Nagły wzrost napięcia na Bliskim Wschodzie wywołał gwałtowną reakcję światowych rynków. Po weekendowych atakach USA i Izraela na Iran oraz wstrzymaniu ruchu tankowców w cieśninie Ormuz ceny ropy skoczyły o ponad 7 proc., a giełdy w Azji rozpoczęły tydzień od wyraźnych spadków.
Blokada cieśniny Ormuz – kluczowego szlaku transportowego, przez który przepływa około 20 proc. światowego handlu ropą i gazem LNG – wywołała obawy o globalne bezpieczeństwo energetyczne. Według analityków z rynku może zniknąć nawet 15 mln baryłek ropy dziennie, jeśli transport nie zostanie szybko przywrócony.
Ropa Brent crude po otwarciu notowań podskoczyła nawet o 13 proc., przebijając poziom 80 dolarów za baryłkę. Później ustabilizowała się w okolicach 78,34 USD, co i tak oznacza wzrost o około 7,5 proc. Amerykańska West Texas Intermediate podrożała o 7,3 proc., osiągając 71,88 USD za baryłkę.
Najsilniej zareagowała giełda w Japonii. Indeks Nikkei 225 krótko po rozpoczęciu notowań tracił 2,35 proc. Największe spadki dotknęły linie lotnicze oraz sektor przemysłowy, szczególnie wrażliwy na wzrost cen surowców energetycznych.
Negatywne nastroje objęły cały region. Szeroki indeks MSCI dla akcji z Azji i Pacyfiku (bez Japonii) zniżkował o 0,6 proc., a giełda w Korei Południowej traciła około 1 proc.
Kapitał zaczął odpływać w stronę tzw. bezpiecznych przystani. Złoto zyskało 1,5 proc., a dolar umocnił się wobec większości walut.
Analitycy przypominają, że najbliższą historyczną analogią jest kryzys naftowy z lat 70., gdy embargo doprowadziło do kilkusetprocentowego wzrostu cen. Zdaniem ekspertów przebicie poziomu 90 dolarów za baryłkę w obecnych realiach staje się scenariuszem realnym, jeśli blokada cieśniny Ormuz będzie się przedłużać.
Choć OPEC+ ogłosił symboliczne zwiększenie wydobycia o 206 tys. baryłek dziennie, rynek przyjął tę decyzję z rezerwą. Analitycy podkreślają, że bez przywrócenia swobodnego transportu przez Ormuz dodatkowa podaż nie zrównoważy potencjalnych strat.
Japonia i inne gospodarki azjatyckie należą do najbardziej uzależnionych od importu energii. Długotrwałe zakłócenia dostaw mogłyby przełożyć się na wyższe koszty produkcji, wzrost inflacji i presję na wzrost gospodarczy.
Sytuacja pozostaje dynamiczna, a rynki finansowe będą w najbliższych dniach reagować na każdy sygnał dotyczący bezpieczeństwa żeglugi w regionie. Od rozwoju wydarzeń zależy, czy obecne turbulencje okażą się krótkotrwałym wstrząsem, czy początkiem poważniejszego kryzysu energetycznego.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze