W najbliższą niedzielę, 12 kwietnia, na Węgrzech odbędą się wybory parlamentarne. W końcowej fazie kampanii Viktora Orbana ma wesprzeć w Budapeszcie wiceprezydent USA J.D. Vance.
Mainstreamowe sondaże wskazują na wyraźną przewagę opozycyjnej Tiszy, kierowanej przez 45-letniego Petera Magyara. W ostatnich tygodniach trend ten wydaje się nawet pogłębiać kosztem rządzącego Fideszu. Według badania firmy Median Tisza uzyskała 58 proc. poparcia wśród zdecydowanych wyborców, podczas gdy Fidesz – 35 proc. Z kolei ośrodek 21 Research Center wskazał odpowiednio na 56 proc. dla Tiszy i 37 proc. dla partii rządzącej.
Część analityków podchodzi jednak do tych wyników z ostrożnością, wskazując na możliwe systemowe niedoszacowanie poparcia dla obozu rządzącego. Zwraca się uwagę, że sondaże nie obejmują w pełni głosów oddawanych za granicą, które tradycyjnie sprzyjają Fideszowi. W efekcie – jak wskazują niektórzy komentatorzy – realna przewaga Tiszy może być niższa, niż sugerują badania, a różnica między ugrupowaniami bardziej wyrównana.
Marcin Palade wskazuje natomiast, że "niewliczane do węgierskich sondaży głosy zagraniczne niwelują przewagę TISZY o co najmniej 2 pp na korzyść FIDESZ.
Zmienia się także postrzeganie potencjalnego zwycięzcy wyborów. Jeszcze w styczniu większa część badanych spodziewała się wygranej Fideszu, jednak w marcu przewagę w tym zakresie uzyskała Tisza. Również ten wskaźnik – zdaniem części obserwatorów – może odzwierciedlać efekt dominującej narracji sondażowej, wzmacniającej wrażenie nieuchronności zmiany władzy.
Kampanii towarzyszyły liczne kontrowersje i wzajemne oskarżenia. Premier Orban koncentrował się przede wszystkim na kwestiach międzynarodowych, podczas gdy Magyar akcentował problemy wewnętrzne.
Mimo zapowiedzi nowych świadczeń socjalnych obóz rządzący w swojej narracji skupia się głównie na wyzwaniach globalnych – zwłaszcza wojnie Rosji z Ukrainą oraz relacjach Węgier z głównymi światowymi mocarstwami. W przekazie władz to właśnie Orban ma gwarantować stabilność i bezpieczeństwo kraju w niestabilnym otoczeniu międzynarodowym.
Rząd oskarża jednocześnie Ukrainę o ingerowanie w sprawy wewnętrzne Węgier, w tym o próby wpływania na przebieg wyborów. Magyarowi zarzuca się natomiast działanie w interesie Unii Europejskiej i Ukrainy oraz rzekome plany wysłania węgierskich żołnierzy na front – czemu lider Tiszy stanowczo zaprzecza.
Opozycja deklaruje z kolei wyraźne zakotwiczenie Węgier po stronie Zachodu, w tym UE i NATO. Magyar określa nadchodzące wybory jako swoiste referendum: między „wschodnią autokracją” a „zachodnią demokracją”. Zapowiedział także odbudowę relacji z Warszawą, do której planuje udać się z pierwszą wizytą zagraniczną jako premier.
Centralnym elementem kampanii Tiszy jest sprzeciw wobec korupcji i – jak twierdzi opozycja – zawłaszczania państwa przez obóz rządzący, sprawujący władzę nieprzerwanie od 16 lat. Magyar zapowiedział m.in. wprowadzenie limitu dwóch kadencji dla premiera.
W ostatnim tygodniu kampanii lider Tiszy wezwał swoich zwolenników do pełnej mobilizacji – dystrybucji materiałów wyborczych, aktywności w mediach społecznościowych oraz maksymalnego zwiększenia frekwencji. Zaapelował także do wyborców przebywających za granicą o powrót do kraju na czas głosowania.
Zdaniem Michaela Ignatieffa, byłego rektora Uniwersytetu Środkowoeuropejskiego, „Budapeszt stał się światowym centrum nieliberalnej demokracji, a nadchodzące wybory to nie tylko rywalizacja polityczna, lecz także referendum dotyczące modelu rządów reprezentowanego przez Orbana” – ocenił w rozmowie z BBC.
W efekcie ostatni tydzień kampanii upływa pod znakiem wyraźnej przewagi opozycji w sondażach, ale jednocześnie rosnących wątpliwości co do skali tej przewagi oraz realnych szans obu stron w dniu głosowania.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze