W Sejmie odbyła się burzliwa debata nad rządowym projektem ustawy wdrażającej program SAFE – europejski instrument finansowania inwestycji w obronność. Dyskusja szybko wyszła poza techniczne zapisy ustawy i przerodziła się w spór o skalę zadłużenia, przejrzystość procedur oraz rzeczywiste korzyści dla polskiego przemysłu zbrojeniowego.
Jednym z najbardziej wyrazistych głosów w debacie był poseł PiS Andrzej Śliwka. Odpowiadał on na narrację rządu, w której program SAFE przedstawiany jest jako przełomowy sukces i ogromny zastrzyk środków dla polskiej armii. W jego ocenie to określenie jest mylące – nie chodzi bowiem o bezzwrotne wsparcie, lecz o wieloletnią pożyczkę w ramach wspólnego unijnego długu.
Śliwka zwracał uwagę, że rząd złożył wniosek do Komisji Europejskiej bez uprzedniej zgody Sejmu i prezydenta oraz przed przyjęciem programu rozwoju sił zbrojnych na lata 2025–2039. Podnosił również kwestię utajnienia ogólnej listy projektów, które mają zostać objęte finansowaniem. Według opozycji brak jawności utrudnia ocenę, czy wskazane inwestycje są rzeczywiście priorytetowe, czy wykonawcy mają odpowiednie kompetencje oraz czy środki nie zastąpią krajowych pieniędzy już zaplanowanych w Funduszu Wsparcia Sił Zbrojnych.
Kluczowy zarzut dotyczył konstrukcji finansowej programu. Zdaniem Śliwki środki z SAFE nie będą „dodatkowe”, lecz mieszczą się w limitach już istniejącego funduszu. Opozycja zapowiedziała poprawki, które – w jej ocenie – miałyby zagwarantować, że europejskie środki realnie zwiększą poziom wydatków na obronność, a nie wyprą finansowania krajowego.
Poseł Marek Jakubiak podszedł do sprawy z perspektywy przedsiębiorcy. Podkreślał, że kredyt należy brać wyłącznie w wysokości rzeczywiście potrzebnej, bo „pożycza się cudze, a oddaje swoje”. Jego zdaniem państwo nie powinno zaciągać wieloletniego zobowiązania bez pełnej i pogłębionej analizy celu wydatków. Krytykował tempo procedowania ustawy oraz twierdził, że dokument jest niespójny i niedostosowany do realnych potrzeb armii.
Również Zbigniew Kuźmiuk ostrzegał przed mechanizmem warunkowości, który – jego zdaniem – może uzależnić wypłaty środków od politycznych ocen Komisji Europejskiej. Porównał SAFE do „KPO 2.0”, sugerując, że podobnie jak w przypadku Krajowego Planu Odbudowy, pieniądze mogą stać się narzędziem nacisku.
Z kolei Jarosław Sachajko zwracał uwagę na ryzyko kursowe związane z zadłużeniem w obcej walucie oraz możliwość sytuacji, w której Polska wyda środki, a następnie – w razie negatywnej oceny KE – będzie musiała je zwrócić wraz z odsetkami. Proponował alternatywę w postaci krajowych obligacji obronnych, które pozwoliłyby finansować modernizację armii z oszczędności Polaków.
W debacie powracał wątek definicji „polskiego przemysłu obronnego”. Opozycja wskazywała, że rząd zalicza do tej kategorii także spółki działające w Polsce, ale z zagranicznym kapitałem. Różnica kilku punktów procentowych w udziale środków wydawanych w kraju – jak podnoszono – może oznaczać miliardy złotych.
Poseł Marcin Ociepa postawił fundamentalne pytanie: czy fundusz SAFE ma służyć potrzebom polskiej armii, czy też armia została dopasowana do warunków funduszu. W jego ocenie zmiany w liście projektów sugerują to drugie.
Janusz Kowalski zapowiedział głosowanie przeciwko ustawie i sugerował możliwość powstania nieprawidłowości przy podziale środków. Padały też oskarżenia o brak transparentności i zbyt szybkie procedowanie ustawy bez pełnej debaty.
Rząd odpierał zarzuty. Wiceminister obrony Cezary Tomczyk zapewniał, że lista projektów zostanie upubliczniona w uzgodnieniu z wojskiem i Biurem Bezpieczeństwa Narodowego. Podkreślał, że środki z SAFE mają służyć wyłącznie wzmocnieniu bezpieczeństwa Polski i nie ma mowy o uprzywilejowaniu niemieckich firm. Wskazał, że w ostatnich latach nie zawarto znaczących kontraktów z Niemcami, a to strona niemiecka wyraziła zainteresowanie zakupem polskich zestawów Piorun.
Pełnomocniczka rządu ds. SAFE Magdalena Sobkowiak-Czarnecka przekonywała, że każdy parlamentarzysta ma dostęp do listy projektów i może się z nią zapoznać. Jej zdaniem zarzuty o dominację zagranicznych firm są bezpodstawne.
Choć emocje w Sejmie były duże, w jednym punkcie panował zasadniczy konsensus: potrzeba wzmacniania polskiej armii nie jest kwestionowana. Spór dotyczy jednak sposobu finansowania, skali zadłużenia oraz poziomu kontroli nad wydatkowaniem środków.
Dla rządu SAFE to narzędzie przyspieszenia modernizacji i element europejskiej solidarności w obliczu zagrożeń. Dla opozycji – ryzykowna, wieloletnia pożyczka obciążająca przyszłe pokolenia i potencjalnie ograniczająca suwerenność finansową państwa.
Debata pokazała, że kwestia bezpieczeństwa narodowego coraz silniej splata się z pytaniami o model rozwoju gospodarczego, relacje z Unią Europejską i granice zadłużania państwa.
Źródło: wpolityce.pl
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze