Po zamknięciu lokali wyborczych na Węgrzech pojawiły się pierwsze prognozy, które dały nowy impuls obozowi Viktora Orbána. Szef kancelarii premiera Gergely Gulyás oświadczył, że koalicja Fidesz-KDNP liczy na zdobycie większości w parlamencie, a część węgierskich mediów zaczęła publikować wstępne szacunki wskazujące właśnie na zwycięstwo rządzących. Jednocześnie wcześniejsze sondaże i relacje międzynarodowych mediów rysowały znacznie bardziej wyrównany, a miejscami wręcz niekorzystny dla Orbána obraz.
Tuż po zakończeniu głosowania Gergely Gulyás, jeden z najważniejszych polityków zaplecza premiera, przekazał, że Fidesz-KDNP spodziewa się utrzymania większości w węgierskim parlamencie. Ten sygnał był istotny, bo padł w chwili, gdy uwaga całego kraju skupiała się na pierwszych powyborczych danych i politycznych interpretacjach. Węgierskie media, na które powoływały się polskie relacje, zaczęły równocześnie pokazywać pierwsze prognozowane wyniki wskazujące na przewagę ugrupowania Orbána.
Tegoroczne wybory parlamentarne na Węgrzech od początku były przedstawiane jako najpoważniejszy test dla Viktora Orbána od 16 lat. Reuters i Associated Press podkreślały przed głosowaniem, że stawką jest nie tylko utrzymanie władzy przez Fidesz, lecz także przyszły kierunek państwa: relacje z Unią Europejską, podejście do Rosji, sytuacja wokół Ukrainy i odpowiedź na narastające niezadowolenie związane z korupcją, kosztami życia oraz stanem usług publicznych.
W centrum uwagi znalazł się również Péter Magyar i jego partia Tisza, która w ostatnich miesiącach wyrosła na najpoważniejszego konkurenta dla obozu rządzącego. To właśnie dlatego niedzielny wieczór wyborczy od początku zapowiadał się jako jeden z najbardziej napiętych w najnowszej historii Węgier.
Pierwsze powyborcze sygnały o możliwej przewadze Fideszu stoją w wyraźnym kontraście do części wcześniejszych badań opinii publicznej. Jeszcze przed wyborami Reuters opisywał sondaże, według których Tisza mogła liczyć nawet na 55–57 proc. głosów, a niektóre prognozy dopuszczały nawet zdobycie przez opozycję większości konstytucyjnej. Euronews zwracał z kolei uwagę, że choć większość pracowni widziała przewagę Tiszy, część badań nadal dopuszczała prowadzenie Fideszu.
To właśnie ta rozbieżność między przedwyborczymi sondażami a pierwszymi prognozami po zamknięciu lokali sprawiła, że wieczór wyborczy na Węgrzech natychmiast nabrał jeszcze większego ciężaru politycznego.
Na znaczenie tych wyborów wskazuje także frekwencja. Według Associated Press udział w głosowaniu przekroczył 77 proc., co oznacza rekordowy poziom mobilizacji wyborców. Tak wysoka frekwencja była odczytywana jako sygnał, że dla wielu Węgrów to głosowanie miało charakter rozstrzygający i wykraczało poza zwykłą rywalizację partyjną.
Mimo politycznych deklaracji i pierwszych prognoz, wieczór wyborczy nie daje jeszcze pełnej odpowiedzi na pytanie o ostateczny wynik. Reuters i AP podkreślały, że dopiero oficjalne dane pokażą rzeczywisty układ sił w 199-osobowym parlamencie, zwłaszcza że węgierski system wyborczy premiuje zwycięzców w jednomandatowych okręgach i może wyraźnie zmienić obraz znany z samych sondaży.
Dlatego choć słowa szefa kancelarii Orbána i pierwsze medialne prognozy mogły zostać odebrane jako sygnał przewagi obozu rządzącego, na definitywne rozstrzygnięcie trzeba jeszcze poczekać. Na razie jedno pozostaje pewne: Węgry przeżywają polityczny wieczór, który może okazać się jednym z najważniejszych od lat.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze