—Mamy bardzo nierówne chodniki, wąskie z wysokimi krawężnikami w dodatku często zastawione samochodami, przez co poruszanie się wózkiem jest trudne. Na starsze dzieci bawiące się na placach zabaw też trzeba uważać — mówi pani Małgosia, mieszkanka Jarot, dla której wspólne wyjście z dzieckiem często przeradza się w stres. Problemem okazuje się korzystanie z przestrzeni publicznej, która nie zawsze dostosowana jest do potrzeb pozostawionej samej sobie mamy.
Kilka lat wstecz zainteresowanie potrzebami maluchów i ich opiekunów niebywale wzrosło. Zaczęły powstawać tzw. „miejsca przyjazne dzieciom”, zbudowano nowe place zabaw, a restauracje przyciągały ofertą dla juniora. Inicjatywa jednak powoli wygasła, a dziś napotykamy jedynie pozostałości po górnolotnych planach.