Reklama

„Niewidzialna armia” mówi o kolejnym etapie. Co zapowiadają partyzanci z Atesz?

Choć temat rozmów o rozejmie wraca falami, w tle wojny w Ukrainie działa jeszcze jedna warstwa konfliktu: sabotaż i praca konspiracyjna na okupowanych terenach oraz w samej Rosji. Partyzancki ruch Atesz zapowiada, że nawet ewentualne zawieszenie broni nie oznacza dla niego końca działań. Wprost pada deklaracja o przejściu do „nowego etapu” i budowaniu „niewidzialnej armii”, która ma uderzać w okupację także wtedy, gdy front ucichnie.

Kim jest Atesz i gdzie działa?

Atesz to ruch partyzancki, który powstał w 2022 roku i jest opisywany jako inicjatywa łącząca Ukraińców oraz Krymskich Tatarów, a według relacji o działalności grupy uczestniczą w niej także osoby z Rosji. Działa na obszarach okupowanych, m.in. na Krymie i w Donbasie, a także prowadzi operacje wymierzone w zaplecze rosyjskie. 

„Zawieszenie broni to przejście do nowego etapu”

W rozmowach cytowanych przez media przedstawiciele Atesz mówią wprost, że rozejm nie byłby końcem konfliktu, lecz jego zmianą formy. W ich narracji „okupacja nie jest wieczna”, a ewentualne decyzje polityczne dotyczące terytoriów nie zamkną sprawy – przeciwnie, mają zwiększać determinację do kontynuowania działań w warunkach konspiracyjnych. 

Reklama

Sabotaż i dywersja jako narzędzie presji

Ruch jest kojarzony przede wszystkim z aktywnością dywersyjną: rozpoznaniem, przekazywaniem informacji oraz uderzeniami w infrastrukturę, którą Rosja wykorzystuje do prowadzenia wojny. W publicznych opisach działań Atesz przewija się m.in. wątek sabotaży na kolejach oraz działań wymierzonych w logistykę i zaplecze wojskowe. 

Ryzyko po stronie uczestników i reakcja Rosji

Działalność partyzancka w warunkach wojny i okupacji wiąże się z wysokim ryzykiem dla osób zaangażowanych. W relacjach medialnych podkreśla się, że Rosja traktuje tego rodzaju struktury jako szczególnie groźne, a udział w nich ma grozić surowymi konsekwencjami karnymi. 

Reklama

Dlaczego te zapowiedzi są istotne?

Deklaracje o kontynuowaniu działań po ewentualnym rozejmie pokazują, jak bardzo spór o terytoria i kontrolę może przenieść się z pola bitwy do „wojny w cieniu”. Dla Kremla to sygnał, że nawet formalne porozumienia nie muszą automatycznie oznaczać stabilizacji na zajętych obszarach. Dla Ukrainy i jej zwolenników – że część oporu może działać dalej, niezależnie od bieżącego stanu rozmów politycznych. 

red.

oprac.al

Źródło: o2
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wm.pl




Reklama