Szacunki są bezlitosne: w Polsce rocznie marnuje się około 5 mln ton żywności, z czego największą część wyrzucają gospodarstwa domowe. To tak, jakby w każdej sekundzie do kosza trafiało 184 bochenki chleba – tylko z naszych kuchni. Przeciętna rodzina wyrzuca jedzenie warte około 3 tys. zł rocznie, a problem jest na tyle poważny, że ruszyła ogólnopolska kampania „Żywność to wartość”, zachęcająca do zmiany codziennych nawyków.
Badania dotyczące marnowania żywności w Polsce pokazują, że na wszystkich etapach łańcucha – od produkcji, przez handel, po nasze domy – rocznie ginie niemal 5 mln ton jedzenia. Najwięcej tracimy jednak we własnych gospodarstwach: aż 60 proc. zmarnowanej żywności pochodzi właśnie z domowych lodówek i spiżarni.
Przeliczone na codzienne doświadczenie wygląda to jeszcze bardziej obrazowo. W ciągu sekundy w polskich domach wyrzucamy równowartość 184 bochenków chleba. W skali roku daje to 92 kg jedzenia na osobę i około 3 tys. zł strat dla przeciętnej rodziny.
W statystykach niechlubne pierwsze miejsce zajmuje pieczywo – chleb i bułki, które szybko czerstwieją, jeśli kupujemy je „na zapas”. Tuż za nimi są świeże owoce, warzywa oraz wędliny. Wspólny mianownik jest jeden: produkty łatwo psujące się, kupowane w zbyt dużych ilościach i przechowywane w niewłaściwy sposób.
Eksperci zwracają uwagę, że rzadko chodzi o prawdziwy brak pieniędzy na jedzenie. Częściej winne są impulsywne zakupy, brak planu posiłków i nieczytanie etykiet z terminami przydatności. Do kosza trafia to, czego nie zdążyliśmy zjeść, bo wcześniej skusiły nas promocje i „okazyjne” wielopaki.
Wyrzucony bochenek chleba to nie tylko kilka złotych mniej w portfelu. Razem z nim do śmieci trafia woda zużyta przy uprawie zboża, energia potrzebna do wypieku, praca rolników, piekarzy, kierowców i sprzedawców. Przy rosnących cenach żywności i energii każda kromka ma dziś szczególną wartość – także ekologiczną.
Z perspektywy państwa marnowanie żywności to również problem gospodarczy: miliony ton jedzenia trzeba przetransportować i zutylizować, co generuje kolejne koszty i emisje gazów cieplarnianych.
Kampania „Żywność to wartość” przypomina, że kupowanie za dużo jedzenia kończy się nie tylko wyrzucaniem części produktów, ale także przejadaniem się. Jadłospis oderwany od realnych potrzeb organizmu sprzyja nadwadze, otyłości i chorobom cywilizacyjnym – cukrzycy typu 2, nadciśnieniu czy problemom sercowo-naczyniowym.
Planowanie posiłków, wybieranie mniejszych porcji i dokładne wykorzystywanie tego, co już mamy w domu, pomaga utrzymać zdrową dietę i jednocześnie ograniczyć marnotrawstwo.
Specjaliści podkreślają, że skali problemu nie da się odwrócić jedną kampanią, ale codzienne drobne decyzje każdego z nas naprawdę robią różnicę. Wskazują kilka podstawowych nawyków:
Lista zakupów i plan posiłków – zakupy róbmy z gotowym spisem produktów, opartym na tym, co faktycznie zjemy w ciągu kilku dni.
Lepsze przechowywanie – pieczywo w chlebaku lub bawełnianym worku, warzywa i owoce w odpowiednich szufladach lodówki, z dala od źródeł ciepła.
Zasada „pierwsze weszło, pierwsze wyszło” – produkty z krótszym terminem kładźmy z przodu półki, by sięgać po nie w pierwszej kolejności.
Kreatywne wykorzystanie resztek – czerstwy chleb może stać się grzankami, bułką tartą, zapiekanką lub składnikiem nowych dań; warzywa z końcówką świeżości świetnie nadają się do zup i sosów.
Dzielenie się jedzeniem – w wielu miastach działają jadłodzielnie, do których można zanieść nadwyżki żywności zamiast wyrzucać je do kosza.
Przez lata chleb był symbolem dostatku i ciężkiej pracy – produktem, którego nie wolno było marnować. Dzisiejsze statystyki pokazują, jak bardzo o tym zapomnieliśmy.
Każdy z nas może jednak zmienić tę historię we własnej kuchni. Wystarczy odrobina planowania, szacunku do jedzenia i świadomości, że za każdym bochenkiem stoją konkretne zasoby i ludzie. Jeśli w skali kraju uda się choć trochę zmniejszyć liczbę „184 bochenków na sekundę”, zyska na tym nasz domowy budżet, zdrowie i środowisko.
red.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze