Reklama

Polska znów na krawędzi… i znów może oszukać los!

Reprezentacja Polski zdążyła już przyzwyczaić kibiców do jednego scenariusza: gdy droga na wielki turniej zaczyna się komplikować, biało-czerwoni potrafią odnaleźć się w barażowym chaosie. Nie zawsze błyszczą stylem, rzadko dominują rywali, ale w kluczowych momentach łączą doświadczenie, odporność psychiczną i… odrobinę szczęścia. To mieszanka, która w ostatnich latach działa zaskakująco skutecznie.

Dwa ostatnie cykle eliminacyjne – do mundialu 2022 i Euro 2024 – pokazały, że Polska potrafi przejść przez baraże jak przez pole minowe. Ostrożnie, momentami nerwowo, ale zawsze z końcowym sukcesem. Teraz staje przed szansą, by po raz trzeci z rzędu powtórzyć ten wyczyn i znów udowodnić, że w tej specyficznej formule czuje się wyjątkowo dobrze.


Barażowa szkoła przetrwania

Historia baraży w wykonaniu reprezentacji Polski nie jest długa, ale za to wyjątkowo treściwa. W XXI wieku biało-czerwoni przystępowali do nich tylko dwa razy – i oba zakończyli awansem.

Reklama

Droga do mundialu w Katarze zaczęła się jeszcze w eliminacjach, gdzie Polacy zajęli drugie miejsce w grupie za Anglią. Wszystko wskazywało na spokojne przygotowania do baraży, ale ostatni mecz – przegrany z Węgrami – skomplikował sytuację. Brak rozstawienia oznaczał trudniejszą ścieżkę i wyjazdowy półfinał.

Los wskazał Rosję, jednak wydarzenia polityczne sprawiły, że do meczu nie doszło. Polska otrzymała walkower i awansowała bezpośrednio do finału, gdzie czekała Szwecja. I właśnie wtedy objawiła się barażowa natura tej drużyny – chłodna, skuteczna i bezwzględna.

Reklama

Zwycięstwo 2:0, gol z rzutu karnego Roberta Lewandowskiego i trafienie Piotra Zielińskiego przypieczętowały awans. To nie był spektakl, ale był wynik – a w barażach to jedyna waluta, która naprawdę się liczy.


Od kompromitacji do awansu

Jeszcze bardziej wyboista była droga do Euro 2024. Eliminacje w wykonaniu Polaków były pełne rozczarowań – porażki, straty punktów i chaos, który doprowadził do zmiany selekcjonera. Fernando Santos odszedł, a jego miejsce zajął Michał Probierz.

Efekt? Trzecie miejsce w grupie i awans do baraży tylko dzięki Lidze Narodów.

Reklama

W półfinale Polacy zrobili to, czego od nich oczekiwano – pewnie pokonali Estonię 5:1. Prawdziwy test przyszedł jednak w finale, na wyjeździe z Walią. Mecz, który bardziej przypominał walkę o przetrwanie niż piłkarskie widowisko.

Bezbramkowy remis po 120 minutach, brak celnego strzału – a mimo to awans. Bohaterem został Wojciech Szczęsny, który w serii rzutów karnych obronił decydujący strzał. To był esencjonalny przykład barażowej filozofii: przetrwać, wytrzymać presję i wykorzystać moment.


Szansa na hat-trick

Dziś Polska znów stoi przed podobnym wyzwaniem. Eliminacje do mistrzostw świata 2026 nie dały bezpośredniego awansu, ale baraże – jak pokazuje historia – mogą okazać się sprzymierzeńcem.

Reklama

Zespół prowadzony przez Jan Urban trafił na Albanię w półfinale i zagra u siebie, co już jest znaczącym atutem. Potencjalny finał? Ukraina lub Szwecja – rywale wymagający, ale dalecy od europejskiej czołówki.

Co więcej, sytuacja kadrowa przeciwników również sprzyja Polsce. Możliwe absencje kluczowych zawodników w obu drużynach mogą odegrać rolę podobną do tej, jaką w poprzednich barażach odgrywały okoliczności losowe.

Nie oznacza to jednak, że wszystko rozstrzygnie się samo. Baraże to inny świat – tu nie liczy się ranking FIFA ani wcześniejsze wyniki. Liczy się koncentracja, detale i odporność na presję.

Reklama

Polacy już dwukrotnie udowodnili, że potrafią funkcjonować w tych warunkach. Jeśli zrobią to po raz trzeci, nie będzie można mówić o przypadku. To będzie znak, że baraże stały się ich specjalnością – może nie najpiękniejszą, ale za to piekielnie skuteczną.

Źródło: PAP, Zdj. PAP Aktualizacja: 26/03/2026 10:28
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wm.pl




Reklama