Liczba Polaków wydalanych ze Stanów Zjednoczonych systematycznie rośnie. Jak informuje „Tygodnik Podhalański”, wielu emigrantów – w tym liczna społeczność góralska – żyje dziś w poczuciu zagrożenia, ograniczając kontakty społeczne i starając się nie zwracać na siebie uwagi.
Według danych przywoływanych przez wiceministra spraw zagranicznych Teofila Bartoszewskiego, liczba deportowanych obywateli RP wzrosła z 68 w 2024 roku do 130 w 2026 roku. Oznacza to niemal dwukrotny wzrost w ciągu dwóch lat.
Wielu Polaków przebywa w USA od kilkunastu, a nawet kilkudziesięciu lat, jednak nigdy nie uregulowało swojego statusu. Pani Stanisława, przedstawicielka góralskiej społeczności, przyznaje w rozmowie z „Tygodnikiem Podhalańskim”, że strach stał się codziennością.
— Bardzo się boimy. Od lat pracuję i nie miałam czasu, by postarać się o legalizację pobytu. Wiza skończyła się dawno temu. Mąż jest w podobnej sytuacji. Teraz żyjemy w ciągłym napięciu, bo mamy tu dzieci, wnuki i całe życie — mówi.
Dodaje, że wraz z rodziną unika lotnisk, zgromadzeń i spotkań w Domu Podhalan w Chicago.
— Staramy się nie rzucać w oczy — podkreśla.
Obawy Polonii potęgują wzmożone kontrole prowadzone przez amerykańskie służby imigracyjne (ICE). Głośnym echem w Chicago odbiła się sprawa rodziny Wojdanów. Mariusz Wojdan zdecydował się na dobrowolną deportację, pozostawiając w USA żonę z dwojgiem ciężko chorych dzieci.
Deportacje są efektem zaostrzonej polityki imigracyjnej, wprowadzonej jeszcze przez poprzednią administrację USA. Tysiące cudzoziemców, w tym setki Polaków, zostało zobowiązanych do opuszczenia kraju.
Nie wszyscy Polacy w USA oceniają sytuację jednakowo. Pani Zofia z Chicago uważa, że część osób ponosi odpowiedzialność za własne położenie.
— Przez lata były możliwości, by uregulować status. Osoby, które dziś się boją, często same zaniedbały te sprawy — mówi.
Z kolei Ania Góral z Czarnego Dunajca podkreśla, że ciężko pracujący imigranci zasługują na inne traktowanie, choć przyznaje, że wielu nie dopełniło formalności.
W odpowiedzi na narastający strach, polska społeczność w Chicago stara się wspierać. Jak informuje Maciej Baran z Wietrznego Radia, popularność zyskują aplikacje ostrzegające przed patrolami ICE.
— To forma wzajemnego informowania się i próba ochrony przed zatrzymaniami — tłumaczy.
Mimo napiętej atmosfery, Polonia próbuje zachować solidarność, licząc na zmiany w przepisach i bardziej humanitarne podejście do wieloletnich imigrantów.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze