Napięcie na wodach Indo-Pacyfiku ponownie rośnie. Japonia wystosowała oficjalny protest dyplomatyczny do władz Chin po ćwiczeniach chińskiej marynarki wojennej z użyciem ostrej amunicji. Manewry odbyły się w japońskiej wyłącznej strefie ekonomicznej, a obok chińskich jednostek operował również rosyjski okręt.
Tokio podkreśla, że same ćwiczenia nie stanowiły naruszenia prawa międzynarodowego. Japońskie władze uznały jednak, że prowadzenie strzelań w tym rejonie mogło stworzyć zagrożenie dla innych jednostek znajdujących się na pobliskich wodach.
Według informacji przekazanych przez japońskie ministerstwo obrony w niedzielę rano, około 180 kilometrów na południowy zachód od Okinotori, zaobserwowano cztery okręty wojenne. Były to dwa chińskie niszczyciele rakietowe typu Renhai i Luyang III, chiński okręt zaopatrzeniowy oraz rosyjska fregata typu Stierieguszczij.
W trakcie operacji jeden z chińskich niszczycieli przeprowadził strzelanie z karabinów maszynowych. To właśnie ten element manewrów wywołał reakcję władz w Tokio.
– Rząd Japonii złożył Chinom protest drogą dyplomatyczną, uzasadniając to faktem, że tego rodzaju aktywność może stwarzać niebezpieczeństwo dla poruszających się w pobliżu jednostek – poinformował główny sekretarz gabinetu Minoru Kihara.
Japońskie Siły Samoobrony zaznaczają przy tym, że przed rozpoczęciem ćwiczeń nadano komunikat radiowy ostrzegający znajdujące się w okolicy statki. Z formalnego punktu widzenia manewry nie złamały więc międzynarodowych reguł.
Mimo to sytuacja została potraktowana poważnie. Po raz pierwszy władze Japonii zdecydowały się publicznie poinformować o przypadku przeprowadzenia przez obcą flotę ćwiczeń z użyciem ostrej amunicji w swojej wyłącznej strefie ekonomicznej.
Obecność rosyjskiej fregaty u boku chińskich okrętów nie umknęła uwadze japońskich władz. Minister obrony Shinjiro Koizumi, przebywający w Wielkiej Brytanii, ocenił wspólne działania jako kolejny sygnał pogłębiającej się współpracy wojskowej między Chinami i Rosją.
Dla Tokio ma to szczególne znaczenie. Od rozpoczęcia przez Rosję pełnoskalowej inwazji na Ukrainę w 2022 roku Moskwa i Pekin coraz częściej demonstrują swoją militarną współpracę właśnie w rejonie Indo-Pacyfiku. Ich siły regularnie prowadzą wspólne patrole na morzu i w powietrzu, a także uczestniczą w kolejnych ćwiczeniach wojskowych.
Japonia obserwuje te działania z rosnącą uwagą, zwłaszcza że część z nich odbywa się w bezpośrednim sąsiedztwie obszarów, które Tokio uznaje za szczególnie istotne dla swojego bezpieczeństwa.
Cała sprawa ma również drugie, znacznie szersze tło. Okinotori to niewielki i bezludny atol położony na Pacyfiku, będący najdalej wysuniętym na południe terytorium Japonii. Tokio traktuje go jako podstawę do wyznaczenia otaczającej go wyłącznej strefy ekonomicznej.
Chiny od lat kwestionują jednak takie stanowisko. Pekin uważa Okinotori nie za pełnoprawną wyspę, lecz za skałę, która – zdaniem chińskich władz – nie daje Japonii prawa do ustanowienia wokół niej rozległej strefy ekonomicznej.
To sprawia, że nawet jeśli ostatnie manewry formalnie nie naruszyły międzynarodowych zasad, ich miejsce trudno uznać za przypadkowe. W regionie, w którym krzyżują się interesy Japonii, Chin i Rosji, każda kolejna demonstracja siły jest uważnie obserwowana.
Wspólna obecność chińskich i rosyjskich okrętów oraz użycie ostrej amunicji pokazują jednocześnie, że wojskowa współpraca Pekinu i Moskwy coraz wyraźniej zaznacza swoją obecność na Indo-Pacyfiku. Dla Japonii oznacza to konieczność jeszcze uważniejszego śledzenia sytuacji w bezpośrednim otoczeniu swoich strategicznych obszarów.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze