Decyzja Wołodymyra Zełenskiego wywołała w Polsce polityczną burzę, ale dla wielu osób zajmujących się Ukrainą od lat była czymś więcej niż tylko kolejnym dyplomatycznym zgrzytem. Nadanie elitarnej jednostce ukraińskich sił specjalnych imienia „Bohaterów UPA” zostało odebrane jako świadomy sygnał polityczny — i to w momencie wyjątkowo trudnym zarówno dla samego prezydenta Ukrainy, jak i relacji polsko-ukraińskich.
O kulisach tej decyzji, wojnie o pamięć historyczną i coraz bardziej brutalnej ukraińskiej polityce wewnętrznej mówił w podcaście „Fronty Wojny” Mateusz Lachowski — korespondent wojenny, autor kanału „Mateusz Lachowski korespondent.pl”, który wrócił do Polski bezpośrednio z Kijowa.
Rozmowa rozpoczęła się od pytania, czym właściwie jest Samodzielne Centrum Operacji Specjalnych „Północ” — jednostka, której Zełenski nadał nową nazwę. Marcin Wyrwał ironicznie zastanawiał się, czy może chodzi o formację marginalną, bez większego znaczenia.
Lachowski szybko rozwiał te wątpliwości.
— To nie jest żadna poboczna jednostka. To ludzie, którzy odegrali bardzo ważną rolę w obronie Kijowa i w wielu najcięższych momentach wojny — podkreślał.
Właśnie dlatego decyzja wywołała tak silne emocje. Mowa bowiem o jednej z najbardziej zasłużonych formacji ukraińskich sił specjalnych, której żołnierze przez lata budowali swój autorytet na polu walki. Tym większy ciężar symboliczny ma dziś przypisanie jej dziedzictwa UPA.
Zdaniem Lachowskiego nie był to przypadek ani historyczny gest wykonywany bez politycznego kalkulatora w ręku. Według niego Zełenski próbuje w ten sposób przykryć narastające problemy wewnętrzne, przede wszystkim aferę korupcyjną, która od miesięcy uderza w jego obóz polityczny.
Korespondent przypomina o ujawnionych nagraniach, na których pojawia się imię „Wowa” — powszechnie używany skrót od Wołodymyra.
— Sam Zełenski nie uczestniczy tam bezpośrednio w procederze, ale przewija się w rozmowach ludzi związanych z tym układem. Mówimy o ogromnych pieniądzach i o sprawie, która bardzo mocno uderza w jego wiarygodność — tłumaczył.
Według Lachowskiego ukraiński prezydent coraz wyraźniej traci polityczny komfort. Spadające poparcie społeczne, napięcia wewnątrz obozu władzy i brak stabilnego zaplecza parlamentarnego zmuszają go do szukania nowych sojuszników — również w środowiskach nacjonalistycznych i wojskowych.
W tym kontekście decyzja o odwołaniu się do symboliki UPA ma być elementem szerszej politycznej gry.
Ukraińskie MSZ próbuje przedstawiać sprawę przede wszystkim jako odniesienie do walki UPA z Sowietami. W Polsce ten argument praktycznie nie znajduje jednak zrozumienia.
Lachowski mówi o tym bez ogródek.
— W Polsce UPA kojarzy się jednoznacznie z rzezią wołyńską. Z ludobójstwem. Tego nie da się wymazać żadną narracją o walce z komunizmem — podkreślał.
W programie wrócił również temat wcześniejszych pomysłów dotyczących nazwy jednostki. Jednym z rozważanych patronów miał być „Kłym Sawur”, czyli Dmytro Klaczkiwski — dowódca UPA uznawany przez wielu historyków za jednego z głównych organizatorów masowych mordów na Polakach na Wołyniu.
To właśnie ten wątek najmocniej podważa argument, że chodzi wyłącznie o antyrosyjskie dziedzictwo.
— Jeśli pojawia się nazwisko Klaczkiwskiego, to trudno udawać, że nie ma tu kontekstu antypolskiego — zauważył Marcin Wyrwał.
Lachowski poszedł jeszcze dalej.
— Sawur był po prostu masowym zbrodniarzem. Człowiekiem odpowiedzialnym za rzeczy absolutnie niewyobrażalne. Dla mnie to jedna z najbardziej przerażających postaci całego wołyńskiego piekła — mówił.
Ostatecznie pomysł z patronatem Klaczkiwskiego upadł, co — zdaniem rozmówców — pokazuje, że nawet po stronie ukraińskiej pojawiło się przekonanie, iż byłoby to przekroczenie granicy nie do obrony.
W rozmowie pojawił się również bardzo osobisty wątek. Lachowski przypomniał historię własnej rodziny — jego dziadek przeżył Wołyń dzięki ostrzeżeniom ukraińskich sąsiadów.
Dlatego decyzję Zełenskiego odbiera nie tylko politycznie, ale również osobiście.
— Dla mnie to jest policzek. Jako dla Polaka. Jako dla człowieka, którego rodzina nosi pamięć tamtych wydarzeń — mówił.
Jednocześnie korespondent zaznaczał, że podczas pobytu w Ukrainie nie widzi narastających nastrojów antypolskich wśród zwykłych ludzi. Problem — jego zdaniem — leży przede wszystkim w elitach politycznych, które coraz częściej wykorzystują historyczne symbole do mobilizowania własnego elektoratu i budowania bardziej konfrontacyjnej narracji wobec Zachodu.
Lachowski krytycznie ocenił też część reakcji pojawiających się w Polsce — od postulatów odbierania Zełenskiemu odznaczeń po wezwania do blokowania granicy.
W jego opinii Polska powinna prowadzić politykę twardą, ale chłodną i opartą na interesach państwa, a nie na emocjonalnych gestach.
Jako przykład wskazał możliwość powiązania przyszłego poparcia dla członkostwa Ukrainy w Unii Europejskiej z ogólnonarodowym referendum w Polsce.
— Ukraina musiałaby wtedy zrozumieć, że pewnych symboli po prostu nie da się pogodzić z poparciem polskiego społeczeństwa — argumentował.
Druga część programu poświęcona była sytuacji na froncie. Lachowski wrócił z Kijowa tuż po kolejnym rosyjskim ataku rakietowym. Jak relacjonował, Rosjanie coraz skuteczniej wykorzystują rakiety hipersoniczne, a ukraińska obrona przeciwlotnicza zaczyna odczuwać braki amunicji.
Mimo to — jak podkreślał — sytuacja militarna pozostaje bardziej złożona, niż wynikałoby z wielu alarmistycznych komentarzy.
— Rosjanie nadal naciskają, ale Ukraińcy w tym roku odzyskali więcej terenu, niż stracili — mówił.
Jednocześnie społeczeństwo ukraińskie jest coraz bardziej wyczerpane wojną, a perspektywa jej szybkiego zakończenia pozostaje bardzo odległa. Zarówno Lachowski, jak i Wyrwał zgodzili się, że przed Ukrainą prawdopodobnie kolejna ciężka zima i dalsza wojna na wyniszczenie.
Jedno wybrzmiało jednak najmocniej: nawet pełne wsparcie dla Ukrainy w walce z Rosją nie oznacza zgody na gloryfikowanie postaci odpowiedzialnych za zbrodnie na Polakach.
I właśnie wokół tej granicy zaczyna dziś przebiegać nowy, coraz trudniejszy etap relacji między Warszawą a Kijowem.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Putin wyleczył Polaków z covvidiozy , Zełenski wyleczył Polaków z zaćmy ..... z ukraińskiej zaćmy na którą bardzo dużo Polaków chorowało przez ostatnie lata
Putin wyleczył Polaków z covvidiozy , Zełenski wyleczył Polaków z zaćmy ..... z ukraińskiej zaćmy na którą bardzo dużo Polaków chorowało przez ostatnie lata