Reklama

Prezydent staje w obronie mediów. Mocne słowa po działaniach służb

Prezydent Karol Nawrocki zabrał głos po serii policyjnych interwencji związanych z fałszywymi zgłoszeniami dotyczącymi pracowników Telewizji Republika. Zdaniem głowy państwa sytuacja budzi poważne pytania o bezpieczeństwo dziennikarzy i granice działań służb. „Nie ma demokracji bez wolnych mediów” – podkreślił prezydent.

Sprawa interwencji służb wobec osób związanych z Telewizją Republika wywołała polityczną burzę. Głos zabrał prezydent Karol Nawrocki, który ocenił, że sytuacja może stanowić zagrożenie dla wolności słowa i swobody działania mediów w Polsce.

W sobotnim wpisie opublikowanym w mediach społecznościowych prezydent podkreślił, że demokracja nie może istnieć bez niezależnych mediów, a dziennikarze nie powinni funkcjonować pod presją działań służb.

– Jeżeli dziennikarz w Polsce musi się zastanawiać, czy kolejne fałszywe zgłoszenie nie skończy się wejściem służb do domu, skuwaniem współpracowników i przeszukaniem redakcji – to znaczy, że przekraczana jest bardzo niebezpieczna granica – napisał Karol Nawrocki.

Reklama

Prezydent zaznaczył również, że każdy – niezależnie od poglądów politycznych – powinien odpowiedzieć sobie na pytanie, czy państwo może dopuścić do sytuacji, w której przedstawiciele mediów nie czują się bezpiecznie we własnych domach i miejscach pracy.

Cała sprawa ma związek z serią fałszywych zgłoszeń alarmowych dotyczących osób związanych z Telewizją Republika. Według informacji przekazywanych przez stację, służby były informowane m.in. o rzekomych próbach samobójczych czy podłożonych ładunkach wybuchowych w mieszkaniach pracowników telewizji.

Reklama

Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji podało, że między 10 a 15 maja odnotowano 12 interwencji związanych z podobnymi zgłoszeniami. W sobotę policja poinformowała o zatrzymaniu 53-letniego mężczyzny, który może mieć związek z fałszywymi alarmami.

Największe emocje wywołała piątkowa interwencja policji w domu redaktora naczelnego Telewizji Republika Tomasza Sakiewicza. Sam dziennikarz relacjonował na antenie, że funkcjonariusze „siłą wtargnęli do domu” i skuli jego współpracownicę.

Policja przedstawiła jednak inną wersję wydarzeń. Funkcjonariusze tłumaczyli, że otrzymali zgłoszenie dotyczące zagrożenia życia osoby przebywającej pod wskazanym adresem. Według służb kobieta znajdująca się w mieszkaniu odmówiła podania swoich danych i nie chciała współpracować, dlatego – jak podkreślono – dla bezpieczeństwa zastosowano kajdanki.

Reklama

Do sprawy odniósł się także szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego Bartosz Grodecki, który zapowiedział wystąpienie do ministra spraw wewnętrznych Marcina Kierwińskiego o wyjaśnienia dotyczące działań służb wobec dziennikarzy Republiki.

Minister Kierwiński odrzucił sugestie o nękaniu mediów. Podkreślał, że policja reagowała na konkretne zgłoszenia dotyczące potencjalnego zagrożenia życia i zdrowia, a działania funkcjonariuszy były profesjonalne i uzasadnione.

Mimo tych zapewnień sprawa stała się kolejnym punktem politycznego sporu wokół standardów wolności mediów i funkcjonowania służb państwowych. Prezydent Nawrocki zadeklarował, że – mając w pamięci doświadczenia z czasów komunizmu – będzie sprzeciwiał się wszelkim działaniom, które mogłyby prowadzić do ograniczania wolności słowa.

Źródło: PAP
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wm.pl




Reklama