Już prawie zasypiał, gdy do jego świadomości wdarł się wysoki, jednostajny i zawodzący głos muezzina. „No to mam po odpoczynku”, pomyślał nie bez złości i zaczął wsłuchiwać się w monotonne słowa skandowane przez dojrzałego wiekowo mężczyznę.
Doskonale wiedział, jak przebiega ceremonia wzywania wiernych na modlitwę, bowiem oglądał ów obrazek wielokrotnie przez okna swojego Honkera. Stary arab, którego pomarszczoną, ciemnobrązową twarz pokrywała siwa szczecina zarostu, siadał na rozchybotanym krzesełku, brał do ręki mikrofon i, z ułożonego na kolanach Koranu, odczytywał poszczególne wersety, symulując coś, co przy dużej dozie dobrej woli można było uznać za śpiew. Umocowany na szczycie minaretu wiekowy głośnik chrypiał niemiłosiernie, a to – skompilowane z wyciem sługi Allaha – dawało efekt tak piorunujący, że, przy tej dźwiękowej kakofonii, marcowe wrzaski kotów zdawały się przypominać kwilenie nakarmionego i przewiniętego niemowlęcia. Niespodziewanie, w dotychczasową paletę brzmień wkomponowała się palba z broni strzeleckiej. Niedoszły pensjonariusz morfeuszowych objęć z łatwością rozpoznał charakterystyczne trzaski wydawane przez karabinki Kałasznikowa, gęsto przetykane basami karabinów maszynowych Diegtiariowa. Już wiedział, że to podwładni generała Abbasa Fadila al-Hasaniego, szefa irackiej policji w muhafazie i mieście Karbala, walczą z bojówkami szyickiego duchownego Muktady as-Sadra. Nie było mowy o tym, aby w starciu brały udział jakiekolwiek regularne wojska koalicji antysaddamowskiej, bowiem wtedy ogień byłby utrzymany w reżimie, krótki i celowany, całkowicie odbiegający od dochodzącego do uszu bałaganu fonicznego. Podobne akcje nie robiły już na nikim najmniejszego wrażenia, bowiem islamskie powstanie, które wybuchło rankiem 2 kwietnia 2004 roku, trwało ponad trzy tygodnie, toteż wszyscy dawno do podobnych zajść przywykli. Leżący pomyślał, że skoro ze snu będą nici, to od zjedzenia dobrej kolacji nie powinna go odwieść nawet wielogodzinna nawała artyleryjska, a co dopiero taka pukanina, więc uniósł się z łóżka i zaczął przyodziewać mundur.