Dziś każde z małżonków samodzielnie decyduje, jakie nazwisko będzie nosić po ślubie. Jeszcze sto lat temu sytuacja Polek wyglądała zupełnie inaczej. Przepisy obowiązujące w II Rzeczypospolitej wymagały co do zasady, aby żona przyjęła nazwisko męża, a język i prawo odzwierciedlały podporządkowaną pozycję kobiet.
Przez stulecia nazwisko mężatki miało wskazywać przede wszystkim jej związek z mężem. Charakterystyczna końcówka „-owa” była dodawana do jego nazwiska, imienia, zawodu lub pełnionej funkcji. W ten sposób powstawały formy takie jak Wilkowa, Orzeszkowa, Kowalowa, Janowa czy Jakubowa.
W przypadku nazwisk zakończonych na „-a” używano między innymi form Sapieżyna lub Zarembina. Inne nazwiska przyjmowały żeńską końcówkę „-a”, jak Bracka czy Jabłkowska. Osobne określenia stosowano wobec niezamężnych kobiet, których nazwiska kończono na „-ówna” lub „-anka”. Jeszcze w 1930 roku Ministerstwo Spraw Wewnętrznych wydawało wskazówki dotyczące tworzenia żeńskich form nazwisk na podstawie nazwisk mężczyzn.
Takie konstrukcje językowe nie były jedynie elementem tradycji. Pokazywały, że tożsamość kobiety określano przez jej stan cywilny oraz relację z ojcem albo mężem. W przypadku mężczyzn nazwisko nie ujawniało, czy są żonaci, samotni lub owdowiali.
Po odzyskaniu niepodległości w 1918 roku Polska nie miała jednolitego prawa małżeńskiego. W poszczególnych częściach kraju nadal obowiązywały regulacje odziedziczone po państwach zaborczych: Rosji, Prusach i Austrii.
Choć systemy prawne różniły się w wielu szczegółach, w kwestii nazwiska łączyła je podstawowa zasada – żona przyjmowała nazwisko męża. Polskie władze podejmowały próby ujednolicenia prawa, jednak w okresie międzywojennym nie udało się wprowadzić jednolitego kodeksu małżeńskiego.
Jedną z najważniejszych prób był przygotowany pod koniec lat 20. XX wieku projekt prawa małżeńskiego, nazywany projektem Lutostańskiego. Zakładał on między innymi, że kobieta mogłaby zachować nazwisko rodowe i połączyć je z nazwiskiem męża, gdyby złożyła odpowiednie oświadczenie w akcie małżeństwa.
Projekt wzbudził jednak poważne spory polityczne, społeczne i religijne. Krytykowali go przedstawiciele środowisk konserwatywnych oraz Kościoła katolickiego. Ostatecznie nie uzyskał mocy obowiązującej, a w II Rzeczypospolitej nadal funkcjonowała prawna mozaika odziedziczona po zaborcach.
Postulaty dotyczące prawa kobiet do własnego nazwiska pojawiały się jeszcze przed 1918 rokiem. Temat podejmował między innymi wydawany w Warszawie „Ster”, określający się jako organ równouprawnienia kobiet polskich.
W 1911 roku jedna z publicystek pisała, że „mężczyźni uważają za rodzaj wspaniałomyślności danie kobiecie swego nazwiska”. Autorka uznawała tę praktykę za naruszenie kobiecej indywidualności i przewidywała, że z czasem każde z małżonków będzie pozostawało przy własnym nazwisku.
Spór o nazwisko był częścią szerszej debaty o prawnej pozycji kobiet. Ówczesne przepisy mogły zobowiązywać żonę do zamieszkania z mężem i podporządkowania się jego decyzjom. W razie konfliktu dotyczącego dzieci uprzywilejowaną pozycję miał ojciec. Krytyczki tych regulacji wskazywały, że zmiana nazwiska była jednym z symboli utraty samodzielności po zawarciu małżeństwa.
Za jeden z symbolicznych początków międzynarodowego sprzeciwu wobec tego zwyczaju uznawana jest postawa amerykańskiej działaczki Lucy Stone. Po ślubie zawartym w 1855 roku odmówiła przyjęcia nazwiska męża i wraz z nim publicznie zaprotestowała przeciwko przepisom podporządkowującym żonę mężowi.
Prawo do zachowania dotychczasowego nazwiska Polki uzyskały po II wojnie światowej. Nie oznaczało to jednak natychmiastowego wprowadzenia pełnej równości małżonków.
Pierwotne przepisy Kodeksu rodzinnego i opiekuńczego z 1964 roku pozwalały żonie zachować własne nazwisko albo dodać do niego nazwisko męża. Regulacje nie były jednak symetryczne – nie przewidywały na takich samych zasadach możliwości przyjęcia przez mężczyznę nazwiska żony.
Pełne zrównanie sytuacji obojga małżonków przyniosła nowelizacja uchwalona 24 lipca 1998 roku. Od tego czasu przepisy nie wskazują, że którekolwiek z małżonków powinno przyjąć nazwisko drugiego.
Obecnie o nazwisku noszonym po ślubie decyduje oświadczenie składane przed kierownikiem urzędu stanu cywilnego. Małżonkowie mogą wybrać wspólne nazwisko należące wcześniej do jednego z nich. Każde z nich może też zachować własne nazwisko albo połączyć je z nazwiskiem drugiej osoby.
Nazwisko powstałe z połączenia nie może składać się z więcej niż dwóch członów. Przepisy nie narzucają kolejności, dlatego możliwe jest zarówno dodanie nazwiska męża do nazwiska żony, jak i odwrotne zestawienie. Gdy małżonkowie nie złożą żadnego oświadczenia, każde z nich pozostaje przy dotychczasowym nazwisku.
Mimo pełnej swobody prawnej większość kobiet nadal przyjmuje po ślubie nazwisko męża. Według danych przywoływanych w opracowaniach w 2015 roku wyłącznie własne nazwisko zachowało około 5 procent Polek, a w 2021 roku było to ponad 7,5 procent.
Badanie obejmujące ponad 343 tys. decyzji zarejestrowanych w 234 urzędach stanu cywilnego w Wielkopolsce i na Podkarpaciu potwierdziło dominację tradycyjnego rozwiązania. W zależności od wielkości gminy nazwisko męża przyjmowało od około 84 do ponad 90 procent kobiet. Jednocześnie w miastach częściej wybierano nazwiska dwuczłonowe lub pozostawano przy nazwisku rodowym. Autorzy zaznaczyli, że badanie nie obejmowało całej Polski, ale wskazywało na stopniową zmianę społecznych praktyk.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze