Reklama

Pielęgniarka będzie zarabiać więcej niż profesor? A podatnicy się na to zrzucą

Dlaczego w segmencie rząd pozwala na całkowite anomalia, że jedna sfera budżetowa tzn. medycy i pielęgniarki mają systemy wynagrodzeń uprzywilejowane do pozostałej części społeczeństwa. Nie mówiąc o tym, że wypracowujący podatki pracownicy na wolnym rynku są narażeni na niższe zarobki zwolnienia, a medycy i pielęgniarki mają prawie gwarancję pracy i gwarancję ciągłego podnoszenia poza sytuację realną rynku pensje? To całkowity skandal! Trwa dyskusja społeczna i jak zwykle zero działań rządu. Czy takie udawanie rządu że nie ma sprawy wpłynie na decyzje wyborcze? Oby, bo nieudolnych rządzących nie potrafiących „ obsługiwać” podatników, czyli wszystkich obywateli społeczeństwo ma powoli dosyć. Ostatnio problem ten naświetlono w Gazecie.pl...

Zgodnie z danymi Głównego Urzędu Statystycznego, przeciętne wynagrodzenie w gospodarce narodowej w 2025 roku wyniosło 8 903,56 zł, co oznacza wzrost o 8,8 proc. w porównaniu z poprzednim rokiem. W służbie zdrowia podwyżki mają być proporcjonalne – pensje lekarzy, dentystów, pielęgniarek i innych pracowników medycznych znacząco wzrosną od 1 lipca.

Minimalna pensja lekarza lub dentysty ma wynosić 12 910 zł brutto, a wraz z dodatkami – dyżurami czy stażowym – całkowite wynagrodzenie może przekroczyć 23 tys. zł brutto miesięcznie. W przypadku pielęgniarek z tytułem magistra i specjalizacją, farmaceutów czy fizjoterapeutów, pensja minimalna ma wynosić 11 485 zł brutto.

Reklama

Eksperci podkreślają, że takie podwyżki są wyraźnie wyższe niż wynagrodzenia profesorów uczelni publicznych, których pensja zasadnicza wynosi około 9 370 zł brutto miesięcznie. Profesor Michał Brzeziński z Uniwersytetu Warszawskiego zwraca uwagę, że różnica w płacach pokazuje rosnącą presję na sektor medyczny w porównaniu z nauką i innymi publicznymi branżami.

Łukasz Kozłowski, główny ekonomista Federacji Przedsiębiorców Polskich, szacuje, że całkowity koszt realizacji ustawy podwyżkowej dla publicznej ochrony zdrowia w 2026 roku wyniesie około 73 mld zł, co odpowiada niemal 30 proc. całkowitych wydatków budżetowych na zdrowie. Dodatkowo Narodowy Fundusz Zdrowia wciąż zmaga się z deficytem na poziomie 23 mld zł.

Reklama

Plany rządu przewidują możliwość przesunięcia waloryzacji wynagrodzeń na styczeń 2027 roku i zmniejszenie jej dynamiki. To wywołało sprzeciw części medyków, którzy grożą protestami, jeśli zmiany nie będą zgodne z wcześniejszymi zapowiedziami.

Według ekspertów, dyskusja o podwyżkach w sektorze publicznym powinna koncentrować się nie tylko na indywidualnych stawkach, ale także na funduszu płac, czyli całkowitej kwocie przeznaczonej na wynagrodzenia w administracji i służbie zdrowia. Jak wskazuje Kamil Sobolewski, główny ekonomista Pracodawców RP, odpowiednie rozdysponowanie tego funduszu pozwalałoby płacić więcej pracownikom bardziej wydajnym, zamiast równomiernie zatrudniać dużą liczbę osób przy niskich wynagrodzeniach.

Reklama

Rosnące pensje w ochronie zdrowia wywołują debatę o równowadze między wydajnością a kosztami i pokazują, jak wielkie wyzwania stoją przed publicznym sektorem w kontekście finansowania kluczowych usług.


Źródło: Gazeta.pl
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wm.pl




Reklama