Reklama

Przerażające doniesienia z frontu

Konflikt na Bliskim Wschodzie, który w ostatnich tygodniach przybrał na sile, coraz częściej przestaje być opisywany wyłącznie w kategoriach militarnych. Coraz wyraźniej widać, że to również wojna o granice prawa – a być może jego brutalne przekraczanie.

Na ławie oskarżonych nie siedzi jedno państwo. Są trzy: Stany Zjednoczone, Izrael i Iran. Każde z nich mierzy się z poważnymi zarzutami naruszenia prawa humanitarnego – od użycia zakazanych środków walki po ataki, w których ofiarami padają cywile.

Biały fosfor: broń, która nie gaśnie

W relacjach organizacji praw człowieka coraz częściej powraca jeden obraz: gęsto zabudowane tereny i unoszące się nad nimi białe, palące się smugi. To efekt użycia białego fosforu – substancji, która w kontakcie z powietrzem zapala się natychmiast i płonie, dopóki nie zostanie całkowicie odcięta od tlenu.

Reklama

Według ustaleń Human Rights Watch, Izrael miał wielokrotnie używać tej amunicji nad zamieszkanymi obszarami Libanu. Skutki są trudne do wyobrażenia: głębokie oparzenia, które sięgają kości, uszkodzenia układu oddechowego i pożary, których nie sposób szybko opanować.

Prawo międzynarodowe jasno wskazuje, że stosowanie białego fosforu w takich warunkach jest zabronione. Problem w tym, że Izrael nie jest stroną odpowiedniej konwencji – podobnie jak w przeszłości, gdy podobne zarzuty pojawiały się w kontekście działań w Strefie Gazy i wcześniejszych operacji w Libanie.

Reklama

Broń kasetowa: zagrożenie, które zostaje na lata

Z kolei Iran znalazł się pod ostrzałem krytyki za użycie amunicji kasetowej. Według izraelskiej armii, w pierwszych dwóch tygodniach walk w kierunku Izraela wystrzelono około 250 pocisków balistycznych, z których część miała być wyposażona właśnie w tego typu głowice.

Broń kasetowa działa w sposób szczególnie niebezpieczny dla ludności cywilnej. Po eksplozji rozrzuca dziesiątki, a nawet setki mniejszych ładunków na ogromnym obszarze. Część z nich nie detonuje od razu – pozostając śmiertelną pułapką jeszcze długo po zakończeniu walk.

Reklama

Choć konwencja z 2008 roku zakazuje jej użycia, ani Iran, ani Izrael, ani Stany Zjednoczone nie są jej sygnatariuszami. Formalnie więc nie łamią jej zapisów – ale w praktyce narażają cywilów na ryzyko, które trudno uzasadnić militarną koniecznością.

Ataki na cywilów i infrastruktura jako cel

Najbardziej wstrząsające są jednak doniesienia o bezpośrednich atakach na ludność cywilną.

28 lutego świat obiegła informacja o nalocie na szkołę podstawową w irańskim Minabie. W wyniku ataku, przypisywanego siłom USA, zginęło 168 osób – w tym ponad setka dzieci. Eksperci ONZ uznali, że zdarzenie to może spełniać kryteria zbrodni wojennej, nawet jeśli Stany Zjednoczone nie są stroną Statut Rzymski.

Reklama

To jednak tylko jeden z wielu przypadków. Wszystkie trzy państwa są oskarżane o ataki na infrastrukturę cywilną – w tym energetyczną. Naloty na rafinerie, składy paliw czy instalacje przesyłowe mają wymiar nie tylko militarny, ale też gospodarczy i humanitarny. Ich skutki odczuwają nie tylko mieszkańcy regionu, lecz także kraje zależne od importu energii.

Przykładem może być izraelskie bombardowanie instalacji naftowych w Teheranie, po którym – jak relacjonowali świadkowie – nad miastem spadł czarny deszcz. Ekologiczne konsekwencje tego ataku mogą być odczuwalne przez lata.

Reklama

Równolegle pojawiają się zarzuty wobec Iranu o ataki na statki handlowe w cieśninie Ormuz – jednym z najważniejszych szlaków transportu ropy na świecie. Takie działania mogą nie tylko naruszać prawo wojenne, ale też destabilizować globalny rynek żywności i energii.

Na tym tle szczególnie dramatycznie wyglądają doniesienia z Libanu. Według lokalnych władz doszło tam do dziesiątek ataków na obiekty medyczne – chronione przez konwencje genewskie. Pojawiają się też oskarżenia o wykorzystywanie karetek jako osłony dla działań militarnych, co – jeśli się potwierdzi – stanowiłoby poważne naruszenie zasad wojny.

Reklama

Do tego dochodzą masowe ewakuacje. Setki tysięcy ludzi zmuszono do opuszczenia domów, a organizacje pomocowe szacują, że dotyczy to już niemal jednej szóstej ludności Libanu.

W tej wojnie granice nie przebiegają już tylko między państwami. Coraz częściej wyznacza je cienka linia między tym, co jeszcze dopuszczalne, a tym, co może zostać zapisane w historii jako zbrodnia.

Źródło: Opracowane na podstawie PAP
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wm.pl




Reklama