Jeszcze rok temu funkcjonował na obrzeżach wielkiej sceny – jako sprawny producent z ambicjami i potężnym nazwiskiem. Dziś mówi się o nim jak o kimś, kto właśnie ustawia meble w całym Hollywood. David Ellison, 43-letni syn jednego z najbogatszych ludzi świata, wygrał batalię, której finał jeszcze wczoraj wydawał się przesądzony na korzyść Netfliksa. Właściciel TVN ma trafić w jego ręce.
To nie tylko spektakularna transakcja. W amerykańskich mediach znów splatają się interesy wielkiego biznesu z Białym Domem.
David Ellison nie zawsze był „tym Ellisonem od miliardów”. Przez lata próbował budować własną tożsamość w branży, która nie wybacza słabości, nawet jeśli masz na koncie wsparcie ojca.
Zanim na dobre zajął się produkcją, próbował aktorstwa. W połowie lat 2000. pojawiał się w filmach i serialach – m.in. w „Flyboys — bohaterska eskadra”, projekcie hojnie wspartym przez jego ojca. Epizodyczna kariera przed kamerą szybko ustąpiła miejsca pracy za kulisami. Tam Ellison poczuł się znacznie pewniej.
W 2006 roku wspólnie z ojcem, Larrym Ellisonem – legendarnym założycielem Oracle – powołał do życia Skydance. Studio miało ambicję współpracować z największymi, ale bez kompleksów wobec hollywoodzkich gigantów. Przez lata produkowało widowiska i franczyzy, które zarabiały miliardy dolarów.
Ellison junior budował reputację producenta skutecznego, a przy tym lojalnego wobec partnerów. W branży, w której reputacja bywa równie cenna jak budżet, to kapitał nie do przecenienia.

Przełom przyszedł w sierpniu 2025 r., gdy Skydance sfinalizowało zakup Paramount Pictures. To był moment, w którym stało się jasne, że David Ellison przestaje być „synem swojego ojca”, a zaczyna być graczem pierwszej ligi.
Niemal natychmiast ruszył po więcej. Na celowniku znalazł się gigant: Warner Bros. Discovery – właściciel m.in. TVN i CNN.
Przez miesiące wydawało się, że wyścig wygra Netflix. Platforma chciała przejąć filmowe i streamingowe aktywa Warnera, zostawiając stacje informacyjne na boku. Ellison postawił na całość – zaoferował przejęcie również CNN i innych kanałów telewizyjnych.
Zwrot nastąpił w czwartek wieczorem czasu amerykańskiego. Tego samego dnia, gdy dyrektor generalny Netfliksa, Ted Sarandos, pojawił się w Białym Domu. Kilka godzin później Netflix ogłosił wycofanie się z gry. Zarząd WBD uznał ofertę Paramount za „lepszą”.
Przypadek? W Waszyngtonie mało kto wierzy w przypadki.

Donald Trump oficjalnie deklarował, że nie będzie ingerował w „wojnę” o Warnera. Jednocześnie nie ukrywał, że chciałby zmiany właściciela CNN – stacji, z którą od lat pozostaje w ostrym konflikcie.
Nie jest tajemnicą, że administracja Trumpa przychylniej patrzyła na ofertę Paramount niż Netfliksa. David Ellison pojawił się nawet na dorocznym orędziu prezydenta w Kongresie jako gość senatora blisko związanego z Białym Domem.
Równolegle konsorcjum z udziałem Oracle przejęło kontrolę nad amerykańskim TikTokiem. W krótkim czasie rodzina Ellisonów znalazła się w centrum kilku kluczowych dla administracji projektów medialno-technologicznych.
To pokazuje skalę zmiany: mówimy już nie tylko o produkcji filmów, ale o wpływie na przepływ informacji w Stanach Zjednoczonych i poza nimi.
Jeśli transakcja zostanie zatwierdzona przez regulatorów, właściciel TVN znajdzie się w rękach środowiska postrzeganego jako bliskie Donaldowi Trumpowi. W tle pojawia się pytanie o relacje między Warszawą a Waszyngtonem – zwłaszcza że relacje obecnego polskiego rządu z obozem Trumpa są, mówiąc oględnie, chłodne.
Czy polskie władze mają pole manewru? Formalnie – ograniczone. Transakcja dotyczy podmiotu amerykańskiego. Politycznie – sytuacja jest bardziej złożona. Media to nie tylko biznes. To także narzędzie wpływu i element geopolitycznej układanki.

Najłatwiej powiedzieć: „syn miliardera”. To prawda, ale niepełna.
Ellison dorastał w świecie wielkich pieniędzy, lecz przez dwie dekady konsekwentnie budował własną pozycję w Hollywood. Nie jest wizjonerem na miarę Steve’a Jobsa czy Elona Muska. W branży uchodzi raczej za pragmatyka: człowieka, który łączy kapitał z cierpliwością i potrafi rozmawiać zarówno z twórcami, jak i politykami.
Dziś stoi o krok od kontrolowania jednego z największych konglomeratów medialnych świata. Jeśli domknie transakcję, będzie zarządzał studiami filmowymi, platformami streamingowymi i globalnymi sieciami informacyjnymi.
Hollywood już szepcze o nowym „królu”.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze