Reklama

Burza na posiedzeniu rządu. Tusk starł się z Pełczyńską-Nałęcz

W rządzie Donalda Tuska znów zrobiło się gorąco. Tym razem napięcie wybuchło wokół dokumentu, który w założeniu miał wyznaczać kierunek rozwoju państwa na kolejną dekadę. Podczas ostatniego posiedzenia Rady Ministrów premier zdecydował się zablokować prace nad „Strategią rozwoju Polski do 2035 roku” – sztandarowym projektem resortu funduszy kierowanego przez Katarzynę Pełczyńską-Nałęcz. Według rozmówców z otoczenia rządu dyskusja szybko przerodziła się w polityczne spięcie, któremu pozostali ministrowie przyglądali się w ciszy.

Dla ludzi z Polski 2050 decyzja premiera była szokiem. Nad dokumentem pracowano przez blisko dwa lata, angażując urzędników, samorządowców, ekspertów i organizacje społeczne. Strategia miała być fundamentem planowania wydatków z nowej perspektywy unijnej po 2028 roku, a jednocześnie zastąpić przestarzałą już Strategię Odpowiedzialnego Rozwoju z czasów Mateusza Morawieckiego.

Tyle że Donald Tusk uznał, iż państwo nie powinno dziś tworzyć planów na dekadę do przodu.

Tusk nie wierzy w strategie na spokojne czasy

Według uczestników posiedzenia premier miał jasno dać do zrozumienia, że w rzeczywistości pełnej kryzysów i geopolitycznych napięć wieloletnie strategie szybko tracą sens. W trakcie dyskusji miał przypominać doświadczenia własnych wcześniejszych rządów, kiedy podobne dokumenty stawały się źródłem politycznych konfliktów i medialnych problemów.

Reklama

W otoczeniu KPRM słychać argument: świat zmienia się dziś zbyt szybko, by państwo mogło wiarygodnie planować rzeczywistość roku 2035. Jeden z rozmówców związanych z kancelarią premiera mówi wręcz, że strategia przypomina próbę opisywania przyszłości w czasie permanentnego kryzysu – od wojny za wschodnią granicą po nieprzewidywalność gospodarki.

Premier miał też obawiać się politycznych konsekwencji samego dokumentu. W rządzie panuje przekonanie, że każde zdanie dotyczące rozwoju regionów czy podziału środków mogłoby zostać natychmiast wykorzystane przez opozycję. Szczególnie drażliwy okazał się fragment dotyczący wspierania ponad 80 wybranych miast i ośrodków regionalnych. Już wcześniej prawicowe media zarzucały autorom strategii promowanie dużych miast kosztem prowincji i utrwalanie podziału na „Polskę A” i „Polskę B”.

Reklama

Tusk miał podczas posiedzenia pytać, kto wpadł na pomysł wskazywania konkretnych miast jako strategicznych beneficjentów rozwoju. Z relacji uczestników wynika, że premier uznał takie zapisy za politycznie ryzykowne.

Pełczyńska-Nałęcz próbowała przekonać premiera

Minister funduszy nie zamierzała jednak odpuszczać. Według rozmówców z rządu argumentowała, że Polska wkrótce stanie przed koniecznością rozdysponowania ogromnych środków europejskich, a bez strategicznego dokumentu trudno będzie stworzyć przejrzyste zasady ich podziału.

Pełczyńska-Nałęcz miała podkreślać, że projekt nie powstał za biurkiem jednej grupy urzędników. Strategia była konsultowana przez wiele miesięcy, a uwagi zgłaszały zarówno resorty, jak i samorządy czy organizacje społeczne. Dokument przeszedł też przez kolejne etapy uzgodnień międzyresortowych.

Reklama

Jednak premier pozostawał sceptyczny. Miał nawet powoływać się na rozmowę z przewodniczącą Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen, z której – według jego relacji – wynikało, że Unia Europejska nie wymaga od Polski przyjęcia takiej strategii.

W trakcie dyskusji Tusk miał również pretensje do części ministrów, że nie przeczytali dokumentu w całości i analizowali go wyłącznie przez pryzmat własnych resortów. Jeden z uczestników rozmów przyznaje, że większość członków rządu rzeczywiście skupiała się głównie na tym, czy strategia nie ingeruje w ich kompetencje.

Reklama

W efekcie podczas wymiany zdań między premierem a szefową resortu funduszy pozostali ministrowie praktycznie się nie odzywali.

Konflikt, który dojrzewał od miesięcy

To jednak nie był jednorazowy incydent. Relacje między Donaldem Tuskiem a Katarzyną Pełczyńską-Nałęcz od dawna określane są w koalicji jako chłodne. W KO narasta irytacja wobec liderki Polski 2050, której zarzuca się zbyt ofensywne forsowanie własnych pomysłów i publiczne podnoszenie tematów niewygodnych dla całego obozu rządzącego.

W samym ugrupowaniu Szymona Hołowni coraz częściej słychać natomiast skargi, że projekty przygotowywane przez ich ministrów trafiają do politycznej „zamrażarki”, a współpraca koalicyjna w praktyce coraz bardziej się rozluźnia.

Reklama

Spór o strategię stał się symbolem tego szerszego problemu. Dla Polski 2050 była to jedna z najważniejszych inicjatyw programowych w rządzie. Dla Tuska – potencjalne źródło politycznych kłopotów.

Paradoks całej sytuacji polega na tym, że jeśli nowa strategia nie zostanie przyjęta, formalnie nadal obowiązywać będzie dokument przygotowany jeszcze za rządów Mateusza Morawieckiego. I właśnie ten fakt wielu polityków koalicji komentuje dziś z ironią.

„Wygląda na to, że strategia Morawieckiego okazała się tak trwała, że będzie obowiązywać także za Tuska” – mówi z przekąsem jeden z koalicjantów.

Źródło: wiadomosci.wp.pl
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wm.pl




Reklama