Polska wysycha na naszych oczach. Rzeki mają coraz mniej wody, gleba pęka od suszy, a eksperci nie mają dobrych wiadomości. Nadchodzące lato może przejść do historii jako jedno z najgorętszych i najbardziej niebezpiecznych. Paradoks? Choć deszczu miejscami nie zabraknie, problem tylko się pogłębi.
Hydrolodzy i klimatolodzy alarmują: weszliśmy w epokę ekstremów. Długie okresy suszy będą przeplatane gwałtownymi burzami, podtopieniami i błyskawicznymi powodziami. A wszystko to przy rosnących temperaturach, które z roku na rok coraz mocniej zmieniają polski krajobraz.
Już dziś sytuacja wygląda poważnie. Jak podkreśla dr hab. Edyta Kiedrzyńska z Europejskiego Regionalnego Centrum Ekohydrologii PAN oraz Uniwersytetu Łódzkiego, około 70 proc. stacji wodowskazowych w Polsce pokazuje stany niskie lub średnie. Innymi słowy — problem zaczyna się jeszcze przed pełnią lata.
IMGW regularnie wydaje kolejne ostrzeżenia hydrologiczne. I wszystko wskazuje na to, że to dopiero początek.
Obecna sytuacja nie pojawiła się nagle. To proces, który trwa od miesięcy.
Najpierw przyszła susza meteorologiczna — po prostu zabrakło opadów. Kolejne miesiące od grudnia były wyjątkowo suche lub wręcz skrajnie suche. Choć zimą miejscami pojawił się śnieg, szczególnie na północnym wschodzie kraju, nie wystarczyło to, by odbudować zapasy wody.
Potem sytuacja zaczęła się pogarszać. Śnieg stopniał, deszczu nadal brakowało, a gleba traciła wilgoć. Tak pojawiła się susza glebowa — szczególnie niebezpieczna dla rolnictwa. Rośliny przestały mieć dostęp do wody w strefie korzeniowej, co oznacza słabsze plony i coraz większe straty.
Alarmują już nie tylko rolnicy. Problemy zauważyli także pszczelarze. Susza połączona z nocnymi przymrozkami ograniczyła dostęp owadów do pożywienia, a to może przełożyć się na bardzo słaby sezon miodowy.
Jeszcze bardziej niepokojące są jednak skutki widoczne w lasach. Wysuszona ściółka działa dziś jak łatwopalny materiał. Wystarczy chwila nieuwagi, iskra albo silny wiatr.
W maju ogień objął Puszczę Solską. Spłonęły ogromne połacie lasu — był to największy pożar leśny w Polsce od ponad trzech dekad. Wcześniej podobny scenariusz rozgrywał się w Biebrzańskim Parku Narodowym, gdzie przesuszone torfowiska zaczęły płonąć już w marcu.
Eksperci podkreślają, że takie sytuacje jeszcze kilka lat temu byłyby trudne do wyobrażenia.
Na pierwszy rzut oka prognozy mogą wydawać się mniej dramatyczne. IMGW przewiduje bowiem, że opady latem będą „w normie”. Problem polega na tym, że statystyki nie pokazują całej prawdy.
Bo dziś coraz częściej nie pada spokojny, wielogodzinny deszcz, który realnie nawadnia ziemię. Zamiast tego pojawiają się gwałtowne ulewy i burze.
W praktyce oznacza to, że miesięczna norma opadów może spaść w pół godziny.
Tyle że przesuszona ziemia nie jest już w stanie przyjąć takiej ilości wody. Zamiast wsiąkać w glebę i zasilać wody gruntowe, deszcz błyskawicznie spływa do rzek i kanalizacji. Efekt? Lokalne podtopienia, zalane ulice i coraz częstsze powodzie błyskawiczne — szczególnie w miastach.
Hydrolodzy tłumaczą to bardzo obrazowo: ziemia powinna działać jak gąbka, tymczasem zaczyna przypominać nieprzemakalną powierzchnię, po której woda po prostu ucieka.
A to oznacza, że mimo gwałtownych opadów susza hydrologiczna nadal się pogłębia.
Problem jest o tyle poważny, że to właśnie wody podziemne są ostatnim „zasilaniem” dla rzek w czasie długotrwałych okresów bez opadów. Jeśli ich poziom nadal będzie spadał, skutki odczuje nie tylko przyroda, ale również rolnictwo i gospodarka.
Niskie stany wód oznaczają też zagrożenie dla ekosystemów. Pogarszają się warunki życia ryb i innych organizmów wodnych, a w skrajnych przypadkach może dochodzić do masowego wymierania gatunków.
Naukowcy nie mają już większych wątpliwości: klimat w Polsce zmienia się szybciej niż jeszcze kilkanaście lat temu przewidywano.
Średnie temperatury rosną praktycznie nieprzerwanie od lat 80., ale prawdziwe przyspieszenie nastąpiło w ostatnich dwóch dekadach. Prognozy na tegoroczne lato pokazują skalę problemu.
Dla porównania — w latach 60. średnia temperatura lipca wynosiła około 16,7 stopnia Celsjusza. Dziś prognozy mówią nawet o ponad 20 stopniach średnio dla całego miesiąca.
To ogromna zmiana.
Wyższe temperatury oznaczają szybsze parowanie wody z gleby, rzek i roślin. Jednocześnie cieplejsza atmosfera magazynuje więcej wilgoci, co zwiększa ryzyko gwałtownych zjawisk pogodowych.
Dlatego dziś obserwujemy coś, co jeszcze niedawno wydawało się sprzeczne: suszę i powodzie występujące niemal równocześnie.
Eksperci mówią wprost — system klimatyczny wszedł w fazę zwiększonej częstotliwości zdarzeń ekstremalnych.
Topnieją lodowce Arktyki i Antarktydy, które przez dekady działały jak naturalny klimatyzator Ziemi. Odsłonięte powierzchnie oceanów i lądów pochłaniają coraz więcej energii cieplnej, co dodatkowo napędza globalne ocieplenie.
A skutki tego procesu coraz wyraźniej widać także w Polsce.
Nadchodzące lato może być kolejnym momentem granicznym. Nie chodzi już wyłącznie o wysokie temperatury czy kilka dni upałów. Coraz bardziej realny staje się scenariusz, w którym ekstremalna pogoda będzie nową codziennością.
I właśnie to niepokoi ekspertów najbardziej.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze