Bojownik z Czernihowa zginął od wybuchu granatu we własnym domu. Wcześniej przez rok walczył w Donbasie. Na jego powrót żona przyszykowała suto zastawiony powitalny stół. Podczas świętowania bojownik wyciągnął z torby granat, żeby pochwalić się przed bliskimi. "Pamiątka" wybuchła mu w rękach, zabierając życie samemu bojownikowi, jak również jego żonie, matce trójki dzieci.
- Apelujemy do żołnierzy sił zbrojnych, ochotników i wolontariuszy, aby nie zabierali ze sobą żadnej amunicji z linii frontu. Może to zagrozić ich życiu oraz życiu ich bliskich. Cena za to może być bardzo wysoka, a konsekwencje nieodwracalne - apeluje Sergij Bril, kierownik milicji w obwodzie czernihowskim.