Ekspertka prof. Cinzia Bianco ocenia, że Dubaj stoi przed największym kryzysem wizerunkowym. Serie ataków rakietowych i dronowych wystawiły na próbę reputację emiratu jako bezpiecznego centrum biznesu i turystyki. Skutki zniszczeń i napięcie społeczne mogą trwale zmienić jej status na globalnej scenie.
„Nie ma już powrotu do tego, co było” – oceniła prof. Cinzia Bianco, ekspertka ds. Zatoki Perskiej związana z Europejską Radą Stosunków Zagranicznych, komentując skutki ataków dla reputacji emiratu. W jej ocenie Dubaj najbardziej traci na tym, że jego „istota” opierała się na byciu bezpieczną przystanią dla biznesu i turystów.
Ataki – opisywane jako rakietowe i dronowe – wywołały w Dubaju chaos i poczucie zagrożenia. Władze akcentowały działanie obrony powietrznej, ale jednocześnie przyznawały, że nawet skuteczne zestrzelenia nie eliminują ryzyka na ziemi. Reem Al Hashimy, minister stanu ds. współpracy międzynarodowej, mówiła w CNN, że dla wielu osób to przerażający czas, bo „zwykle nie słychać takich odgłosów”, a w miejscach, gdzie doszło do zniszczeń, znajdują się odłamki.
Według informacji podawanych przez stronę emiracką, w ciągu dwóch dni obrona powietrzna miała mierzyć się z falami ataków obejmującymi rakiety balistyczne, pociski manewrujące i setki dronów. W oficjalnych komunikatach mowa jest m.in. o przechwyceniu 165 rakiet balistycznych, dwóch rakiet manewrujących oraz ponad 540 dronów. Jednocześnie podkreślano, że część zagrożeń spowodowała szkody na ziemi – przede wszystkim przez spadające szczątki.
Nagrania krążące w sieci oraz relacje medialne opisywały pożary m.in. w rejonie hotelu Fairmont na Palm Jumeirah, płomienie widoczne na elewacji hotelu Burj Al Arab oraz dym w okolicach Burj Khalifa. Doniesienia mówiły też o pożarze w porcie Jebel Ali – kluczowym terminalu morskim Dubaju i ważnym węźle handlowym regionu.
Wśród najpoważniej odczuwalnych konsekwencji są problemy w transporcie. W relacjach pojawiła się informacja o uszkodzeniach na międzynarodowym lotnisku w Dubaju i o czterech pracownikach, którzy mieli odnieść obrażenia, a służby udzieliły im pomocy medycznej. Dla miasta, które działa jak globalny hub przesiadkowy, każda dłuższa przerwa w pracy lotniska ma znaczenie strategiczne.
Po atakach Zjednoczone Emiraty Arabskie zamknęły przestrzeń powietrzną, a następnie ogłosiły działania dyplomatyczne wobec Iranu, w tym ograniczenia dotyczące placówki w Teheranie i wycofanie dyplomatów. W oświadczeniach padały sformułowania o działaniach „agresywnych i prowokacyjnych” oraz o zagrożeniu dla bezpieczeństwa i stabilności regionu.
Napięcie odczuwali nie tylko mieszkańcy, ale i osoby przebywające w Dubaju przejazdem lub turystycznie. Agencja AP cytowała brytyjskiego trenera koni Jamie’ego Osborne’a, który mówił o „surrealistycznej” nocy i obserwowaniu rakiet na niebie. W tej samej relacji pojawił się też głos amerykańskiej turystki, która – uziemiona po odwołaniu lotu – przyznała, że w razie nasilenia napięć prawdopodobnie będzie unikać tej części świata.
Tłem całej sytuacji jest specyfika emiratu i kraju: ZEA budowały pozycję na stabilności i atrakcyjności dla zagranicznych rezydentów oraz inwestorów, a Dubaj uczynił z poczucia bezpieczeństwa jeden z kluczowych argumentów sprzedażowych. W samym kraju cudzoziemcy stanowią ogromną część mieszkańców, a rynek nieruchomości i usług w dużej mierze żyje z zaufania kapitału z zewnątrz. To właśnie dlatego – jak podkreślają komentatorzy – nawet pojedyncza seria ataków i obrazki pożarów w symbolicznych miejscach mogą mieć skutki wykraczające poza bezpośrednie straty.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze