Instytut Pamięci Narodowej ma nowego prezesa. Sejm zdecydował, że stanowisko obejmie Mateusz Szpytma, dotychczasowy zastępca szefa IPN. Jego kandydatura od początku budziła polityczne emocje, a ostateczny wynik głosowania pokazał, że w tej sprawie podziały przebiegły nie tylko między rządem a opozycją. Szpytmę poparła bowiem część ugrupowań tworzących koalicję rządzącą.
Za powołaniem Mateusza Szpytmy na prezesa IPN opowiedziało się 226 posłów. Przeciw zagłosowało 194 parlamentarzystów, natomiast cztery osoby wstrzymały się od głosu.
Największe poparcie Szpytma otrzymał ze strony Prawa i Sprawiedliwości. Za jego kandydaturą zagłosowało 168 posłów tego ugrupowania. Poparli go również wszyscy głosujący przedstawiciele PSL – łącznie 32 parlamentarzystów – a także 12 posłów Konfederacji i ośmioro przedstawicieli Polski 2050. Do tej grupy dołączyło trzech posłów koła Demokracja Bezpośrednia oraz trzech parlamentarzystów niezrzeszonych.
Przeciwko kandydaturze opowiedziało się natomiast 150 posłów Koalicji Obywatelskiej i 21 parlamentarzystów Lewicy. Sprzeciw wyraziło również 11 posłów Centrum, troje przedstawicieli Polski 2050, czterech posłów Razem, trzech parlamentarzystów Konfederacji Korony Polskiej oraz dwóch posłów niezrzeszonych.
Taki rozkład głosów sprawił, że wybór nowego prezesa IPN stał się kolejnym przykładem różnic wewnątrz koalicji rządzącej. Podczas gdy KO i Lewica zdecydowanie sprzeciwiały się kandydaturze Szpytmy, politycy PSL udzielili mu pełnego poparcia. Za historykiem opowiedziała się również część klubu Polski 2050.
Ludowcy swoją decyzję sygnalizowali już wcześniej, podczas prac komisji. Poseł PSL Jarosław Rzepa podkreślał, że klub zamierza jednomyślnie poprzeć kandydaturę Szpytmy. Wśród argumentów przemawiających za jego wyborem wymieniał działalność związaną z upowszechnianiem historii rodziny Ulmów oraz zainteresowanie historią ruchu ludowego, które Szpytma miał konsekwentnie akcentować podczas swojej pracy w IPN.
Wybór Szpytmy od początku nie był jednak pozbawiony kontrowersji. Politycy Koalicji Obywatelskiej i Lewicy zwracali uwagę na publiczny apel podpisany przez ponad 240 przedstawicieli środowiska naukowego. Jego autorzy bardzo krytycznie oceniali dotychczasową działalność kandydata i zarzucali mu współodpowiedzialność za polityczne zaangażowanie Instytutu.
Sygnatariusze przekonywali, że deklarowany przez Szpytmę profesjonalizm i polityczna niezależność nie odpowiadają – w ich ocenie – rzeczywistemu kierunkowi, w którym IPN zmierzał w ostatnich latach. Instytut określili jako instytucję silnie podporządkowaną politycznej narracji Prawa i Sprawiedliwości, a samego Szpytmę uznali za jedną z osób kojarzonych z tym procesem.
Pod apelem podpisali się znani historycy i przedstawiciele innych dziedzin nauk humanistycznych. Wśród nich znaleźli się m.in. Rafał Wnuk, Dariusz Libionka, Andrzej Friszke, Andrzej Zakrzewski, Antoni Dudek, Paweł Machcewicz, Marcin Kula, Andrzej Leder oraz Marcin Zaremba.
Dla Mateusza Szpytmy Instytut Pamięci Narodowej nie jest nowym miejscem. Z jego kierownictwem związany jest od lat, a od 2016 roku pełnił funkcję zastępcy prezesa IPN. Teraz przejmuje stery całej instytucji, zastępując na stanowisku Karola Nawrockiego.
Choć samo głosowanie zakończyło proces wyboru w Sejmie, polityczna dyskusja wokół nowego prezesa zapewne szybko nie wygaśnie. Wynik pokazał bowiem coś więcej niż tylko poparcie dla konkretnego kandydata. Ujawnił także wyraźną różnicę stanowisk między ugrupowaniami koalicji rządzącej w sprawie jednej z najważniejszych instytucji zajmujących się polityką historyczną państwa.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze