Zimą wystarczy krótki moment nieuwagi, by organizm zaczął przegrywać walkę z zimnem – ostrzegają medycy. W szpitalnych oddziałach ratunkowych przybywa pacjentów z ciężkim wychłodzeniem, a lekarze przypominają zasadę, która w takich sytuacjach ma dosłowne znaczenie: człowiek „nie jest martwy, dopóki nie jest ciepły i martwy”. To nie jest problem wyłącznie osób w kryzysie bezdomności – hipotermia coraz częściej dotyka także tych, którzy z pozoru są bezpieczni: wracających z imprez, mieszkających w altankach czy seniorów w niedogrzanych domach.
Lekarze tłumaczą, że przy podejrzeniu hipotermii walczy się do końca, równolegle intensywnie ogrzewając organizm. I nie chodzi o koc i ciepłą herbatę, ale o zaawansowane metody stosowane w szpitalach. Medycy podkreślają, że kluczowa jest tzw. temperatura głęboka – gdy spada poniżej 35°C, mówimy o hipotermii, a im niższa, tym gwałtowniej rośnie ryzyko groźnych zaburzeń pracy serca i oddychania.
W materiale przywołano dane, według których od 1 listopada odnotowano w Polsce 40 zgonów z powodu wychłodzenia. Medycy mówią też wprost: szpitalne oddziały ratunkowe widzą problem już od jesieni, a w czasie nasilonych mrozów liczba ciężkich przypadków rośnie.
Jedna z opisywanych historii pokazuje, że dramat może wydarzyć się w czterech ścianach. Ratownicy wspominają wezwanie do kobiety po siedemdziesiątce, u której w mieszkaniu było niemal tak zimno jak na zewnątrz. Pacjentka miała poważne zaburzenia świadomości, a pomiar temperatury wykazał 27,3°C – co opisano jako hipotermię trzeciego stopnia i stan bezpośrednio zagrażający życiu. Została przeniesiona do karetki, a na miejsce wezwano Lotnicze Pogotowie Ratunkowe. W relacji podkreślono, że była to najniższa temperatura odnotowana w tym sezonie zimowym przez ten zespół.
Lekarze wskazują, że wiele interwencji dotyczy osób, które po spożyciu alkoholu zasnęły na dworze – na przystanku, w parku czy przy drodze. W tekście przytoczono też przykład młodego mężczyzny, którego temperatura ciała wynosiła 18°C; mimo natychmiastowej pomocy i transportu na SOR, nie udało się go uratować. Drugą grupą są osoby mieszkające w ogródkach działkowych – w ich przypadku, jak zauważono, czasem wystarczy jedna zimniejsza noc, by temperatura ciała zaczęła niebezpiecznie spadać.
Eksperci podkreślają, że najbardziej dramatyczne sytuacje zdarzają się po kontakcie z lodowatą wodą. Zimą ryzyko rośnie, bo zamarznięte stawy i jeziora potrafią wyglądać na bezpieczne, a w rzeczywistości lód może pęknąć. W takiej sytuacji – jak opisano – o rozwoju hipotermii mogą decydować sekundy.
Przy głębokiej hipotermii, zwłaszcza gdy dochodzi do utraty przytomności i zatrzymania krążenia, potrzebne są metody dostępne tylko w wybranych ośrodkach. W materiale wskazano, że najlepsze wyniki ma specjalny „łańcuch leczenia hipotermii” działający w okolicach Krakowa, wykorzystujący m.in. techniki ogrzewania pozaustrojowego, takie jak ECMO. Jednocześnie zaznaczono, że takie placówki są wyjątkiem, a w ciężkich przypadkach rokowania często są złe.
red.oprac.al
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze