Polski sport doczekał się momentu, który bez wątpienia przejdzie do historii. Klaudia Zwolińska dokonała w australijskim Penrith czegoś, czego wcześniej nie dokonała żadna zawodniczka w kajakarstwie slalomowym. 27-letnia reprezentantka Polski zdobyła trzy medale podczas jednych mistrzostw świata – dwa złote oraz jeden brązowy – zapisując się na kartach historii światowego sportu.
Nigdy wcześniej żadna kajakarka nie sięgnęła po trzy krążki w trakcie jednej edycji mistrzostw świata. Zwolińska została także pierwszą Polką i dopiero drugą zawodniczką na świecie, która z jednych mistrzostw wróciła z dwoma złotymi medalami.
– Jeśli zdobywać medale, to z klasą. Jak się bawić, to na całego. Go hard, or go home – mówiła z uśmiechem po powrocie do kraju srebrna medalistka igrzysk olimpijskich w Paryżu.
Jeszcze przed mistrzostwami Zwolińska otwarcie mówiła o możliwości walki o trzy medale. Nie wszyscy jednak traktowali te deklaracje poważnie.
– Wtedy pomyślałam sobie, że po prostu to udowodnię. I zrobiłam to. To nie jest tylko mój prywatny sukces. To sukces całego polskiego sportu – podkreślała.
Historyczna data to 4 października, kiedy w Penrith Polka wywalczyła złoto w konkurencjach C-1 i K-1, a następnie dołożyła brąz w kayak crossie. Taki komplet medali na jednych mistrzostwach świata do tej pory nie zdarzył się nikomu.
Mistrzostwa Zwolińska rozpoczęła od rywalizacji w kanadyjce. Choć liczyła na medal, kwalifikacje nie zwiastowały sensacji – zajęła w nich dopiero 17. miejsce. W półfinale było już lepiej, a w finale Polka zaprezentowała absolutny pokaz mocy.
Po początkowej stracie do rywalek szybko przejęła kontrolę nad przejazdem i na mecie miała ponad cztery sekundy przewagi nad kolejną zawodniczką. Jej przejazd komentatorzy określali wprost jako „nieprawdopodobnie szybki”.
– Szczerze? Tego złota się nie spodziewałam. Myślałam głównie o kajaku. Był moment, że nie wiedziałam, czy start w C-1 w ogóle ma sens – przyznała po finale.
Dzień później Zwolińska stanęła do walki w swojej koronnej konkurencji – K-1. To właśnie w niej sięgnęła po srebro olimpijskie w Paryżu, przegrywając jedynie z Jessicą Fox. W Penrith Australijka nie wystąpiła z powodu kontuzji, ale presja i tak była ogromna.
Polka perfekcyjnie rozłożyła siły, a wszystko, co najlepsze, zostawiła na finał. Tam była bezbłędna i szybka jak nigdy wcześniej. Jej czas okazał się o ponad trzy sekundy lepszy od drugiej zawodniczki, a rywalki nie wytrzymały narzuconego tempa, popełniając błędy.
Drugie złoto stało się faktem. Co więcej – medal wręczała jej sama Jessica Fox, jedyna kajakarka, której wcześniej udał się podobny wyczyn.
– Zastanawiałam się, czy da się powtórzyć to, co zrobiłam dzień wcześniej. Presja była ogromna, ale to był mój dzień – mówiła po dekoracji.
Ostatnią konkurencją był kayak cross – najbardziej wyczerpująca fizycznie i psychicznie. Zwolińska przystępowała do niej już po dwóch złotych medalach i niemal bez snu.
Droga do finału była długa i wymagająca, ale Polka po raz kolejny pokazała charakter. W decydującym biegu walczyła do samego końca i wyszarpała brązowy medal na ostatnich metrach, minimalnie wyprzedzając rywalkę z Hiszpanii.
– Byłam kompletnie wyczerpana. Zostawiłam na torze wszystko, co miałam. Ten brąz to medal charakteru – przyznała.
Sukces Zwolińskiej smakuje tym bardziej, że początek sezonu był dla niej niezwykle trudny. Kontuzje i choroby sprawiły, że niemal całkowicie odpuściła pierwsze starty w 2025 roku.
– To się robi dla takich dni. Klaudia pokazała absolutnie wszystko, co miała – podsumował trener Rafał Polaczyk, żartując, że po Fox Island być może przyjdzie czas na „Klaudia Zwolińska Island”.
Przed Polką krótki odpoczynek, a potem kolejne cele. Najważniejszy już majaczy na horyzoncie – igrzyska olimpijskie w Los Angeles w 2028 roku.
– Krótkie wakacje i wracam do pracy. Nie potrafię długo siedzieć bez treningu – zapowiedziała.
Jej wyczyn bez wątpienia należy do największych momentów polskiego sportu 2025 roku.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze