Yves Bouvier, jeden z najbardziej rozpoznawalnych marszandów świata, powraca na salę sądową. Tym razem nie w roli oskarżonego, lecz powoda – Szwajcar domaga się zwrotu kilkudziesięciu dzieł sztuki o wartości około 100 milionów dolarów. Na celowniku znalazły się nie tylko dawni współpracownicy, ale także prestiżowe domy aukcyjne.
W ostatnich latach Yves Bouvier niejednokrotnie pojawiał się w międzynarodowych mediach, głównie z powodu kontrowersyjnych sporów prawnych. Najszerzej komentowana była sprawa z Dmitrijem Rybołowlewem, rosyjskim biznesmenem, który oskarżał marszanda o wprowadzanie w błąd przy inwestycjach w sztukę. Osiem lat procesów w Monako, Szwajcarii, Singapurze i Hongkongu zakończyło się w 2023 roku ugodą między stronami, a wszelkie roszczenia zostały wycofane.
Mimo sukcesu w tej sprawie, Bouvier wciąż zmagał się z konsekwencjami wizerunkowymi oraz kłopotami prawnymi w Szwajcarii. W 2024 roku sąd federalny nakazał mu zapłatę setek milionów franków zaległych podatków.
Teraz marszand przechodzi do ofensywy. W pozwie złożonym w Sądzie Federalnym w Nowym Jorku Bouvier domaga się zwrotu 91 dzieł sztuki, w tym prac Picassa, Warhola, Bacona, Chagalla, Ernsta i Kleina, które jego zdaniem zostały powierzono dawnym współpracownikom, Pascalowi de Sarthe i Jeanowi-Marcowi Perettiemu. Ich łączna wartość szacowana jest na około 100 milionów dolarów. Marszand wnioskuje również o ujawnienie przez domy aukcyjne i banki informacji na temat losów dzieł, które – według niego – należą do jego majątku.
Adwokatka de Sarthe’a złożyła wniosek o umorzenie postępowania w Nowym Jorku, argumentując, że nie zostało jeszcze prawnie ustalone, czy Bouvier rzeczywiście jest właścicielem dzieł. Podkreśliła, że jakiekolwiek decyzje sądu amerykańskiego byłyby przedwczesne.
Yves Bouvier jest znany nie tylko z działalności marszanda, ale także z wprowadzenia tzw. free portów – bezpiecznych stref magazynowych na dzieła sztuki w Genewie, Singapurze i Luksemburgu. Free porty umożliwiają przechowywanie cennych obiektów przez lata bez fizycznego przemieszczania, co minimalizuje ryzyko ich uszkodzenia, a także chroni prywatność stron transakcji. Choć legalne, free porty bywają krytykowane za możliwość odraczania podatków, ukrywania majątku czy prania pieniędzy.
Szwajcarski marszand, którego nazwisko wciąż wywołuje mieszane emocje w świecie sztuki, stawia teraz wszystko na jedną kartę – nie tylko by odzyskać swoje dzieła, lecz także by odbudować reputację, którą nadszarpnął długoletni konflikt z Rybołowlewem i innymi graczami rynku.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze