W czwartkowe południe w gmachu Sejmu rozegrała się scena, która wywołała polityczne i prawne kontrowersje. Sześcioro osób wybranych w marcu na stanowiska sędziów Trybunału Konstytucyjnego pojawiło się, by złożyć ślubowanie – choć nie wszyscy w identycznych okolicznościach i nie bez wątpliwości co do skutków tego aktu.
Marcowy wybór sześciu sędziów przez Sejm miał być formalnym domknięciem procesu obsadzania miejsc w Trybunale. W praktyce jednak szybko okazało się, że droga do objęcia urzędu nie będzie jednolita.
W minionym tygodniu prezydent Karol Nawrocki odebrał ślubowanie od dwojga wybranych: Dariusza Szostka oraz Magdaleny Bentkowskiej. Pozostała czwórka – Krystian Markiewicz, Maciej Taborowski, Marcin Dziurda i Anna Korwin-Piotrowska – zdecydowała się na inny krok. Zaprosili głowę państwa do Sejmu i zapowiedzieli, że właśnie tam złożą ślubowanie, deklarując gotowość do podjęcia obowiązków.
Podczas uroczystości w izbie niższej parlamentu wszyscy sędziowie wypowiadali przewidzianą ustawą formułę, poprzedzoną odwołaniem do przepisów regulujących status sędziów Trybunału Konstytucyjnego. W przypadku tych, którzy wcześniej nie składali ślubowania wobec prezydenta, był to pierwszy taki akt – choć jego znaczenie natychmiast stało się przedmiotem sporu.
Jeszcze przed rozpoczęciem wydarzenia stanowisko Kancelarii Prezydenta było jednoznaczne. Szef KPRP Zbigniew Bogucki podkreślił, że zgodnie z obowiązującym prawem ślubowanie sędziego Trybunału Konstytucyjnego może zostać skutecznie złożone wyłącznie wobec Prezydenta RP. Każda próba zastąpienia tej procedury inną formą – jak zaznaczył – powinna być traktowana jako działanie sprzeczne z ustawą.
W jego ocenie konsekwencje takiego kroku są jasno określone: odmowa złożenia ślubowania w przewidzianej prawem formie może zostać uznana za rezygnację ze stanowiska.
To stanowisko wpisuje się w szerszy spór dotyczący roli prezydenta w procedurze powoływania sędziów Trybunału oraz granic jego kompetencji. Kluczowe pytanie brzmi: czy głowa państwa ma obowiązek niezwłocznie odebrać ślubowanie, czy też dysponuje w tym zakresie swobodą czasową.
Wydarzenia w Sejmie szybko odbiły się echem w przestrzeni publicznej. Wicemarszałek Sejmu Krzysztof Bosak w komentarzu opublikowanym w mediach społecznościowych stwierdził, że trudno uznać czwartkową uroczystość za skuteczne ślubowanie w sensie prawnym.
Jak argumentował, obowiązujące przepisy jasno wskazują, że jedynym organem uprawnionym do przyjęcia ślubowania jest Prezydent RP. Jednocześnie zwrócił uwagę, że choć decyzję prezydenta o nieprzyjęciu ślubowania od części kandydatów można poddawać krytyce, nie zmienia to literalnego brzmienia prawa.
W jego ocenie czterech kandydatów pozostaje więc wciąż na etapie oczekiwania na formalne objęcie urzędu. Dodał przy tym, że sama próba przeprowadzenia alternatywnej procedury może rodzić pytania o standardy i kwalifikacje osób aspirujących do zasiadania w Trybunale.
Czwartkowa sytuacja pokazuje, jak głęboki stał się spór wokół Trybunału Konstytucyjnego – nie tylko o jego skład, ale również o interpretację podstawowych mechanizmów państwa prawa. I choć formalnie chodzi o ślubowanie, w istocie stawką pozostaje coś znacznie większego: sposób rozumienia konstytucyjnych reguł gry.

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Może znów będę odosobniony w swoim patrzeniu na otaczającą rzeczywistość, ale kto mi zabroni? No właśnie. Weźmy taką panią Szydło, która odmówiła publikacji wyroków Trybunału Konstytucyjnego w Dzienniku Ustaw, mogła? No pewnie, że mogła. Pan Maciarewicz wymyślił sobie zamach i co, mógł wydać kupę forsy na udowadnianie swoich głupot? Pewnie, że mógł. Sędziego Tuleyę można było bezprawne zawiesić w czynnościach, udzielić dyscyplinarki i szykanować w pracy? A czemuż by nie. Taki Pan Kurski, nekrofil jeden, może sobie z wielką przyjemnością i namaszczeniem, cudzych Dziadków z grobów wyciągać? Sprzeciwu nie słyszałem, więc chyba można. Czy jeden Pan Kaczyński, zaznaczam katolik i podobno w dodatku bardzo kulturalny, może powiedzieć do bliźniego SPIEPRZAJ DZIADU? Może, boć on przecież był bardzo kulturalny, prawda?. Zaś drugi Kaczynski może wyzywać Ludziaków do WYKSZTAŁCIUCHÓW i nie być pociągnięty do odpowiedzialności karnej? A jakże. To taki Pan Marszałek Czarzasty też może robić co chce, bo skoro inni mogą robić co chcą, to ja Mu takie prawo też daję.
Może znów będę odosobniony w swoim patrzeniu na otaczającą rzeczywistość, ale kto mi zabroni? No właśnie. Weźmy taką panią Szydło, która odmówiła publikacji wyroków Trybunału Konstytucyjnego w Dzienniku Ustaw, mogła? No pewnie, że mogła. Pan Maciarewicz wymyślił sobie zamach i co, mógł wydać kupę forsy na udowadnianie swoich głupot? Pewnie, że mógł. Sędziego Tuleyę można było bezprawne zawiesić w czynnościach, udzielić dyscyplinarki i szykanować w pracy? A czemuż by nie. Taki Pan Kurski, nekrofil jeden, może sobie z wielką przyjemnością i namaszczeniem, cudzych Dziadków z grobów wyciągać? Sprzeciwu nie słyszałem, więc chyba można. Czy jeden Pan Kaczyński, zaznaczam katolik i podobno w dodatku bardzo kulturalny, może powiedzieć do bliźniego SPIEPRZAJ DZIADU? Może, boć on przecież był bardzo kulturalny, prawda?. Zaś drugi Kaczynski może wyzywać Ludziaków do WYKSZTAŁCIUCHÓW i nie być pociągnięty do odpowiedzialności karnej? A jakże. To taki Pan Marszałek Czarzasty też może robić co chce, bo skoro inni mogą robić co chcą, to ja Mu takie prawo też daję.