Strażak ochotnik z niemieckiej Saksonii został ukarany za przekroczenie prędkości podczas jazdy do pożaru szkoły podstawowej. Policja uznała, że nadużył uprawnień pojazdu uprzywilejowanego, ponieważ w budynku nie było ludzi. Sprawa trafiła do sądu, a jej finał wywołał szeroką dyskusję o granicach działania służb ratunkowych.
Do zdarzenia doszło pod koniec maja 2025 roku w miejscowości Taucha niedaleko Lipska. Strażak ochotnik Ray Lange kierował wozem strażackim jadącym do zgłoszenia o pożarze szkoły podstawowej. Pojazd miał włączone sygnały świetlne i dźwiękowe.
Na odcinku, gdzie obowiązywało ograniczenie do 30 km/h, fotoradar zarejestrował prędkość 72 km/h. Policja uznała, że kierowca przekroczył przepisy bez wystarczającego uzasadnienia. Strażak został ukarany mandatem w wysokości 369 euro, otrzymał dwa punkty karne i miesięczny zakaz prowadzenia pojazdów.
Według niemieckiej policji szczególne uprawnienia pojazdów uprzywilejowanych mogą być wykorzystywane tylko wtedy, gdy wymaga tego ochrona życia lub zdrowia ludzi. Funkcjonariusze wskazali, że w momencie interwencji szkoła była pusta, dlatego uznali, że tak duże przekroczenie prędkości nie było konieczne.
Strażak nie zgodził się z decyzją i odmówił przyjęcia mandatu. Sprawą zajął się sąd rejonowy w Eilenburgu, który początkowo podzielił stanowisko policji i utrzymał karę.
Wyrok wywołał kontrowersje w lokalnej społeczności. Ray Lange, który służył w straży przez 34 lata, zdecydował się odejść z jednostki. W geście solidarności podobną decyzję podjęło kilku innych druhów. Niemieckie media informowały, że osłabiło to lokalną straż pożarną i mogło wpłynąć na czas reakcji podczas kolejnych interwencji.
Strażak argumentował, że jechał do realnego zgłoszenia i musiał wesprzeć załogę, która wyjechała wcześniej w niepełnym składzie. Podkreślał też, że poruszał się z włączonymi sygnałami i nie stworzył zagrożenia dla innych uczestników ruchu.
Ostatecznie sprawa zakończyła się po myśli strażaka. Sąd wyższej instancji uwzględnił jego apelację i uznał, że przekroczenie prędkości było w tej sytuacji uzasadnione. Mandat, punkty karne i zakaz prowadzenia pojazdów zostały uchylone.
„Ogromny ciężar spadł mi z barków. Mam nadzieję, że teraz będę mógł spać spokojniej” — powiedział Ray Lange po ogłoszeniu wyroku.
Reklama
Sprawa z Niemiec pokazuje, że nawet pojazdy uprzywilejowane nie mają nieograniczonego prawa do łamania przepisów. Także w Polsce kierowca karetki, radiowozu czy wozu strażackiego może korzystać ze szczególnych uprawnień tylko przy spełnieniu określonych warunków.
Pojazd musi wysyłać niebieskie sygnały świetlne i dźwiękowe oraz jechać z włączonymi światłami mijania lub drogowymi. Kierowca może wtedy nie stosować się do części przepisów, ale nadal ma obowiązek zachować szczególną ostrożność i nie może stwarzać zagrożenia dla innych uczestników ruchu.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze