Donald Trump zakończył trzydniową wizytę w Pekinie. Podczas rozmów z Xi Jinpingiem amerykańskiemu prezydentowi udało się osiągnąć porozumienie dotyczące zakupu amerykańskiej ropy przez Chiny. Słowa Trumpa natychmiast odbiły się na rynku surowców. W tle sukcesów handlowych pojawił się jednak twardy wątek geopolityczny: przyszłość Tajwanu oraz konflikt z Iranem.
Amerykański prezydent przekazał nowe informacje po spotkaniu z Xi Jinpingiem w Pekinie. W wywiadzie dla stacji Fox News stwierdził, że Chiny mają rozpocząć import ropy naftowej ze Stanów Zjednoczonych.
– Zgodzili się. Chcą kupować ropę od Stanów Zjednoczonych. Udadzą się do Teksasu, zaczniemy wysyłać chińskie statki do Teksasu, Luizjany i na Alaskę – obwieścił Trump.
Deklaracja Trumpa szybko wywołała reakcję rynków, choć oficjalne komunikaty strony chińskiej są znacznie bardziej ostrożne. Jak zauważa CNBC, Pekin nie potwierdził wprost planów zakupu amerykańskich surowców energetycznych. Chińskie media państwowe również nie wspomniały o imporcie ropy z USA. W komunikatach po spotkaniu dominowały natomiast ogólne deklaracje dotyczące poprawy relacji między oboma mocarstwami.

fot. PAP/EPA/Maxim Shemetov / POOL
Mimo braku jednoznacznego potwierdzenia ze strony Chin rynek zareagował niemal natychmiast. W piątek rano ropa Brent kosztowała już około 107,5 dolara za baryłkę, a amerykańska ropa WTI przekroczyła poziom 103 dolarów.
Notowania surowca pozostają podwyższone od końca lutego 2026 roku. Wtedy napięcia gwałtownie wzrosły po rozpoczęciu ataków USA i Izraela na Iran oraz blokadzie żeglugi przez Cieśninę Ormuz przez Teheran.
Gdy w piątek Donald Trump opuszczał Pekin, na pokładzie samolotu odniósł się do najgorętszego punktu spornego w relacjach obu mocarstw. W rozmowie z agencją Reuters prezydent USA uciął spekulacje dotyczące ewentualnych ustępstw wobec Pekinu.
– Nie zobowiązałem się do niczego w sprawie Tajwanu – oświadczył Trump. Dodał jednak, że temat ten był przedmiotem długich dyskusji z Xi Jinpingiem i nie spodziewa się, aby wokół wyspy wybuchł otwarty konflikt.
Tymczasem chińskie media podchodzą do sprawy znacznie ostrzej. Portal „China Today” napisał wprost, że nie da się pogodzić „niepodległości Tajwanu” oraz pokoju po obu stronach cieśniny, porównując te kwestie do „ognia i wody”, i wezwał Waszyngton do zachowania szczególnej ostrożności.

fot. PAP/EPA/WU HAO
Trump przekonywał również, że Xi Jinping zadeklarował wsparcie przy próbach zakończenia konfliktu z Iranem. Według amerykańskiego prezydenta Pekin ma nie przekazywać Teheranowi sprzętu wojskowego.
Biały Dom podał, że Xi Jinping wyraził sprzeciw wobec militaryzacji Cieśniny Ormuz i ewentualnych opłat za korzystanie z tego strategicznego szlaku. Sekretarz skarbu USA Scott Bessent ocenił w rozmowie z CNBC, że Chiny będą działały dyplomatycznie, aby doprowadzić do ponownego otwarcia transportu.
Oficjalny komunikat chińskiego MSZ po szczycie był jednak powściągliwy – wspomniano jedynie o „strategicznej stabilności”. Rzecznik chińskiego MSZ, pytany o Bliski Wschód, ocenił sytuację jednoznacznie: „Nie ma sensu kontynuować tego konfliktu, który nigdy nie powinien był się zacząć. Znalezienie szybkiego rozwiązania tej sytuacji leży w interesie nie tylko USA i Iranu, ale również państw regionu i reszty świata”. Chiny są obecnie największym importerem irańskiej ropy na świecie.
W trakcie wizyty Trump ujawnił również, że Xi Jinping miał zgodzić się na zakup 200 samolotów od Boeinga.
– To wielka rzecz. To mnóstwo miejsc pracy. Boeing chciał sprzedać 150 maszyn, a dostali zamówienie na 200 – chwalił się prezydent USA.
W delegacji amerykańskiej, która towarzyszyła prezydentowi m.in. podczas zwiedzania Świątyni Nieba, znalazła się szefowa Boeinga Kelly Ortberg. Media w Hongkongu, w tym „South China Morning Post”, zauważają, że Trump mocno dopasował swoją narrację do gospodarza – w trakcie rozmów komplementował Xi, odwołując się do wartości konfucjańskich oraz historii Chin.
Mimo deklarowanego sukcesu, eksperci studzą emocje. Zhao Minghao z Uniwersytetu Fudan w Szanghaju ocenił na łamach prasy, że zapowiedzi poprawy stosunków są ambitne, ale nie oddają rzeczywistości, bo oba państwa łączy relacja „z natury konkurencyjna”. Głównym problemem pozostaje obecność wojsk USA w regionie Azji i Pacyfiku.
Trzydniowy dyplomatyczny maraton Trumpa w Pekinie dobiegł końca, ale to nie koniec wielkiej polityki w Chinach. Już 20 maja do Pekinu z jednodniową wizytą ma przybyć przywódca Rosji, Władimir Putin.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze