Pedagog z powołania, mediatorka, a od kilku lat wiceprezeska stowarzyszenia Żółty Szalik. Choć Małgorzata Dębicka twierdzi, że jest impulsywna, od lat uczy innych, jak rozmawiać, godzić się i odnajdywać sens — niezależnie od wieku. Poznajcie kobietę, dla której praca na rzecz innych to nie obowiązek, a przeznaczenie.
Wszystko w jej życiu zawodowym i osobistym kręci się wokół powiatu braniewskiego. Dziś mieszka na wsi, ale sercem wciąż jest blisko spraw mieszkańców zarówno Braniewa, jak i Fromborka. Choć jej zawodowa ścieżka wydaje się idealnie prosta, stał za nią... czysty przypadek.
— Odkąd pamiętam, moim marzeniem była filologia polska — wspomina Małgorzata Dębicka. — Za pierwszym razem się nie dostałam, chociaż z polskiego miałam same piątki! Za drugim razem, gdy się udało, moje życie kompletnie się zmieniło: założyłam rodzinę, pojawiło się dziecko. To nie były czasy internetu; studiowanie w takich warunkach byłoby niezwykle trudne, więc zrezygnowałam. Wtedy kuzynka powiedziała mi, że w Olsztynie przyjmują bez egzaminów na pedagogikę opiekuńczo-wychowawczą. Szczerze mówiąc, nawet nie wiedziałam, co to dokładnie jest. Po prostu bardzo chciałam studiować. Na miejscu okazało się, że egzaminy jednak są.
Zdałam. Myślę, że to był dobry wybór. Czasami los sam nas prowadzi i wybiera dla nas najlepszą drogę.
Pragnienie studiowania literatury jednak pozostało. Po latach moja rozmówczyni zapisała się na podyplomową polonistykę, ale tym razem zrezygnowała już świadomie. Uznała, że kilkunastomiesięczny kurs nie dorówna pięciu latom rzetelnych studiów, a rzeczywistość filologa okazała się mniej romantyczna, niż sądziła. Została przy pedagogice. Przez lata pracowała w Zespole Szkół Budowlanych w Braniewie jako pedagog i doradca zawodowy. Tam uczyła się młodzieży, a młodzież uczyła się od niej.
W szkole nie lubiła sztywnych ram. Zamiast moralizatorstwa, wolała działać.
— Zawsze byłam zwolenniczką tzw. profilaktyki alternatyw. Zamiast powtarzać młodzieży: „Nie pal, nie pij, bo to niezdrowe”, starałam się pokazywać jej, co może zrobić, żeby fajnie się bawić i dobrze czuć we własnym towarzystwie bez używek. Stawiałam na zajęcia integracyjne, gry, wspólne aktywności — wylicza Małgorzata Dębicka.
Ta otwartość zaprowadziła ją na roczny kurs mediacji i interwencji kryzysowej w Olsztynie, gdzie uczyła się od samego Jerzego Śliwy. Przez 12 lat pracowała jako mediator sądowy, pomagając skonfliktowanym ludziom wypracować kompromis poza salą rozpraw. Zrezygnowała z tego dopiero dwa lata temu. Czego nauczyło ją to doświadczenie?
— Przede wszystkim pokory. To był niezwykle ważny rozdział w moim życiu, a nabyte umiejętności wykorzystywałam także w pracy pedagogicznej w szkole. Mediacja pokazała mi, że ludzie naprawdę potrafią się dogadać, ale pod jednym warunkiem: muszą tego chcieć obie strony. To była niesamowita przygoda, choć ogromnie wyczerpująca emocjonalnie. Bywały dni, kiedy po powrocie do domu zasypiałam na siedząco. Ale satysfakcja, gdy udawało się doprowadzić do zgody, była warta każdego wysiłku — opowiada.
Czy do takiej pracy trzeba mieć anielski spokój? Moja rozmówczyni śmieje się serdecznie. — Skądże! Z natury jestem bardzo impulsywna i nerwowa. Ale nauczyłam się panować nad sobą, co kosztowało mnie mnóstwo pracy i wewnętrznego wysiłku — przyznaje.
Przełom w życiu Małgorzaty Dębickiej nastąpił dzięki młodzieży i ludziom z olsztyńskiej Federacji Organizacji Socjalnych (FOSa). Wspólne projekty pozaszkolne i zajęcia animacyjne sprawiły, że wsiąknęła w tak zwany trzeci sektor.
Dla niektórych nie było to zaskoczeniem. Bartłomiej Głuszak, związany ze środowiskiem organizacji pozarządowych, od dawna powtarzał Małgorzacie Dębickiej, że jej przyszłość jest w Żółtym Szaliku. Ostatecznie miał rację. Gdy w stowarzyszeniu doszło do zmian i stery przejął Marek Zbytniewski, jej zaproponowano funkcję wiceprezeski. Pełni ją już od kilku lat. Zaangażowała się na tyle, że dwa lata temu podjęła odważną decyzję: zrezygnowała z etatu w szkole, przechodząc na nauczycielskie świadczenie kompensacyjne, by w pełni oddać się pracy w stowarzyszeniu.
Nazwa organizacji budzi ciekawość, ale wbrew pozorom nie ma nic wspólnego z problemami uzależnień, choć nawiązuje do słynnego filmu z Januszem Gajosem.
— W filmie „Żółty szalik” tytułowy rekwizyt był symbolem siły, pewności siebie i umiejętności radzenia sobie z problemami. Ilekroć główny bohater go gubił, wpadał w tarapaty. Nasz Żółty Szalik ma przed tymi tarapatami chronić — tłumaczy Małgorzata Dębicka.
Dziś stowarzyszenie prężnie działa na terenie powiatu braniewskiego. Prowadzi m.in. Klub Integracji Społecznej, przygotowując ludzi do aktywności społecznej i zawodowej.
— Skupiamy się głównie na sferze społecznej. Choćbyśmy najlepiej przygotowali naszych uczestników, rynku pracy nie zmienimy. Ale jeśli damy im kompetencje społeczne i wiarę w siebie, poradzą sobie w życiu znacznie lepiej — stwierdza moja rozmówczyni.
Żółty Szalik właśnie rusza z nowym projektem „Braniewska Akademia Obywatelska” (dofinansowanym z programu FIO), stawiającym na aktywizację seniorów i działania międzypokoleniowe. Wspólnie z GOPS w Braniewie realizuje też program usług społecznych dla starszych osób i ich opiekunów.
— To praca, która daje mi ogromną satysfakcję. Seniorzy, często w wieku 60+, a nierzadko blisko osiemdziesiątki, przychodzą, by porozmawiać. Ja przygotowuję wiodący temat, ale zawsze jest czas na to, by opowiedzieć, co u nas słychać i co nas gryzie. Wspólnie zastanawiamy się, jak realnie poprawić jakość życia starszych osób w gminie. Organizujemy porady prawne, dietetyczne, spotkania z zaprzyjaźnionym fizjoterapeutą, a nawet transport do lekarza czy urzędu. Wspieramy też opiekunów starszych osób — opowiada Małgorzata Dębicka.
W strukturach stowarzyszenia znajduje się również Uniwersytet Trzeciego Wieku we Fromborku, zrzeszający 40 słuchaczy.
Choć strategiczne projekty i wnioski o dofinansowania to domena prezesa stowarzyszenia, moja rozmówczyni ma swoje marzenia: chciałaby zabrać seniorów na zagraniczną wycieczkę i pokazać im kawałek świata. To może się udać m.in. dzięki takim programom jak Erasmus.
Małgorzata Dębicka przez lata pracowała z młodzieżą, dziś jej codziennością są seniorzy. Jak udaje jej się znaleźć wspólny język z tak skrajnymi grupami wiekowymi?
— Kluczem jest empatia, ale, nie daj Boże, nie ta przesadna. Zbyt duża empatia nie pomaga, sprawia jedynie, że zamiast rozwiązywać problem, zaczynamy nad nim wspólnie biadolić. — Moja rozmówczyni śmieje się.
I dodaje: — Dziś pracuje mi się łatwiej z seniorami, bo jestem w wieku zbliżonym do moich podopiecznych. Łatwiej mi wyobrazić sobie ich codzienność. Przeszłam już prawie wszystkie etapy życia osobistego, a razem z nimi zawodowego. I choć staram się nadążać za technologią, to kiedy słucham moich wnuczek, czasem łapię się na tym, że nie rozumiem, o czym mówią. Ale zaraz przypominam sobie, jak moja babcia patrzyła na mnie. Przepaść międzypokoleniowa to mit: zmieniają się realia i technologia, ale ludzkie problemy od wieków pozostają te same. Młodzież nie jest gorsza ani lepsza. Jest po prostu inna — podkreśla Małgorzata Dębicka.
Pytana o to, czego do szczęścia potrzebują mieszkańcy takich miast jak Braniewo czy Frombork, odpowiada z namysłem, że jakość życia w regionie bardzo się poprawiła. Diabeł tkwi jednak nie w szczegółach, a… w skali. — Ogromnym problemem jest wykluczenie komunikacyjne. Niektóre kursy są likwidowane, bo są nieopłacalne. Jeśli autobus do jakiejś miejscowości jeździ raz dziennie, to trudno mówić o realnym dostępie do miasta. Seniorzy często zwracają też uwagę na zwykłe rzeczy, na przykład ławki. Bo nawet jeśli są, to ile ich jest? Dwie? Trzy? — zastanawia się moja rozmówczyni.
Ale po chwili dodaje, że Braniewo i Frombork ceni przede wszystkim za to, jak pozytywnie się zmieniają. — Widzę, że są ludzie, którzy naprawdę starają się poprawiać jakość życia mieszkańców, i to naprawdę mnie cieszy — zaznacza wiceprezeska Żółtego Szalika.
Kiedy na końcu pytam, czy jej przeznaczeniem jest praca z ludźmi i dla ludzi, odpowiada: — Chyba w ogóle praca. Mój mąż śmieje się, że ja nie szukam zarobku, tylko pracy. I coś w tym chyba rzeczywiście jest.
Kamila Kornacka
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze