Reklama

Polskie łyżwiarstwo znów z olimpijską nadzieją

Po dwunastu latach od historycznego „błysku łyżwy” Zbigniewa Bródki w Soczi polskie łyżwiarstwo szybkie znów budzi olimpijskie nadzieje. Rosnąca forma obecnych kadrowiczów sprawia, że przed igrzyskami w Mediolanie realnie mówi się nawet o kilku medalowych szansach.

Ostatnie olimpijskie medale w łyżwiarstwie szybkim Polacy zdobyli w 2014 roku. Wówczas Zbigniew Bródka wrócił z igrzysk w Soczi ze złotem na 1500 metrów i brązem w rywalizacji drużynowej. Przed kolejnymi zimowymi igrzyskami – tym razem w Mediolanie – środowisko panczenistów znów mówi o realnych szansach medalowych.

Według pierwszego trenera Bródki, Mieczysława Szymajdy, historia mistrza zaczęła się bardzo skromnie. Jak relacjonował, Bródka trafił do klubu w Domaniewicach jeszcze jako uczeń szkoły podstawowej i początkowo trenował głównie lekkoatletykę. Dopiero z czasem, wraz z rozwojem szkolnych i regionalnych zawodów, pojawił się pomysł utworzenia sekcji łyżwiarskiej. Tak powstała Błyskawica Domaniewice – klub, który dał początek jego karierze.

Reklama

Szymajda opisywał również, że warunki do treningu były dalekie od ideału. Lodowisko powstawało własnymi siłami – zimą wylewano wodę na asfalt, tworząc taflę, z której korzystali nie tylko sportowcy, ale i mieszkańcy. Mimo to młody zawodnik szybko zaczął zdobywać medale na Ogólnopolskiej Olimpiadzie Młodzieży i mistrzostwach Polski juniorów, najpierw w short tracku.

Jak podkreślał trener w rozmowie cytowanej przez Interię, przełomem była nauka w Szkole Mistrzostwa Sportowego w Białymstoku i starty w juniorskich imprezach międzynarodowych. Kontuzja kolana przekreśliła jednak marzenia o starcie w igrzyskach w Turynie, co zmusiło Bródkę do zmiany dyscypliny na tor długi. Decyzja ta – jak zaznaczał Szymajda – okazała się kluczowa, bo już po krótkim czasie zawodnik trafił do kadry seniorów i pojechał na igrzyska w Vancouver.

Reklama

Choć start w Kanadzie nie przyniósł sukcesu, był – zdaniem trenera – ważnym etapem nauki. Bródka miał jasno wyznaczony cel i konsekwentnie do niego dążył. Rok przed Soczi wygrał zawody Pucharu Świata na 1500 metrów, co zapowiadało walkę o najwyższe lokaty olimpijskie.

Najbardziej pamiętny moment, jak przypomina materiał Interii, to wyścig w Soczi wygrany o zaledwie trzy tysięczne sekundy – symboliczny „błysk łyżwy”. Szymajda wspominał, że sam liczył na miejsce w czołówce, ale to zawodnik wierzył w złoto i pojechał z pełnym przekonaniem o sukcesie. Nawet techniczne detale, jak powrót do sprawdzonych płóz po nieudanym starcie na 1000 metrów, miały znaczenie.

Reklama

Dziś – jak oceniał rozmówca Interii – polskie łyżwiarstwo znów ma podstawy do optymizmu. Dobre występy w Pucharach Świata sprinterów Damiana Żurka i Kai Ziomek-Nogal oraz rosnąca forma Władymira Semirunnija na dłuższych dystansach sprawiają, że przed igrzyskami w Mediolanie mówi się nawet o dwóch lub trzech medalowych szansach. Trener zaznaczał jednak, że najważniejsza forma przychodzi na igrzyska, a nie na zawody sezonu.

Szymajda podkreślał również, że po latach posuchy pojawiło się nowe pokolenie zawodników i trenerów, a wspólnym mianownikiem sukcesu – tak jak w przypadku Bródki – jest jasno określony cel i silna motywacja. Sam nadal pracuje z młodzieżą w Błyskawicy Domaniewice i wierzy, że w kolejnych latach klub doczeka się następnego olimpijczyka.

Źródło: Interia
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wm.pl




Reklama