson ma przejść sesję z użyciem 5-MeO-DMT, substancji opisywanej jako wyjątkowo intensywny, krótkodziałający psychodelik. W artykule podano, że chodzi o doświadczenie planowane na 22 marca, a sam zainteresowany wiąże je nie tylko z tematyką długowieczności, ale też z próbą „eksplorowania przyszłości rzeczywistości głęboko splatającej człowieka i AI”. To ważne, bo pokazuje, że Johnson nie przedstawia tego jako klasycznej terapii, lecz jako kolejny element własnego, szeroko nagłaśnianego projektu na pograniczu biohackingu, medycyny i filozofii technologii.
Tło naukowe jest jednak znacznie bardziej złożone, niż sugerują efektowne nagłówki. 5-MeO-DMT rzeczywiście znajduje się dziś w obszarze zainteresowania badaczy. Dostępne publikacje wskazują, że substancja ma bardzo szybki początek działania i krótki czas trwania efektu, a małe badania oraz przeglądy naukowe sugerują potencjał terapeutyczny między innymi w kontekście depresji i lęku. Jednocześnie badacze wyraźnie zaznaczają, że brakuje dużych randomizowanych badań klinicznych, a dotychczasowe wyniki nie pozwalają traktować tej substancji jako standardowej, potwierdzonej terapii. Europejska Agencja ds. Narkotyków również podkreśla, że psychodeliki, w tym 5-MeO-DMT, są nadal przede wszystkim przedmiotem badań, a nie rutynowej praktyki medycznej.
To właśnie dlatego eksperyment Johnsona budzi tak duże emocje. Z jednej strony wpisuje się w rosnące zainteresowanie psychodelikami w nauce i kulturze popularnej. Z drugiej trudno nie zauważyć, że mamy do czynienia z pojedynczym, publicznie transmitowanym doświadczeniem człowieka, który od dawna łączy własne decyzje zdrowotne z działalnością wizerunkową i biznesową. Interia przypomina, że wcześniej Johnson prowadził już nagłaśniane eksperymenty z psylocybiną. Sama redakcja zaznacza też, że 5-MeO-DMT nie jest w Polsce legalne. W tej historii równie istotne jak sam eksperyment staje się więc pytanie, czy obserwujemy odważne poszerzanie granic poznania, czy raczej kolejną odsłonę starannie reżyserowanego widowiska wokół człowieka, który z walki o długowieczność uczynił globalny projekt.
Nie ma dziś dowodów, by pojedyncza sesja z 5-MeO-DMT mogła realnie „zbliżyć do nieśmiertelności”, jak sugerują najbardziej sensacyjne opisy. Są natomiast przesłanki, by uznać, że substancja zasługuje na dalsze badania w kontrolowanych warunkach klinicznych. Johnson ponownie ustawia się więc w roli człowieka, który chce wyprzedzić naukę i relacjonować to na żywo. Tyle że im bardziej jego eksperymenty przesuwają się z obszaru biomarkerów i dietetyki w stronę silnie działających psychodelików, tym mocniej wraca pytanie, gdzie kończy się innowacja, a zaczyna ryzykowny spektakl.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze