Kardynał Grzegorz Ryś odebrał Nagrodę Specjalną Orła Jana Karskiego. Kapituła wyróżniła metropolitę krakowskiego za „otwieranie Kościoła na innych”, działalność na rzecz dialogu, migrantów, relacji judeochrześcijańskich oraz bardziej otwarte podejście wobec środowisk LGBT.
I trudno oprzeć się wrażeniu, że jest to nagroda idealnie wpisująca się w obecny moment Kościoła w Polsce.
Bo dziś najwyraźniej nie nagradza się już przede wszystkim za jednoznaczność wiary, siłę duchowego przywództwa czy zdolność prowadzenia ludzi w czasach chaosu. Znacznie bardziej premiowana staje się umiejętność nieustannego „otwierania”, dialogowania i łagodzenia wszystkich napięć współczesności.
W tym sensie kardynał Ryś rzeczywiście wydaje się laureatem wręcz modelowym.
Uzasadnienie nagrody brzmi zresztą niezwykle charakterystycznie dla współczesnego języka kościelnych elit. Mowa o otwartości, wrażliwości, towarzyszeniu i budowaniu przestrzeni dla wszystkich tych, którzy dotąd czuli się z Kościoła wykluczeni.
Oczywiście trudno kwestionować samą potrzebę szacunku wobec ludzi czy konieczność reagowania na dramat nadużyć seksualnych w Kościele. Problem zaczyna się jednak wtedy, gdy coraz większa część wiernych odnosi wrażenie, że instytucja, która przez wieki miała prowadzić duchowo, dziś coraz bardziej koncentruje się na tym, by nikogo nie urazić.
I właśnie dlatego postać kardynała Rysia budzi tak skrajne emocje.
Dla jednych jest symbolem nowoczesnego Kościoła, który próbuje odzyskać społeczną wiarygodność. Dla innych — uosobieniem hierarchii coraz bardziej skupionej na języku społecznej akceptacji niż na jasnym głoszeniu prawd wiary.
Co ciekawe, jeszcze niedawno szeroko komentowano jego rozmowę z Bogdanem Rymanowskim, w której pytany o wątpliwości dotyczące istnienia Boga odpowiedział w sposób tak ostrożny, że wielu wiernych odebrało to bardziej jako akademicki wywód niż świadectwo pasterza.
I być może właśnie to najlepiej pokazuje, dlaczego dzisiejsze wyróżnienie wywołuje tyle emocji.
Ironia całej sytuacji polega na tym, że patron nagrody — Jan Karski — pozostaje symbolem człowieka moralnej odwagi i bezkompromisowości. Człowieka, który mówił rzeczy niewygodne wtedy, gdy inni woleli milczeć.
Tymczasem współczesny Kościół coraz częściej sprawia wrażenie instytucji panicznie obawiającej się jednoznaczności.
Dlatego wielu wiernych patrzy dziś na podobne wyróżnienia z rosnącym dystansem. Nie dlatego, że oczekują od Kościoła brutalności czy zamknięcia na ludzi. Raczej dlatego, że coraz częściej mają poczucie, iż hierarchowie więcej energii poświęcają temu, jak zostaną odebrani przez media i opinię publiczną, niż temu, by mówić językiem duchowej pewności.
Nagroda dla kardynała Rysia stała się więc czymś więcej niż tylko symbolicznym wyróżnieniem jednego hierarchy.
Stała się kolejnym sygnałem pokazującym, w którą stronę przesuwa się dziś Kościół w Polsce — i dlaczego coraz większa część wiernych patrzy na ten kierunek z mieszanką zdziwienia, sceptycyzmu i narastającego niepokoju.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze