To miała być demonstracja siły niemieckiej dyplomacji. Skończyło się politycznym zimnym prysznicem i gorzkim sygnałem wysłanym z Nowego Jorku do Berlina. Niemcy przegrały walkę o niestałe miejsce w Radzie Bezpieczeństwa ONZ z Austrią, a komentarze niemieckich mediów są wyjątkowo brutalne. Pojawiają się słowa o „wotum nieufności świata wobec Niemiec”, utracie wiarygodności i bolesnej porażce kanclerza Friedricha Merza.
Podczas środowego głosowania Zgromadzenie Ogólne ONZ wybrało nowych niestałych członków Rady Bezpieczeństwa. Mandaty przypadły Kirgistanowi, Zimbabwe, Trynidadowi i Tobago, Portugalii oraz Austrii. To właśnie wynik Wiednia wywołał największe polityczne poruszenie w Berlinie. Austria zdobyła 131 głosów, podczas gdy Niemcy zaledwie 104.
Niemieckie media nie pozostawiły na władzach suchej nitki. „Sueddeutsche Zeitung” określił wynik głosowania jako symboliczny policzek dla niemieckiej polityki zagranicznej. Komentator Daniel Broessler napisał wprost, że świat wystawił Republice Federalnej „wotum nieufności”.
Według publicysty skala przegranej jest zbyt wyraźna, by można ją było tłumaczyć przypadkiem czy dyplomatycznym nieporozumieniem. W Berlinie coraz częściej pojawiają się pytania, czy Niemcy nie przeceniły swojej pozycji na arenie międzynarodowej.
Szczególnie mocno oberwało się ministrowi spraw zagranicznych Johannowi Wadephulowi. W niemieckich komentarzach pojawiają się nawet spekulacje dotyczące jego politycznej przyszłości. Jeszcze poważniejsze mogą jednak okazać się konsekwencje dla samego kanclerza. Friedrich Merz obejmując urząd zapowiadał, że Niemcy odzyskają globalne wpływy i staną się jednym z najważniejszych graczy Zachodu. Tymczasem przegrana w ONZ podważyła ten wizerunek szybciej, niż zdążył go zbudować.
Media przypominają również o nieobecności Merza podczas ubiegłorocznego otwarcia Zgromadzenia Ogólnego ONZ. W wielu stolicach mogło to zostać odebrane jako lekceważenie partnerów i przejaw politycznej arogancji.
Komentatorzy zwracają uwagę, że przyczyn porażki jest więcej. Wśród nich wymienia się niemiecką politykę wobec wojny na Bliskim Wschodzie, oskarżenia o stosowanie podwójnych standardów oraz coraz skuteczniejszą rosyjską narrację wymierzoną w Berlin.
„Tageszeitung” pisze wręcz o „dotkliwym ciosie” dla niemieckiego przywództwa. Zdaniem gazety Niemcy muszą dziś odbudowywać swoją wiarygodność, bo państwo będące trzecią największą gospodarką świata przegrało dyplomatyczne starcie z Austrią, która w globalnym rankingu gospodarczym znajduje się daleko za Berlinem.
Publicyści zauważają, że wiele państw Globalnego Południa coraz bardziej sceptycznie patrzy na niemiecką politykę zagraniczną. Dotyczy to szczególnie stanowiska Berlina wobec Izraela oraz wcześniejszych ocen interwencji Zachodu w różnych częściach świata.
Jednocześnie część komentatorów podkreśla, że reakcje triumfu czy złośliwości byłyby błędem. Kryzys dotyczy bowiem nie tylko Niemiec, ale całego systemu ONZ. Organizacja od lat traci wpływy, a Rada Bezpieczeństwa coraz częściej pozostaje sparaliżowana przez interesy stałych członków, przede wszystkim Rosji i Stanów Zjednoczonych.
Znacznie chłodniej do całej sprawy podchodzi „Frankfurter Allgemeine Zeitung”. Zdaniem komentatora Niklasa Bussego Berlin poświęcił ogromną energię na zdobycie miejsca, które w praktyce ma dziś ograniczone znaczenie polityczne.
Publicysta przypomina, że mimo istnienia ONZ największe mocarstwa regularnie ignorują zasady prawa międzynarodowego. Rosja prowadzi wojnę przeciwko Ukrainie, Stany Zjednoczone realizują własną politykę na Bliskim Wschodzie, a sama Rada Bezpieczeństwa od dawna nie jest w stanie skutecznie reagować na najpoważniejsze kryzysy.
Busse pyta wprost, czy niemiecki rząd naprawdę wierzył, że obecność w Radzie Bezpieczeństwa mogłaby wpłynąć na decyzje Władimira Putina albo skłonić Donalda Trumpa do większego respektowania prawa międzynarodowego.
Według „FAZ” cała sytuacja pokazuje przede wszystkim, że Berlin nadal myśli o polityce zagranicznej w sposób idealistyczny, podczas gdy świat wszedł już w epokę brutalnej rywalizacji mocarstw.
„Bezpieczeństwa Niemiec nie da się dziś zagwarantować w salach ONZ” – konkluduje gazeta. „O jego sile zdecydują gospodarka, własny potencjał militarny i zdolność do budowania realnych wpływów”.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze