Reklama

Co naprawdę wjedzie na nasze stoły?

Kiedy polscy i europejscy rolnicy przez lata słyszeli, że muszą spełniać coraz bardziej rygorystyczne normy – klimatyczne, sanitarne, środowiskowe – tłumaczono im, że to cena bezpieczeństwa konsumentów. Że Europa musi być najbardziej wymagającym rynkiem świata. Że standardy są nienegocjowalne.

Dziś, gdy unijne gospodarstwa duszą się pod ciężarem regulacji, w tym samym czasie otwieramy drzwi dla importu z kraju, w którym – jak wynika z audytów Komisja Europejska – system nadzoru nad żywnością ma poważne luki. I to nie jest tylko gospodarczy spór, a pytanie o zdrowie, uczciwą konkurencję i wiarygodność wspólnotowych zasad.

Decyzja zapadła szybko. Przewodnicząca Ursula von der Leyen ogłosiła rozpoczęcie tymczasowego stosowania umowy UE–Mercosur po ratyfikacjach m.in. w Urugwaj i Argentyna. 

Reklama

Niemal równolegle pojawiły się wyniki kontroli dotyczących eksportu żywności z Brazylii do Unii. Ich fragmenty upublicznił były rzecznik Stałego Przedstawicielstwa RP przy UE, Adrian Biernacki. Dokumenty pochodzą z września i października 2025 roku. A ich ton jest daleki od uspokajającego.


Mięso i hormony. „Utrata kontroli”

Najpoważniejsze zastrzeżenia dotyczą wołowiny.

Brazylia zobowiązała się, że produkty od krów leczonych estradiolem 17β – jednym z najsilniejszych naturalnych estrogenów – nie będą trafiać na rynek UE. Taki był warunek dostępu do wspólnoty, gdzie stosowanie hormonów wzrostu w produkcji mięsa jest zakazane.

Reklama

Z audytu wynika jednak, że plan mający zagwarantować realizację tego zobowiązania nie został skutecznie wdrożony. W raporcie pojawia się stwierdzenie o utracie kontroli nad systemem oraz o braku poinformowania Unii o niekwalifikujących się produktach dostarczonych do UE.

Efekt? Wystawiono 15 świadectw zdrowia dla mięsa pochodzącego od zwierząt leczonych hormonami.

Jeszcze bardziej niepokojący jest dalszy ciąg. Po ujawnieniu sprawy – jak wynika z dokumentów – nie podjęto prób prześledzenia partii mięsa z 174 zagrożonych zwierząt. Importerzy w UE nie zostali o tym poinformowani.

Reklama

Audytorzy wprost wskazują, że skala braków podważa zaufanie do zdolności brazylijskiego ministerstwa rolnictwa (MAPA) do wywiązywania się z przyjętych zobowiązań. W języku instytucji to bardzo poważny sygnał ostrzegawczy.

30 procent pieprzu z Salmonellą!

To jednak nie tylko kwestia mięsa. Sprawa dotyczy także produktów roślinnych.

Z raportu wynika, że sama brazylijska administracja szacuje, iż nawet 30 procent partii surowego czarnego pieprzu może być zanieczyszczone Salmonellą. Przedstawiciele branży twierdzą, że odsetek może być jeszcze wyższy.

Reklama

Kto pobiera próbki przeznaczone na eksport do UE? Według ustaleń – sami eksporterzy, we własnych zakładach.

Formalnie mieści się to w ramach przepisów. Problem polega na tym, że system w dużej mierze opiera się na deklaracjach i dokumentach, a nie na stałym, niezależnym nadzorze państwowym na poziomie gospodarstw.

Audyt wskazuje na brak wyznaczonego organu odpowiedzialnego za nadzór nad ryzykiem mikrobiologicznym w produkcji podstawowej. Oficjalne kontrole na etapie plantacji – tam, gdzie zaczyna się cały łańcuch – nie są prowadzone.

Reklama

Certyfikaty eksportowe bazują głównie na rejestracji zakładu przetwórczego, która – jak zaznaczono w dokumencie – nie daje gwarancji dotyczącej warunków produkcji surowca.

To oznacza, że problem nie dotyczy wyłącznie steków. Dotyczy także przypraw, które trafiają do niemal każdej kuchni. To nie jest spór o to, kto je mięso, a kto nie. Skażenie mikrobiologiczne nie rozróżnia diet.


Handel kontra standardy

Umowa UE–Mercosur ma wymiar strategiczny i geopolityczny. Zwolennicy mówią o wzmocnieniu pozycji Europy w Ameryce Południowej, o nowych rynkach i szansach dla eksporterów.

Reklama

Przeciwnicy pytają jednak o coś prostszego: czy standardy, które bezwzględnie egzekwujemy od własnych rolników, będą równie bezwzględnie egzekwowane wobec importu?

Bo jeśli europejski producent musi inwestować miliony w dostosowanie do regulacji, a jednocześnie na rynek trafia towar wytworzony w systemie, który – według audytorów – ma poważne braki, to mówimy nie tylko o ryzyku zdrowotnym. Mówimy o zachwianiu zasad konkurencji.

Raport Komisja Europejska powstał tuż przed decyzją o przyspieszeniu wdrażania umowy. To fakt, który będzie wracał w debacie publicznej.

Reklama

W tej sprawie stawką nie jest wyłącznie handel. Stawką jest zaufanie – do instytucji, do systemu kontroli i do tego, że produkt trafiający na europejski stół spełnia te same normy, niezależnie od tego, czy pochodzi z Podkarpacia, czy z Mato Grosso.

Jeżeli Europa przez lata powtarzała, że standardy są fundamentem wspólnego rynku, dziś musi udowodnić, że nie są one elastyczne tylko wtedy, gdy wymaga się ich od własnych obywateli.

Źródło: niezalezna.pl Zdj.: Cristi Caval on Unsplash, PAP Aktualizacja: 28/02/2026 08:05
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wm.pl




Reklama