Donald Tusk szykuje Koalicję Obywatelską do politycznego starcia, które może wyglądać zupełnie inaczej niż wszystkie poprzednie. Jak wynika z medialnych doniesień dotyczących zamkniętego spotkania premiera z parlamentarzystami KO, Jarosław Kaczyński i Prawo i Sprawiedliwość mają przestać być dla partii rządzącej najważniejszym punktem odniesienia. Na prawicy rośnie bowiem konkurencja, której — zdaniem szefa rządu — nie można już traktować jako chwilowego zjawiska.
Trwająca ponad trzy godziny narada miała jednak znacznie szerszy charakter. Rozmawiano o problemach wizerunkowych KO, sytuacji wewnątrz koalicji, nowych zagrożeniach politycznych oraz przygotowaniach do kolejnej kampanii. Tusk miał również jasno dać swoim posłom do zrozumienia, że oczekuje od nich większej aktywności. Zarówno w terenie, jak i w mediach społecznościowych.
Według relacji Onetu spotkanie miało przede wszystkim poprawić nastroje po aferze związanej ze Szpitalem Południowym. Dla Koalicji Obywatelskiej sprawa okazała się szczególnie niewygodna, ponieważ dotyczy Warszawy, czyli miasta od lat kojarzonego z rządami tego środowiska.
Premier miał przyznać podczas spotkania, że wydarzenia wokół Szpitala Południowego były dla jego ugrupowania wyjątkowo dotkliwym ciosem. Polityczny ciężar sprawy wynikał z kilku powodów. Placówka działa w stolicy zarządzanej przez KO, z jej władzami związani byli lokalni politycy tego środowiska, a jednym z bohaterów całej historii stał się młody lekarz działający w Koalicji Obywatelskiej.
Tusk miał jednak przekonywać swoich parlamentarzystów, że problemu nie należy sprowadzać wyłącznie do odpowiedzialności pojedynczych osób. Jego zdaniem sprawa odsłoniła znacznie poważniejsze słabości całego systemu. Jako przykład miał wskazywać mechanizmy pozwalające lekarzom jednocześnie podpisywać kontrakty z wieloma placówkami i osiągać bardzo wysokie dochody.
Co charakterystyczne, według medialnych relacji podczas narady nie skupiano się na politycznej odpowiedzialności prezydenta Warszawy Rafała Trzaskowskiego. Dyskusja miała koncentrować się przede wszystkim na rozwiązaniach systemowych, które umożliwiały funkcjonowanie opisywanych nieprawidłowości.
Przy okazji premier dokonał również krótkiego przeglądu sytuacji wewnątrz koalicji rządzącej. Dobre słowa miał skierować pod adresem PSL, doceniając jego lojalność. Z zadowoleniem miał też mówić o kondycji Lewicy, która utrzymuje poparcie pozwalające myśleć o samodzielnym przekroczeniu progu wyborczego.
Znacznie chłodniej Tusk miał ocenić sytuację wokół Polski 2050 i Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz. Według rozmówców Onetu premier zarzucał jej brak lojalności, ale jednocześnie nie zamierza podejmować decyzji, która mogłaby zagrozić parlamentarnej większości.
Usunięcie minister z rządu mogłoby bowiem uruchomić efekt domina i skłonić część posłów do opuszczenia koalicji. A na taki scenariusz Donald Tusk — przynajmniej na obecnym etapie — nie chce sobie pozwolić. Przedterminowe wybory byłyby ryzykiem, którego szef rządu najwyraźniej nie zamierza podejmować.
Najbardziej interesująca część narady miała jednak dotyczyć przyszłości. Jeśli relacje ze spotkania są trafne, Donald Tusk próbuje przekonać własne zaplecze, że kończy się polityczna epoka, w której cała strategia Koalicji Obywatelskiej mogła być budowana wokół konfliktu z Prawem i Sprawiedliwością.
PiS przez lata było dla obozu Tuska przeciwnikiem niemal idealnym: silnym, przewidywalnym i mobilizującym elektorat po obu stronach politycznej barykady. Teraz premier ma uważać, że ten układ zaczyna się rozpadać.
Podczas spotkania miało paść określenie „mijanka”. Chodzi o zmianę układu sił po prawej stronie sceny politycznej. Konfederacja oraz środowisko Grzegorza Brauna zdobywają coraz większą część prawicowego elektoratu, podczas gdy PiS ma stopniowo tracić swoją dominującą pozycję.
Według diagnozy przedstawionej parlamentarzystom KO nie jest to chwilowe wahnięcie sondaży, ale trend, który może się utrzymać. Jeżeli tak rzeczywiście będzie, dla partii Tuska oznacza to konieczność napisania politycznej strategii niemal od początku.
Przez ostatnie lata KO doskonale znała swojego najważniejszego rywala. Wiedziała, jak z nim walczyć, na jakich tematach budować mobilizację i gdzie przebiega główna linia podziału. Starcie z Konfederacją czy ugrupowaniem Brauna będzie wymagało zupełnie innego języka. To formacje szczególnie skuteczne w internecie, przyciągające część młodszych wyborców i znacznie chętniej wykorzystujące radykalne emocje.
Tusk miał również zwracać uwagę na rolę prezydenta Karola Nawrockiego. W ocenie premiera środowiska znajdujące się na prawo od PiS mogą stawać się dla głowy państwa coraz ważniejszym politycznym punktem odniesienia. To dodatkowo komplikuje sytuację Koalicji Obywatelskiej, która w najbliższych latach będzie musiała mierzyć się nie tylko z opozycją parlamentarną, lecz także z potencjalnymi wetami Pałacu Prezydenckiego.
Jednym z tematów pojawiających się podczas rozmowy miała być choćby wyższa kwota wolna od podatku. Tusk nie wykluczał podobno jej znaczącego podniesienia przed wyborami, ale jednocześnie wskazywał, że realizacja takiego pomysłu może napotkać sprzeciw prezydenta.
Wszystko wskazuje jednak na to, że premier nie planuje wielkiej programowej rewolucji. Zamiast efektownego resetu chce postawić przede wszystkim na polityczną mobilizację i znacznie większą aktywność własnego zaplecza.
Narada nie była wyłącznie analizą sondaży i politycznych scenariuszy. Donald Tusk miał również sporo uwag do swoich parlamentarzystów. Jego zdaniem wielu z nich jest zbyt słabo widocznych poza Sejmem i zdecydowanie za rzadko pojawia się w swoich okręgach.
Premier miał dać do zrozumienia, że czas polityki prowadzonej głównie z warszawskich gabinetów dobiegł końca. Posłowie mają częściej spotykać się z wyborcami, być obecni lokalnie i aktywniej tłumaczyć działania rządu.
Kontrolowana ma być również ich obecność w internecie. Tusk miał poinformować parlamentarzystów, że otrzymuje imienne raporty dotyczące aktywności poszczególnych polityków KO w mediach społecznościowych. Dla części uczestników spotkania mógł to być czytelny sygnał: przed kolejną kampanią nie wystarczy samo posiadanie mandatu i rozpoznawalnego nazwiska.
Sam premier także zamierza wrócić do sposobu prowadzenia polityki, który w przeszłości wielokrotnie przynosił mu rezultaty. Zapowiedział wyjazd w Polskę i osobiste promowanie działań swojego rządu.
To może być najważniejszy wniosek z całej narady. Donald Tusk najwyraźniej nie zamierza oddawać prowadzenia przyszłej kampanii innym politykom swojego obozu. Chce ponownie znaleźć się w jej centrum.
Zmienia się jednak przeciwnik, a wraz z nim reguły politycznej gry. Przez lata dla Platformy i późniejszej Koalicji Obywatelskiej głównym rywalem był Jarosław Kaczyński. Teraz, przynajmniej według diagnozy przedstawionej na zamkniętym spotkaniu, ta epoka ma dobiegać końca.
Jeżeli Tusk ma rację, przed KO stoi paradoksalnie trudniejsze zadanie niż kolejna odsłona dobrze znanego pojedynku z PiS. Partia będzie musiała nauczyć się rywalizować z przeciwnikami, którzy rosną dzięki zupełnie innym emocjom, innym kanałom komunikacji i wyborcom, do których tradycyjne argumenty największych ugrupowań coraz częściej po prostu nie trafiają.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze