Premier Mołdawii Alexandru Munteanu otwarcie poparł ideę zjednoczenia swojego kraju z Rumunią, podkreślając jednak, że jest to wyłącznie jego osobista opinia, a nie stanowisko całego rządu. Wcześniej podobną deklarację złożyła prezydent Maia Sandu.
W rozmowie z dziennikiem „Observatorul de Nord” Munteanu stwierdził, że w ewentualnym referendum zagłosowałby za połączeniem obu państw. Jednocześnie zaznaczył, że priorytetem władz w Kiszyniowie pozostaje obecnie integracja z Unią Europejską. – Myślę, że już robimy w tym kierunku więcej, niż to konieczne – dodał szef rządu.
Do kwestii zjednoczenia odniosła się niedawno także prezydent Maia Sandu w wywiadzie dla brytyjskiego podcastu „The Rest is Politics”. Przyznała, że osobiście popiera ten pomysł i zagłosowałaby „za”, ale podkreśliła, że większość obywateli Mołdawii nie podziela tego stanowiska.
Słowa Sandu wywołały ostrą reakcję prorosyjskiej opozycji. Partia Komunistyczna zażądała jej odwołania z urzędu i postawienia przed sądem, zarzucając jej działanie wbrew interesom państwa.
Ekspert Ośrodka Studiów Wschodnich Kamil Całus ocenił w rozmowie z PAP, że tego typu wypowiedzi nie oznaczają zmiany kursu politycznego Mołdawii. Jego zdaniem w najbliższej przyszłości nie należy spodziewać się istotnych korekt w relacjach Kiszyniowa z Bukaresztem.
Historycznie tereny dzisiejszej Mołdawii należały do Rumunii do 1940 roku, kiedy zostały włączone do ZSRR. Po rozpadzie Związku Radzieckiego w 1991 roku Mołdawia odzyskała niepodległość, a temat ewentualnego zjednoczenia z Rumunią regularnie powraca w debacie publicznej.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze