W Moskwie narasta napięcie, którego nie da się już ukryć za murami Kremla. Władimir Putin coraz rzadziej opuszcza swoją siedzibę, a według doniesień zachodnich mediów – coraz częściej także tam nocuje. Oficjalnie chodzi o bezpieczeństwo. Nieoficjalnie – o rosnący strach.
Na ulicach wokół Kremla pojawili się uzbrojeni funkcjonariusze FSB, a przestrzeń nad centrum miasta patrolują systemy antydronowe. Nawet symboliczne miejsca, jak Plac Czerwony czy Mauzoleum Lenina, znalazły się pod wzmożoną kontrolą.
Jednocześnie mieszkańcy Moskwy musieli zmierzyć się z czymś, co w XXI wieku brzmi jak scenariusz kryzysowy: nagłym odcięciem mobilnego internetu.
Oficjalna wersja mówi o problemach technicznych. Jednak kulisy tej decyzji wyglądają znacznie poważniej. Według zagranicznych mediów rosyjskie władze zaczęły brać pod uwagę scenariusz, w którym systemy nadzoru – od monitoringu miejskiego po sieć internetową – mogły zostać naruszone.
To właśnie ten aparat kontroli przez lata stanowił jeden z filarów władzy Putina. Jeśli rzeczywiście pojawiły się w nim luki, konsekwencje mogą być trudne do przewidzenia.
Brytyjskie media sugerują wprost: na Kremlu rośnie atmosfera podejrzliwości. Każdy sygnał o możliwym cyberataku czy infiltracji traktowany jest z najwyższą powagą. Niektórzy komentatorzy idą dalej i mówią o narastającej obsesji bezpieczeństwa wokół rosyjskiego przywódcy.
Dodatkowym źródłem napięcia miała być wypowiedź rzeczniczki Sił Obronnych Izraela, Anny Ukołowej, dla rosyjskiego radia RBC. Jej słowa zostały w Moskwie odebrane nie jako dyplomatyczna deklaracja, lecz jako czytelne ostrzeżenie.
Ukołowa przypomniała o możliwościach operacyjnych Izraela, wskazując na skuteczne eliminowanie wysokich rangą przeciwników w regionie Bliskiego Wschodu. Podkreśliła przy tym, że każdy, kto zagrozi Izraelowi, musi liczyć się z konsekwencjami.
W rosyjskich kręgach politycznych te słowa wywołały natychmiastową reakcję. Ideolog Kremla, Aleksander Dugin, zasugerował, że przekaz jest znacznie bardziej bezpośredni, niż mogłoby się wydawać – i że obejmuje również najwyższe władze Rosji.
W tle pojawiają się spekulacje, że nowoczesne operacje wywiadowcze mogą pozwalać na dostęp do infrastruktury cyfrowej przeciwnika – w tym systemów monitoringu.
W odpowiedzi na rosnące obawy Kreml zdecydował się na zaostrzenie środków bezpieczeństwa. W rejonie najważniejszych budynków państwowych pojawiły się dodatkowe patrole, a służby zaczęły działać w trybie wzmożonej gotowości.
Jednocześnie ograniczenia dotknęły także komunikacji. Władze zdecydowały o blokadzie Telegrama na froncie w Ukrainie – aplikacji powszechnie używanej przez rosyjskich żołnierzy do wymiany informacji.
Co istotne, pierwsze problemy z internetem w Moskwie pojawiły się jeszcze przed głośną wypowiedzią izraelskiej rzeczniczki – już na początku marca. Najpierw sygnał zniknął na obrzeżach miasta, a następnie w całej stolicy.
To tylko wzmocniło spekulacje, że nie chodzi o przypadkową awarię, lecz o działania prewencyjne.
Dziś trudno jednoznacznie stwierdzić, czy Kreml reaguje na realne zagrożenie, czy na własne obawy. Jedno jest jednak pewne – Moskwa funkcjonuje w stanie napięcia, a decyzje podejmowane za zamkniętymi drzwiami coraz wyraźniej wpływają na codzienne życie jej mieszkańców.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze