Nastolatek z Białego Domu niespodziewanie znalazł się w centrum głośnej sprawy sądowej w Londynie. Podczas rozprawy w Snaresbrook Crown Court pojawiły się zeznania, według których Barron Trump – najmłodszy syn prezydenta USA – miał wezwać brytyjską policję po tym, jak w trakcie połączenia wideo zobaczył przemoc wobec znajomej. Sprawa dotyczy 22-letniego Matveia Rumiantseva, który nie przyznaje się do stawianych mu zarzutów, a proces wciąż trwa.
W sądzie przytoczono, że 19-letni Barron Trump rozmawiał przez FaceTime z kobietą mieszkającą w Londynie, gdy – według prokuratury – doszło do gwałtownego ataku ze strony jej partnera. Relacje z rozprawy opisują, że napastnik miał chwycić kobietę za włosy, powalić ją na podłogę i wykrzykiwać pod jej adresem obelgi. Świadkowie mieli zeznać także o kopaniu jej w okolice brzucha.
Jednym z kluczowych elementów, na które zwrócono uwagę w relacjach z sali sądowej, jest alarmowe połączenie wykonane z USA na brytyjski numer 999. Według opisu, Barron Trump próbował ustalić, jak wezwać pomoc zza oceanu, po czym przekazał operatorowi adres poszkodowanej i podkreślał, że sytuacja jest nagląca. Wskazywano też konkretną godzinę: 2:23 w nocy 18 stycznia ubiegłego roku.
W sądzie odtwarzano również nagrania z kamer nasobnych policjantów z interwencji. W przekazach medialnych pojawia się fragment rozmowy, w której kobieta mówi funkcjonariuszom, że przyjaźni się z Barronem Trumpem i że to on miał uruchomić alarm, widząc atak w trakcie rozmowy wideo.
Matvei Rumiantsev – określany w publikacjach jako były zawodnik MMA, urodzony w Rosji i mieszkający we wschodnim Londynie – odpowiada m.in. za napaść, spowodowanie obrażeń (ABH), dwa zarzuty gwałtu, umyślne duszenie oraz utrudnianie wymiaru sprawiedliwości. Oskarżony nie przyznaje się do winy. W relacjach z procesu podkreślano także, że obrona kwestionuje wiarygodność poszkodowanej i przedstawia odmienną interpretację zdarzeń.
Nietypowość tej historii polega nie tylko na międzynarodowym charakterze interwencji, ale też na tym, że na sali sądowej pojawia się postać rozpoznawalna z powodów politycznych – mimo że sama sprawa dotyczy przemocy domowej i zarzutów o szczególnie ciężkim ciężarze gatunkowym. W zeznaniach cytowanych przez media kobieta mówiła, że telefon wykonany wtedy na służby był dla niej przełomem i że odebrała go jako moment, który mógł uratować jej życie. Jednocześnie sąd, a nie media, będzie rozstrzygał, co dokładnie wydarzyło się tej nocy i czy zarzuty wobec oskarżonego zostaną potwierdzone w toku postępowania.
red.oprac.al
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze