23-letni Julek jeszcze niedawno ratował innych jako kierowca karetki. Dziś sam potrzebuje pomocy po dramatycznym wypadku na autostradzie, gdy na ciemny odcinek drogi nagle wybiegł ogromny łoś. Młody mężczyzna cudem przeżył, ale by odzyskać sprawność, potrzebuje miesięcznie około 30 tys. zł na intensywną, prywatną rehabilitację, której nie zapewnia system publiczny.
Do wypadku doszło wieczorem 25 września 2025 r. Julek jechał autostradą ze swoją narzeczoną Natalią. Na tym odcinku drogi nie było oświetlenia – żadnej latarni, tylko mrok. W pewnym momencie, jak relacjonują bliscy, tuż przed maską samochodu z ciemności wyłonił się ogromny łoś. Wszystko wydarzyło się w ułamkach sekund, młody kierowca nie miał czasu na reakcję.
Natalia wspomina, że zdążyła jedynie zamknąć oczy, a potem poczuła potężne uderzenie. Opisuje, że samochód „zgniatał się jak puszka”. Siła zderzenia była tak ogromna, że auto zostało poważnie zniszczone, a Julek – uwięziony wewnątrz – odniósł rozległe obrażenia.
Na miejscu szybko pojawiły się służby ratunkowe. Stan 23-latka określono jako krytyczny. Był nieprzytomny, a w skali Glasgow (GCS) oceniono go na 3 punkty – to najniższa możliwa wartość, świadcząca o najgłębszych zaburzeniach świadomości i bezpośrednim zagrożeniu życia. Już wtedy było jasne, że walka o jego powrót będzie bardzo trudna.
Badania wykazały liczne złamania kości twarzoczaszki, złamanie podstawy czaszki, obrzęk mózgu oraz krwiaki przymózgowe. Dodatkowo doszło do rozległych uszkodzeń tkanek miękkich twarzy. Julek wymagał natychmiastowej stabilizacji funkcji życiowych, podłączenia do respiratora, głębokiej sedacji, a następnie tracheostomii. Założono mu również PEG – specjalną przetokę do żywienia dojelitowego.
Dziś, po tygodniach leczenia, Julek przebywa w Wojskowym Instytucie Medycznym. Stan młodego mężczyzny stopniowo się poprawia. Jak podkreślają bliscy, najważniejsza wiadomość brzmi: mózg nie został uszkodzony. Julek logicznie myśli, orientuje się w sytuacji, rozumie, co się wokół niego dzieje.
Ma jednak za sobą rozległe operacje rekonstrukcyjne kości twarzoczaszki, dlatego mówienie jest dla niego bardzo trudne. Porozumiewa się za pomocą tabletu – pisze wiadomości, odpowiada na pytania, komunikuje swoje potrzeby i emocje. Zespół medyczny stopniowo go uruchamia, Julek jest już „stawiany na nogi”, pierwsze próby pionizacji dają nadzieję, że wróci do samodzielnego funkcjonowania.
Lekarze i rodzina są zgodni: aby maksymalnie wykorzystać potencjał młodego organizmu i szansę na powrót do sprawności, konieczna jest bardzo intensywna neurorehabilitacja. Chodzi o codzienną, wielogodzinną pracę z zespołem specjalistów – fizjoterapeutami, neurologopedą, terapeutami zajęciowymi – w wyspecjalizowanym ośrodku, m.in. w Otwocku, gdzie takie leczenie jest prowadzone komercyjnie.
Standardowa rehabilitacja finansowana przez Narodowy Fundusz Zdrowia oznacza zwykle kilka zabiegów dziennie. W przypadku tak ciężkich obrażeń to za mało. Bliscy Julka podkreślają, że tylko intensywny, wieloetapowy program daje realną szansę, by w ciągu kilku miesięcy młody mężczyzna mógł wrócić do możliwie normalnego życia – samodzielnego poruszania się, komunikacji, a w przyszłości także pracy.
Koszt takiej rehabilitacji liczony jest w dziesiątkach tysięcy złotych. Szacunki mówią o około 30 tys. zł miesięcznie przez co najmniej pół roku. To kwota, która dla Julka i jego narzeczonej – młodej pary dopiero układającej wspólne życie – jest nieosiągalna bez wsparcia innych.
Dlatego rodzina, przyjaciele i znajomi zorganizowali zbiórkę za pośrednictwem portalu zbiórkowego jednej z fundacji zajmujących się pomocą osobom po ciężkich wypadkach. Celem jest zebranie 200 tys. zł – suma, która pozwoli sfinansować półroczną, intensywną rehabilitację neurologiczną. Fundacja pobiera od wpłat opłatę manipulacyjną na poziomie 6 proc., co również zostało uwzględnione przy wyliczaniu potrzebnej kwoty.
Do 9 grudnia 2025 r. na koncie zbiórki było już 93 tys. zł – niemal połowa zakładanego celu (46,5 proc.). Każda wpłata przybliża Julka do rozpoczęcia turnusu rehabilitacyjnego, na który powinien trafić jak najszybciej, zanim minie tzw. „złoty czas” na odbudowę utraconych funkcji po urazach mózgu i twarzoczaszki.
Bliscy przypominają, że mimo tragicznego wypadku Julek wciąż ma ogromny potencjał – jest młody, zmotywowany, otoczony wsparciem. Warunek jest jeden: potrzebuje profesjonalnej opieki, której publiczny system w takim wymiarze zapewnić nie może.
Natalia nie ukrywa, że ich życie w jednej chwili zostało przewrócone do góry nogami. Mówi wprost, że wypadek „zniszczył ich plany” i postawił parę w zupełnie nowej, trudnej rzeczywistości. Zamiast przygotowań do wspólnej przyszłości, jest szpital, walka o każdy postęp i codzienna troska o to, czy uda się zebrać pieniądze na kolejne tygodnie rehabilitacji.
Przyjaciele Julka podkreślają, że za zbiórką nie stoi żadna kampania czy duża organizacja – to inicjatywa ludzi, którzy poznali go jako zaangażowanego, życzliwego, „fajnego młodego człowieka”. Wcześniej to on, jako kierowca karetki, brał udział w ratowaniu innych. Dziś role się odwróciły – to on potrzebuje pomocy, by znów móc stanąć na własnych nogach.
red.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze