W jednej z ostatnich dzielnic biedy w Seulu doszło do potężnego pożaru, który strawił dziesiątki prowizorycznych domów. Z żywiołem walczyło ponad 1200 funkcjonariuszy, w tym strażacy i policjanci. Mieszkańcy musieli w pośpiechu uciekać, jednak – jak informują służby – nikt nie zginął.
Ogień wybuchł w piątek nad ranem w Guryong Village, na południu stolicy Korei Południowej. Nad okolicą unosiły się gęste kłęby czarnego dymu, widoczne z wielu części miasta. Strażacy przekazali, że sytuację w dużej mierze udało się opanować, a ratownicy przeszukują pogorzelisko w poszukiwaniu ewentualnych poszkodowanych.
Według lokalnych władz ewakuowano 47 osób. W zagrożonym rejonie mieszkało około 110 ludzi. Jedna z mieszkanek, 69-letnia Kim Ok-im, przyznała, że o pożarze dowiedziała się od sąsiada. – Wybiegłam z domu i zobaczyłam, jak płomienie szybko się rozprzestrzeniają – relacjonowała. Dodała, że wcześniej jej dom ucierpiał w powodzi i obawia się, że teraz straci wszystko.
Minister bezpieczeństwa Yun Ho-jung polecił zmobilizowanie całego dostępnego personelu i sprzętu, by ratować ludzi i jak najszybciej ugasić pożar. Z powodu gęstego dymu i pyłu nie można było użyć śmigłowców. Trwa ustalanie przyczyn zdarzenia.
Guryong Village to największe zachowane slumsy w Seulu, położone tuż obok luksusowych dzielnic, w tym bogatego Gangnam. Od lat uchodzą za symbol nierówności społecznych w Korei Południowej. Ze względu na planowaną przebudowę większość mieszkańców już się wyprowadziła, jednak wciąż pozostaje tam kilkaset gospodarstw domowych. Ciasna zabudowa i łatwopalne materiały sprawiają, że pożary w tej okolicy wybuchają regularnie.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze