Takich 80. urodzin Maryla Rodowicz się nie spodziewała. W dniu swojego święta, 8 grudnia, w drzwiach jej domu pojawiła się Iga Świątek wraz z Darią Abramowicz. Niespodziewana wizyta tenisistki kompletnie odebrała artystce mowę, a pamiątka po tym spotkaniu – wyjątkowa rakieta – zajęła honorowe miejsce w jej domu.
Maryla Rodowicz opisała, że gdy otworzyła drzwi i zobaczyła w progu mistrzynię Wimbledonu w towarzystwie psycholożki sportowej Darii Abramowicz, „stała jak słup soli” i nie była w stanie „wydukać dwóch zdań”. Przyznała, że wciąż trudno jej uwierzyć w to, co się wydarzyło.
Artystka podejrzewa, że za całą akcją stoi jej menedżment, ale – jak podkreśliła – „kto by to nie był, to dziękuję”. Choć zwykle nie przepada za urodzinami, tym razem emocje, życzenia i spotkania sprawiły, że dzień był dla niej naprawdę wyjątkowy.
Największym zaskoczeniem okazał się prezent urodzinowy. Maryla opisała, że podarowana rakieta „jeszcze kilka godzin wcześniej nie była jej”, a teraz stoi w domu jako szczególna pamiątka tego spotkania. Dodała też, że to właśnie dla Igi „zarywa noce” i ogląda jej mecze, a podczas transmisji zdarza jej się krzyczeć do telewizora: „koncentracja, k**a, Iga, koncentracja!”.
Wokalistka w swoim stylu nawiązała do jednej z własnych piosenek, przyznając, że patrząc na rakietę, pomyślała: „lecz przed nami, jeszcze przed nami największa miłość i najcięższy grzech”. Po chwili sama siebie zgasiła żartem, że tym razem „poniosło ją” trochę za bardzo – bo przecież mówi o… rakiecie.
Jednym z najbardziej uroczych szczegółów tej wizyty okazało się zachowanie kota Maryli Rodowicz. Artystka opisała swojego syberyjczyka jako zwierzę o mocnym charakterze, które zwykle trzyma dystans. Tym razem jednak kot położył się przy Idze Świątek i tak wytrwał do końca spotkania. Maryla skomentowała, że „to nie jest normalne u niego, ale kto koty zrozumie”.
Do relacji dołączyła urodzinowe zdjęcia z wizyty, żartując, że „sięga Idze do brody”. Dodała, że przez cały dzień praktycznie nie odbierała telefonu, ale za to przyjmowała kolejne bukiety. Wieczorem miała wrażenie, jakby siedziała „w kwiaciarni, albo i lepiej”.
Nie jest tajemnicą, że Maryla Rodowicz od lat jest zapaloną fanką tenisa. Wspomina, że wszystko zaczęło się podczas wakacji w Bułgarii, gdzie była z Agnieszką Osiecką. Na Słonecznym Brzegu zobaczyły korty i przystojnego trenera, a artystka natychmiast zapisała się na lekcje, choć zajęcia odbywały się w samo południe przy czterdziestostopniowym upale.
Jak opowiadała, dała radę wytrzymać trudne warunki i tak wciągnęła się w tenis, że zaczęła jeździć z rakietą wszędzie – w nadziei, że znajdzie kort i chwilę na grę. Po treningach wracała do domu, włączała transmisje meczów i analizowała ruchy zawodowców, obiecując sobie, że na kolejnym treningu „też będzie tak przebierać nogami i tak się ustawiać do piłki”.
Dla kogoś, kto tyle lat z pasją śledzi tenis, wizyta mistrzyni Wimbledonu w domu z okazji 80. urodzin musiała być czymś więcej niż tylko niespodziewanym gościnnym wejściem. Sama Maryla nie ma wątpliwości, że są to urodziny, których długo nie zapomni.
red.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze