Słowacki rząd sięgnął po nadzwyczajne rozwiązania, które mają ograniczyć napływ kierowców tankujących tańszy olej napędowy za granicą. Nowe zasady uderzają przede wszystkim w tzw. turystykę paliwową z Polski i pojawiają się w momencie gwałtownego wzrostu cen paliw oraz napięć na rynku dostaw ropy.
W środę gabinet w Bratysławie zatwierdził rezolucję pozwalającą stacjom paliw ograniczać sprzedaż diesla. Zgodnie z nowymi regułami kierowca ma zatankować pełny bak, a dodatkowo kupić najwyżej 10 litrów paliwa do kanistra. To wyraźna zmiana wobec dotychczasowej sytuacji i jednocześnie próba zahamowania zjawiska, które w regionach przygranicznych zaczęło szybko narastać.
Słowackie władze dopuściły też możliwość różnicowania cen dla aut z zagranicznymi tablicami rejestracyjnymi. W praktyce ceny diesla dla takich kierowców mają być wyznaczane inaczej, w oparciu o średnie stawki w sąsiednich krajach, między innymi w Czechach, Austrii i Polsce. To oznacza, że tankowanie po słowackiej stronie przestanie być tak opłacalne dla części zagranicznych kierowców, zwłaszcza z południa Polski.
Powód jest podwójny. Z jednej strony Słowacja próbuje zabezpieczyć własny rynek po skoku cen energii związanym z wojną z Iranem. Z drugiej dochodzi problem z dostawami rosyjskiej ropy rurociągiem Przyjaźń po uszkodzeniach infrastruktury na Ukrainie. W takich warunkach każdy wzrost popytu przy granicy zaczął być dla tamtejszego rynku realnym obciążeniem.
Nowe przepisy nie wzięły się znikąd. Jeszcze niedawno sytuacja była odwrotna i to Polska przyciągała kierowców z Niemiec, którzy masowo tankowali po zachodniej stronie granicy. W Świnoujściu doprowadziło to nawet do czasowych problemów z dostępnością paliwa, a lokalnie pojawiły się apele o ograniczenie sprzedaży do kanistrów. Równocześnie na południu Polski zaczęto obserwować ruch w drugą stronę, bo na wybranych stacjach przy granicy słowackiej benzyna i diesel stały się bardziej konkurencyjne cenowo niż w kraju.
Na europejskich rynkach paliwowych widać dziś wyraźną nerwowość. W Niemczech ceny diesla przekroczyły 2 euro za litr, a tamtejsze służby uruchomiły wzmożone kontrole na granicach z Polską i Czechami. Sprawdzane są między innymi przewożone kanistry i limity paliwa przywożonego zza granicy. To pokazuje, że problem nie dotyczy już pojedynczych lokalnych epizodów, lecz stał się częścią szerszego kryzysu paliwowego w regionie.
Decyzja Bratysławy jest więc nie tylko ruchem osłonowym, ale też politycznym sygnałem, że państwa regionu zaczynają reagować szybciej i ostrzej na skutki różnic cenowych przy granicach. Dla kierowców z Polski oznacza to jedno: paliwowe wyjazdy na Słowację, zwłaszcza po olej napędowy, przestaną być tak proste i tak opłacalne jak dotąd.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze