W jednym z najnowszych odcinków programu na kanale Do Rzeczy Piotr Szlachtowicz rozmawiał z socjologiem polityki Marcinem Palade na temat zbliżających się wyborów parlamentarnych na Węgrzech, zaplanowanych na 12 kwietnia. W centrum uwagi znalazła się rywalizacja pomiędzy rządzącym Fideszem a ugrupowaniem TISZA, które cieszy się poparciem środowisk związanych z instytucjami Unii Europejskiej.
W jednym z najnowszych odcinków programu na kanale Do Rzeczy Piotr Szlachtowicz rozmawiał z socjologiem polityki Marcinem Palade na temat zbliżających się wyborów parlamentarnych na Węgrzech, zaplanowanych na 12 kwietnia. W centrum uwagi znalazła się rywalizacja pomiędzy rządzącym Fideszem a ugrupowaniem TISZA, które cieszy się poparciem środowisk związanych z instytucjami Unii Europejskiej.
W trakcie rozmowy Palade zwrócił uwagę na sposób przedstawiania wyników sondaży w polskich mediach. Jego zdaniem często prezentowany jest obraz nieoddający rzeczywistości, ponieważ na Węgrzech nie funkcjonują w pełni niezależne ośrodki badania opinii publicznej. Według eksperta wszystkie pracownie są w pewnym stopniu powiązane z jedną ze stron sceny politycznej — albo z obozem rządzącym, albo z opozycją. W efekcie wyniki badań różnią się znacząco w zależności od ich zaplecza politycznego.
Palade wskazał również, że w przestrzeni medialnej w Polsce częściej przywoływane są sondaże korzystne dla opozycji, co może prowadzić do zniekształcenia obrazu rzeczywistego poparcia społecznego. Z jego analizy wynika, że faktyczna sytuacja wyborcza jest bardziej wyrównana, choć pewną przewagę — sięgającą kilku punktów procentowych — może mieć TISZA.
Ekspert podkreślił jednak, że na ostateczny wynik wpływa wiele czynników. Wśród nich wymienił dużą grupę wyborców niezdecydowanych, zjawisko nieujawniania rzeczywistych preferencji politycznych przez część respondentów oraz nieuwzględnianie w części badań głosów oddawanych przez Węgrów mieszkających za granicą. Szacuje się, że spośród około ośmiu milionów uprawnionych do głosowania do urn pójdzie około sześciu milionów osób, w tym kilkaset tysięcy wyborców spoza kraju, którzy w większości popierają Fidesz. To dodatkowo komplikuje prognozowanie wyniku wyborów.
W rozmowie poruszono także kwestię mniejszych ugrupowań politycznych. Oprócz dwóch głównych sił stosunkowo największe szanse na przekroczenie progu wyborczego ma prawicowy ruch Mi Hazank Mozgalom. Partia ta wywodzi się z rozłamu w Jobbiku i prezentuje program konserwatywny, eurosceptyczny oraz sprzeciwiający się migracji i wpływom ideologicznym z zewnątrz.
Zdaniem Palade scenariusze powyborcze będą w dużej mierze zależały od tego, czy któraś z głównych sił zdobędzie samodzielną większość w parlamencie. Jeśli nie, możliwe będą próby budowania koalicji. Ekspert ocenił jednak, że współpraca między blokiem centrowo-liberalnym a ugrupowaniami narodowymi jest mało prawdopodobna. Bardziej realny wydaje się wariant, w którym Fidesz — w przypadku braku większości — mógłby próbować rządzić przy wsparciu środowisk narodowych.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze