Iran podjął próbę uderzenia, która – choć zakończyła się fiaskiem – może mieć poważniejsze konsekwencje, niż wynikałoby to z samego przebiegu incydentu. Według doniesień amerykańskich mediów, celem była amerykańsko-brytyjska baza wojskowa na atolu Diego Garcia, jednym z kluczowych punktów militarnych na Oceanie Indyjskim.
Już sam fakt, że pociski balistyczne pokonały niemal cztery tysiące kilometrów od irańskiego wybrzeża, budzi pytania o realne możliwości Teheranu. To dystans znacznie przekraczający dotychczasowe deklaracje władz Iranu, które utrzymywały, że ich arsenał ma zasięg ograniczony do około dwóch tysięcy kilometrów.
Według dostępnych informacji, Iran wystrzelił co najmniej dwa pociski balistyczne. Żaden z nich nie osiągnął celu.
Jedna z rakiet uległa awarii technicznej jeszcze w trakcie lotu – co może wskazywać na problemy z niezawodnością systemów. W przypadku drugiego pocisku zareagowały już siły amerykańskie. Okręt wojenny miał wystrzelić rakietę przechwytującą SM-3, przeznaczoną do zwalczania zagrożeń balistycznych.
Nie jest jednak jasne, czy doszło do skutecznego przechwycenia. Amerykańskie źródła nie potwierdzają jednoznacznie rezultatu, podkreślając jedynie, że żaden z pocisków nie trafił w bazę.
To, co najbardziej niepokoi analityków, nie jest sam fakt nieudanego ataku, lecz jego parametry. Próba uderzenia w cel oddalony o blisko cztery tysiące kilometrów może świadczyć o znacznym postępie w irańskim programie rakietowym.
Jeśli te dane się potwierdzą, oznaczałoby to, że realny zasięg irańskich pocisków może być nawet dwukrotnie większy niż oficjalnie deklarowany. Jeszcze niedawno irańscy przedstawiciele – w tym szef dyplomacji Abbas Aragczi – zapewniali, że możliwości rakietowe kraju są celowo ograniczane.
W praktyce mogłoby to oznaczać, że w zasięgu irańskich systemów znajduje się znacznie więcej potencjalnych celów – nie tylko w regionie Bliskiego Wschodu, ale również poza nim.
Nieprzypadkowo celem była właśnie baza na Diego Garcia. To jeden z najważniejszych punktów operacyjnych dla amerykańskiego lotnictwa bombowego, wykorzystywany w działaniach na Bliskim Wschodzie i w Azji.
Do incydentu doszło w szczególnym momencie. Niedawno Wielka Brytania zgodziła się na wykorzystanie swoich baz przez Stany Zjednoczone do operacji przeciwko irańskim instalacjom rakietowym. Te z kolei mają być powiązane z atakami na statki w rejonie cieśniny Ormuz – jednego z najważniejszych szlaków transportu ropy na świecie.
Eskalacja trwa już od tygodni. Pod koniec lutego Izrael i USA rozpoczęły naloty na cele w Iranie. W odpowiedzi Teheran zdecydował się na zamknięcie cieśniny Ormuz – ruch, który uderza w globalne rynki energetyczne.
Na razie Biały Dom i Pentagon milczą w sprawie piątkowego incydentu. Jednak nawet bez oficjalnych komunikatów jedno jest pewne: choć rakiety nie trafiły w cel, sygnał wysłany przez Iran został zauważony – i dokładnie przeanalizowany.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze